Wyniki wyszukiwania dla zapytania: przyczyny upadku Rzeczypospolitej w XVIII wieku

Śmieszne są te insynuacje, że szlachta przerąbała I i II Rzeczpospolitą, to teraz nie reprywatyzować, 'bo nie ma do tego powrotu'. Historia Rzeczpospolitej ma wiele wątków i jej upadek dużo przyczyn, życie nigdy nie jest czarno-bałe. Zachowanie magnaterii pewnie swoją działkę dołożyło, zwłaszcza w XVIII wieku, nie przeczę. Ale co to ma wspólnego z naprawianiem szkód spowodowanych przez II wojnę światową i komunizm krwawo zainstalowany u nas w jej wyniku? Tu wracamy do początków felietonu p.Michalkiewicza - przecież niby komunizm upadł i leży jak długi. Rzeczywiście? To komunizm upadł, a to co komuniści zmajstrowali już nie? Cóż to za pokrętna logika? Przecież się prywatyzuje, tak czy inaczej, toż pierwszy odruch to oddać tym, którym zabrano. A kto powiedział, że przywrócenie własności da tym ludziom automatycznie władzę? Prymitywizm i schematyzm takiego myślenia aż dech zapiera. Oj, długa droga przed nami.


Idę pierdolnąć głową w ścianę. Albo coś rozwalę, nie wiem.

Mój cudowny nauczyciel historii pięc miesięcy temu zadał pracę na temat "Przyczyny upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej w XVIII" wieku, przy czym zaznaczył, że upadek jest w XVIII, ale przyczyn należy szukać w XVII. I cały czas powtarzał, żebyśmy wypisali przyczyny z XVII. Wypisałam. Napisałam pracę na dwie strony. Piękną. Poprawną gramatycznie i stylistycznie. Grzebiąc w milionach książek.

"Praca miała dotyczyć XVIII w, a dotyczy XVII. Tylko ostatni fragment jest zgodny z tematem! Dop +"

I weź tu kurwa z nauczycielem gadaj ==" I nawet nie zauważył, że CAŁA klasa miała nie na temat. Bo jak się sprawdza prace przez cztery miesiące, to rzeczywiście można zapomnieć, co się mówiło.

Normalnie żyć nie umierać =="
GHAAAAAA!!!
&^$%$$FGUR#^(IU785^$#$&*(&(*#^TR^897349786rt87

*wściekła jak nigdy*

Dalej, wesoło, niech popłynie gromki śpiew...
Łiii... xP
Mam głupawę. I maturę za sobą. Zdac zdałam, a jak, to sie okaże w czerwcu...
Siedzieliście nad ustnym polakiem do nocy? Oo Ja niby do 23.30, chociaż i tak połowy rzeczy nie powiedziałam dziś przed komisją xP I wyszłam po 20 minutach, a że nie było zegarka, nie wiem, czy to ja tak krótko mówiłam, czy to on mnie tak krótko pytał xPP Spartoliłam pewnie drugie pytanie, ale co tam I tak tylko dwa zadawał xP
Zobaczymy. Ale adrenalina... nie lubię ustnych. Fuj. Potem chodze nakręcona cały dzień
Btw, Marcin, jak Andrzejowi poszło?
Ja ogółem jestem zadowolona. Polak fajnie (pisemny; Schultz, a jakże ), anglik średnio, wos ok, anglik ustny średnio (ale kij z nim), hista tragiczna (kochamy CKE za ich ynteligentne pytania i połowe matury z Mazowsza, Pomorza i Prusaków ==' ), polak ustny - jestem zadowolona, ale pewnie wyniki sprowadzą mnie na ziemię Poza tym - kogo obchodzi ustny polaj?
Marti, ja po stokroć wolałabym pisać o skutkach upadku RP lub rewolucji francuskiej niż "przyczyny i skutki traktatu krakowskiego z 1525 roku dla Rzeczpospolitej w XVI - XVIII wieku" ==' Lanie wody na maksa =='

Co to w ogóle jest? Nie było mnie z trzy miesiące, a wy nawet do 200 stron nie dobiliście?
Phi ;p [/i]

Jak sądzicie jakie były główne przyczyny upadku wojskowości polskiej w xvIII wieku w tym kawalerii.

Nasza jazda przez cały wiek XVII była jedną z najlepszych w Europie, a potem szkoda gadać Często mówi się że był to skutek anarchii w Rzeczypospolitej, ale już XVII wieku to magnacji rządzili krajem, zrywali sejmy i organizowali rokosze a mimo to nasze wojska wygrywały prawie wszystkie bitwy, a więc może jest jakiś inny powód upadku naszej siły zbrojnej a w szczególności jej rdzenia czyli jazdy.

Temat jest mało popularny jak zresztą cała epoka Saska. W czasie wojny północnej nasza armia osiągnęła stan 40 tys. ( nic mi nie wiadomo o organizacji ) mimo to nie dokonała ona niczego szczególnego prócz zablokowania posiłków Szwedów i Leszczyńskiego dla walczącego na Ukrainie Karola XII

Może był to duży błąd gdyby Szwedzi wygrali wojnę ich protektorat można było zerwać o wiele łatwiej niż Moskiewski.

Pozostaje jeszcze kwestia dowództwa Polskiego czy nasi hetmani w tym czasie byli rzeczywiście takimi miernotami a może kreaturami pokroju Branickiego i Rzewuskiego. Może jednak byli to ludzie odpowiedni zapewne wielu wojskowych tego okresu pamiętało jeszcze szkołę Sobieskiego i Jabłonowskiego.

Jak oceniacie Lubomirskiego, Sieniawskiego i obu Sapiechów

Zapraszam zatem do dyskusji na szeroko rozumiany temat Rzeczypospolitej w dobie Wielkiej Wojny Pólnocnej, o jej armii, hetmanach i upadku naszej wojskowości.


Władza królewska i zarząd państwem. Powstanie, istota i czynniki wpływające na ewolucję władzy królewskiej w Polsce.
Urzędy centralne i lokalne: ich powstanie, zakres kompetencji, przyczyny ewolucji. Specyfika Rzeczypospolitej szlacheckiej. Urzędnicy

Polski parlamentaryzm Geneza polskiego sejmu: protoparlamentaryzm. Sejm Złotego Wieku a Sejm przełomu XVII/XVIII stulecia: przyczyny upadku polskiego parlamentaryzmu. Sejmiki i ich funkcje: zalety i wady systemu sejmikowego. Pojecie demokracji szlacheckiej

Sądownictwo

Proces Charakterystyka procesu skargowego i inkwizycyjnego. Specyfika procesu średniowiecznego. Proces mieszany przed sądami ziemskimi. Postępowanie przed sądami miejskimi i dominialnymi. Sądownictwo polubowne Właściwość sądu, strony i icgondorh zastępcy, zasada bliższości do dowodu, środki dowodowe, wyrok i środki przeciw wyrokom, instytucja apelacji Postępowanie egzekucyjne

Prawo karne Przestępstwo i ewolucja pojęcia. Podział przestępstw. Związek przyczynowo - skutkowy. Wina Kara: zasady wymiaru kar, podział kar, wykonywanie kar.

Prawo cywilne Zdolność prawna i zdolność do czynności prawnych Małżeństwo i rodzina Spadki Własność i inne prawa rzeczowe; ograniczenia własności. Zastaw ( w tym zastaw bez dzierżenia). Zobowiązania

Konstytucja 3 maja

Księstwo Warszawskie i Królestwo Polskie. Akty konstytucyjne doby niewoli narodowej.

Weber nie słyszał o Polsce nigdy, chyba że w kawałach .

To poczytaj sobie Krucjate, czy to jak Protektor (nie pamietam który tom) wspomina I Rzeczpospolitą i przyczyny jej upadku - krótki dowód na to że Weber o Polsce troche wie, może niedużo ale przynajmniej ma o niej pojęcie.
A Silesia to księstwa niemieckie z XVII/XVIII w przed podbojem przez
Prusy / Andermanów .

Jak Poznań (Posnan w ksiazce) jest na Śląsku to poucz się geografii. Poza tym na Ślasku nigdy nie było takiego burelu jaki panował pod koniec XVIII wieku w Rzeczypospolitej (ani też nie był jednym państwem jak w HH) . Panoszące sie obce wojska, bandytyzm, sobiewładztwo magnatów, regres cywilizacyjny, słaba władza centralna co rusz musząca walczyc z jakimś buntem - nie przypomina wam to czegoś z ksiażek?? Dam se łeb uciąć ze Weber opisujac Silesie wzorował sie na naszej kochanej ojczyźnie tyz przed całkowitym upadkiem

„Królestwo Polskie zostało zniesione na zawsze” – konwencja rozbiorowa
W XIX wieku ukształtowały się 2 szkoły historyczne, które oceniały przyczyny upadku państwa polskiego. Pierwszą z nich była Szkoła Krakowska, której działacze tacy jak m.in. Józef Szujski, Walerian Kalinka czy Michał Dobrzyński twierdzili, że upadek był spowodowany czynnikami wewnętrznymi, czyli m.in. słabą władzą królewską, liberum veto czy nieczynnością sejmu.
Działacze natomiast drugiej szkoły – Warszawskiej kładli nacisk na kwestie gospodarcze i społeczne, które doprowadziły do słabości ustroju. Państwo będąc osłabione nie miało sił wystawić odpowiednio silnej armii. Podczas gdy armia Rzeczpospolitej liczyła 30 tys. rosyjska liczyła 300 tys.

Emanuel Rostworowski postawił ciekawą tezę jakoby Rzeczpospolita upadła wskutek przeprowadzonych reform na Sejmie Wielkim czy „dzięki’ Konstytucji 3 Maja. Gdyby nie podjęła się tych prób naprawczych jego zdaniem Rzeczpospolita istniałby nawet słaba wewnętrznie. Jestem ciekawa jak wy widzicie tę ciekawą tezę.
Moim zdaniem jest ona kompletnie nie do przyjęcia, gdyż upadek państwa polskiego zaczął się tak na dobre od początku XVIII wieku, kiedy to Rzeczpospolita była w gruncie rzeczy zależna od Rosji natomiast Prusy i Austria mieszały się w wewnętrzne sprawy państwa.
Rzeczpospolita „dzięki” demokracji szlacheckiej, rzec można sama sobie ukręciła bat na własną skórę gdyż wszelkie swobody takie jak liberum veto czy inne, które blokowały rozwój państwa przyczyniły się do jego upadku. Reformy uważano za złe, nie widziano potrzeby ich przeprowadzania, oprócz oczywiście wąskiej grupki. De facto teza Rostworowskiego nie jest do obrony, gdyż państwo tak słabe jak Rzeczpospolita u schyłku XVIII wieku nie mogłoby istnieć pomiędzy takimi potęgami jak Rosja czy Prusy – było to niemożliwe.

"Przyczyn upadku Rzeczpospolitej w XVIII wieku"

Na dacie trzeciego rozbioru urywają się w sposób tragiczny dzieje dawnej Polski, która jako wykształcony, trwały i w miarę ustabilizowany organizm państwowy, pojawiła się na widowni europejskiej w pierwszej połowie X wieku. Polska zaistniała w Europie nieco później niż pozostałe państwa a zwłaszcza te zachodnie. W pierwszych stuleciach swego istnienia, Polska zdołała nadrobić wszystkie zaległości, związane z opóźnionym wkroczeniem w istnienie starego kontynentu. Zdołała we wszystkich dziedzinach życia wypracować trwałe wartości, z których możemy czerpać i czerpiemy do dziś. Czasy panowania tych władców polskich, którzy wzorowo sprawowali pieczę nad narodem tj. Bolesława Chrobrego, Kazimierza Wielkiego, Kazimierza Jagiellończyka, Zygmunta Starego, nieraz ożywały w myślach i sercach Polaków w epoce rozbiorów. Wiek XV i XVI stanowiły apogeum świetności politycznej i kulturalnej dawnej Polski. Jednak w tym okresie kraj skręcił na niezbyt fortunnie obraną drogę gospodarczą i ustrojową. Droga rozwoju folwarku, poddaństwa, wyłącznych rządów szlachty i magnatów, doprowadziła w konsenkwencji do upadku władzy centralnej i do panowania anarchii. Przez wiele setek lat, Polska niejednokrotnie stawała w obliczu upadku, wiele razy ponosiła klęskę. W końcu doszło do ostatecznej katastrofy, do rozbiorów. Kogo za nią winić? Po upadku Rzeczpospolitej, pojawiły się w czasach niewoli, w początkach XIX wieku dyskusje, na temat co odegrało decydującą rolę i doprowadziło do upadku Rzeczpospolitej? Czy spowodowały to czynniki wewnętrzne:

1. powstrzymanie się od reform anachronicznego systemu politycznego
2. nieudana próba radykalnej reformy państwa pod koniec XVII
3. ogólna słabość gospodarcza i militarna
4. liczne zdrady i przedkładanie własnych interesów nad państwowymi
5. bezsilność rządu

Czy może decydującą rolę odegrały w tym przypadku czynniki zewnętrzne:

1. gwałtowny wzrost znaczenia sąsiadów Rzeczpospolitej w XVIII wieku (Rosja, Austria i Prusy to ówczesne mocarstwa europejskie) ?
2. przemoc i chciwość sąsiadów ?
3. brak wartościowych sojuszy, który spowodował osamotnienie Polski na arenie międzynarodowej ?

Dyskusje na ten temat trwają po dzień dzisiejszy. Wielu historyków próbuje doszukać się i udowodnić co było główną przyczyna upadku Rzeczpospolitej ? Trwają kontrowersyjne spory, w których ścierają się opinie zarówno uczonych jak i uczniów szkół średnich. Właściwe osądzenie sprawy jest bardzo skomplikowane i trudne. znalazłem się w gronie osób, które uznały agresywną politykę państw ościennych, za główną przyczynę upadku Polski w końcu osiemnastego wieku.

jeszcze to:

STAROŻYTNOŚĆ

I. Najstarsze cywilizacje starożytnego Wschodu
1. Mezopotamia
2. Indie
3. Chiny
4. Egipt
5. Izrael
6. Fenicja
II. Starożytna Grecja
7. Dzieje starożytnej Grecji
8. Wielka kolonizacja
9. Wojny perskie i wojna peloponeska
10. Ustroje miast-państw greckich
11. Grecja pod władzą Macedonii
III. Republika Rzymska
12. Republika rzymska
13. Podboje Rzymu w Italii
14. Podboje Rzymu w basenie Morza Śródziemnego
15. Przemiany ustrojowe w okresie republiki rzymskiej
16. Powstanie Spartakusa
IV. Cesarstwo Rzymskie
17. Powstanie Cesarstwa w Rzymie
18. Dominat w Rzymie
19. Rzym pod rządami Oktawiana Augusta
20. Chrześcijaństwo w Imperium Rzymskim
21. Kryzys Imperium
22. Upadek Imperium Rzymskiego

ŚREDNIOWIECZE

I. Średniowieczna Europa
23. Cesarstwo Justyniana
24. Arabowie
25. Państwo Franków
26. Cesarstwo Ottonów
27. Kształtowanie się ustroju feudalnego w Europie
II. Kształtowanie się Państwa Polskiego
28. Słowianie
29. Powstanie Państwa Polskiego
30. Państwo Mieszka I
31. Polska za Bolesława Chrobrego
32. Kryzys państwa piastowskiego w XI wieku
33. Polska w okresie walki papiestwa z cesarstwem
34. Polska za czasów Bolesława Krzywoustego
III. Rozbicie dzielnicowe
35. Królestwo Polskie za Władysława Łokietka
36. Odbudowa zjednoczenia Królestwa Polskiego
37. Próby powstrzymania rozbicia dzielnicowego
38. Początki rozbicia dzielnicowego
IV. Europa w okresie uniwersalizmu i krucjat
39. Walka papiestwa z cesarstwem o inwestyturę
40. Wyprawy krzyżowe
41. Ekspansja niemiecka w Europie środkowo-wschodniej w XII i XIII wieku
42. Monarchia stanowa w Anglii
43. Monarchia stanowa we Francji
V. Jesień średniowiecznej Europy
44. Polityka zagraniczna Kazimierza Wielkiego
45. Polityka wewnętrzna Kazimierza Wielkiego
46. Unia polsko-węgierska
47. Wielka schizma wschodnia
48. Wojna stuletnia
49. Wielka wojna z Krzyżakami
50. Unia polsko-litewska
51. Kultura średniowiecza
52. Ekspansja niemiecka w Europie

RENESANS

I. Wielkie odkrycia geograficzne
53. Przyczyny wielkich wypraw geograficznych
54. Wyprawy Krzysztofa Kolumba
55. Wyprawy i odkrycia Portugalczyków
56. Kultura ludów Ameryki
57. Działalność konkwistadorów
II. Początki nowożytnego świata
58. Humanizm europejski
59. Konflikt polsko-krzyżacki od połowy XV wieku
60. Polityka międzynarodowa Jagiellonów
61. Gospodarka folwarczno-pańszczyźniana
62. Przywileje szlacheckie
63. Sejm Walny i ruch egzekucyjny
64. Rzeczpospolita Obojga Narodów
65. Sztuka renesansu
III. Reformacja i Kontrreformacja
66. Przyczyny reformacji
67. Protestantyzm we Francji
68. Reformacja w innych krajach europejskich
69. Kontrreformacja
69. Reformacja i Kontrreformacja w Polsce
IV. Wielki Wiek XVII
70. Panowanie Stefana Batorego
71. Wojna 30-letnia w Europie
72. Panowanie Zygmunta III Wazy
73. Absolutyzm we Francji
74. Anglia w dobie rewolucji w restauracji
OŚWIECENIE

I. Rzeczpospolita i jej sąsiedzi w XVII i XVIII wieku
75. Powstanie Chmielnickiego
76. Potop szwedzki
77. Wojny polsko-tureckie w drugiej połowie XVII wieku
78. Rosja Piotra I
79. Wielonarodowościowa monarchia Habsburgów
II. Rzeczpospolita w dobie upadku
80. Polska za Augusta II
81. Polska za Augusta III
82. Reformy Sejmu Konwokacyjnego 1764 r.
83. Sejm Wielki
84. II rozbiór Polski
85. Insurekcja Kościuszkowska
86. III rozbiór Polski

WIEK XIX W EUROPIE

I. Wiosna Ludów
87. Europa w przeddzień Wiosny Ludów
88. Wiosna Ludów we Francji
89. Wiosna Ludów w Niemczech
90. Wiosna Ludów w Austrii
91. Wiosna Ludów we Włoszech
92. Wiosna Ludów na Węgrzech
93. Wiosna Ludów w Polsce
II. Świat przed Wielką Rewolucją
94. Rewolucja przemysłowa w Anglii
95. Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych
96. Absolutyzm oświecony w Prusach, w Austrii i w Rosji
III. Wielka Rewolucja Francuska
97. Wybuch Wielkiej Rewolucji Francuskiej
98. Pierwsza Konstytucja Francuska
99. Upadek monarchii we Francji
IV. Ziemie polskie pod zaborami w XIX wieku
100. Księstwo Warszawskie
101. Królestwo Polskie 1815-1830
102. Powstanie Listopadowe
103. Wielka Emigracja po Powstaniu Listopadowym
V. Okres napoleoński
104. Wyprawa moskiewska Napoleona
105. Upadek Napoleona
106. Kongres Wiedeński
107. Święte Przymierze

WIEK XX

I. 2 Wojna światowa
108. Agresje radzieckie i niemieckie 1939 - 1940
109. Agresja Niemiec na Francję
110. Bitwa o Wielką Brytanię
111. Inwazja Niemiec i Włoch na Bałkanach
112. Ziemie polskie pod okupacją niemiecką
113. Ziemie polskie pod okupacją radziecką
114. Najazd niemiecki na ZSRR
115. Wojna w Afryce
116. Powstanie Wielkiej Koalicji
117. Bitwa moskiewska i stalingradzka
118. Bitwa na Łuku Kurskim

Podstawowy błąd popełniany w powyższej, jakże z resztą offtopikowej dyskusji, polega na mysleniu ahistorycznym i przykładaniu naszej, współczesnej miarki, do wydarzeń historycznych.

Ks. Andrzej Poniatowski, generał austriacki, odznaczony za znakomita postawę w batalii praskiej w 1757 roku nie był wyjatkiem czy wyrodkiem na tle całej europy. Książęta, bracia Brunszwikowie walczyli w wojnie siedmioletniej po przeciwnych stronach. Austriacki feldm Browne, Irlandczyk walczył pośrednio przeciw Anglii (no, jego tłumaczy owa Irlandzkosć). Pruscy oficerowie w armii polskiej, polscy - w armii pruskiej, saskiej, rosyjskiej... To jest rzeczywistość XVIII wieku - kiedy NIE MA jeszcze pojęcia patriotyzmu w rozumieniu współczesnym. Zauważcie, ze nikt z współczesnych, aż do czasów renesansu stanisławowskiego nie próbował zarzucać na poważnie Polakom - oficerom armii obcych, zaprzedania komukolwiek.

Co do księcia Poniatowskiego - po śmierci ojca, kiedy kuratelę nad Księciem objął Stanisław August, książę w zamian za pozwolenie i poparcie dla służby w armii habsburskiej zobowiązał się do przybycia (bo trudno mówić o POWROCIE) do Polski i słuzby w armii Rzeczypospolitej.
Książę, ktorego trudno w latach 80-tych posądzać o jakieś mocniejsze uczucia pod adresem Polski, przysięgę wypełnił i w ciągu kilku zaledwie lat słuzby do wojny o Konstytucję - zrzył się z Rzeczypospolitą. Co więcej, mimo, ze wychowany klasycznie w manierze XVIII-wiecznej, do Polski przywiązał się już bardziej na sposób XIX-wieczny.

Jego zachowanie w latach 1797 (? - po powrocie do kraju, przebywał w koncu kilka lat na dobrowolnej emigracji) - 1806 a nawet przypięcie pruskich orderów przy powitaniu Murata znakomicie tłumaczy własnie jego wychowanie - XVIII wieczny kosmopolityzm - książę krótko zył w atmosferze rodzącego się polskiego patriotyzmu nowoczesnego, dłużej - w owym kosmopolityzmie, stąd, jako typowy członek złotej młodzierzy europejskiej - spędzał czas na tym samym, co jego "koledzy". Pamiętajmy, że nie był to Kościuszko, Kniaziewicz, Jaśiński, wychowankowie Szkoły Rycerskiej, jakobini, że mógł nabrać zniechęcenia w 1794 roku w obliczu raz ataków na swego stryja, dwa - upadku tegoż, trzy - porażki nowych pradów (bo w końcu insurekcja padła).

Tym niemniej gorliwie i uczciwie przystąpił do pracy w Księstwie, mimo wszelkich przeciwności i zawiści - choć, przyznac trzeba,sam od intryg czy faworyzowania swoich ludzi nie był wolnym.

Wracając wreszcie na pola Raszyńskie - najbliższa epoce historiografia i współcześni często źle ocaniali Raszyn z racji stronniczości - popierania Dąbrowskiego czy Zajączka, ale prawie nigdy pod względem wojskowym. Raszyn był bitwą trudną, ryzykowną, postawioną na ostrzu noża. Nasze szczęście, że Austriacy popełnili moc błędów ale i większe - że Poniatowski takich nie popełnił.

Co się zaś tyczy opuszczenia stolicy - jeśli swiadkowie piszą, że "konno bez trudu na wałmożna było wojechać", brakło armat, wojska do obrony - to przepraszam, ale co innego zrobić, jak nie oddać miasta, odgrodzić się rzeką i zyskac na czasie? Reakcja wojska i Warszawy była naturalna - oni nie rozumieli, z resztą jak znaczna część elit politycznych i generalicji, powodów i przyczyn odwrotu.
Jeśli nawet Poniatowski nie wiedział zrazu co czynić po oddaniu Warszawy, to spośród licznych koncepcji - odwrotu do Twierdz, odejąscia na Drezno czy Gdańsk, ofensywy na Galicję - wybrał atak. Jesli nawet nie był to jego projekt, to decycja już jego, jako Wodza naczelnego. A zatem toż samo co w roku 20-tym, bo nawet jesli Rozwadowski opracował plan - to podjął go i zrealizował Piłsudski.

Symptomatyczne, że najwięcej zarzucali Poniatowskiemu najmniej się na wojaczce znający. Historycy wojskowi, jak Kukiel, Tokarz, Herbst, Pawłowski ocenili tę bitwę z pozycji znawców tematu, fachowców, Tokarz i Kukiel - praktyków, oficerów liniowych - i w ich opinii bitwa raszyńska była jedną z najznakomitrzych bitew stoczonych przez Wojsko Polskie w "epoce rozbiorowej".

I tym króciutkim wywodem zacząłem swą bytność na forum...

Witam zatem serdecznie

Swego czasu było o wkładzie kk w " rozwój " RON.

Pozwolę sobie ma pewien cytat,ku ogólnemu zaskoczeniu,z magazynu " Horyzont
".
;)

Q

_________________________

JEZUICI A UPADEK POLSKI W XVII WIEKU

Zakon Jezuitów (właściwie Towarzystwo Jezusowe, T.J., po angielsku Society
of Jesus, S.J.) został założony w roku 1539 przez Hiszpana, Ignacego Loyolę
(1491-1556). Loyola, obecnie święty Kościoła rzymskokatolickiego, był
początkowo żołnierzem, i dopiero ciężkie rany odniesione na polu walki
spowodowały jego konwersje. Jednakże Loyola nigdy nie przestał być
wojownikiem, stąd też zakon Jezuitów od początku oparty był na zasadzie
pełnego, iście wojskowego posłuszeństwa (Loyola był od roku 1541 jego
pierwszym generałem). Dla Jezuity najważniejsza nie jest bowiem ani
modlitwa, ani regularne posty, ale mobilność i adaptacja   najważniejsze
cechy dobrego żołnierza czy managera. Należy tez pamiętać, ze pełnym
członkiem T.J. można zostać dopiero po 10 latach `terminu'   wszystko po to,
aby dokładnie `prześwietlić' kandydata, zanim zostanie on (Jezuita może
zostać tylko mężczyzna) dopuszczony do wszystkich tajemnic tego związku, i
zanim dowie się on jakie są prawdziwe cele T.J. A głównym celem istnienia
tego zakonu była zawsze bezwzględna walka z reformacja (tylko formy tej
walki zmieniają się w czasie, zaś zwalczanie protestantów jest w dalszym
ciągu jednym z głównych zadań T.J.) i z wszystkimi ruchami społecznymi
uznanymi za niebezpieczne, i to raczej nie dla całego kościoła, ale głównie
dla papiestwa rzymskiego. Tak więc w terminach laickich to ni mniej, ni
wiecej, tylko tajna policja polityczna Kościoła rzymskokatolickiego,
pozostająca na usługach jego absolutnego władcy   biskupa rzymskiego (czyli
papieża).

Do Polski Jezuici zostali sprowadzeni w roku 1564 przez kardynała Hozjusza
(1504-1579), który był czołowym przywódcą polskiej kontrreformacji. Od
samego początku Jezuici byli bardzo niepopularni, (nie tylko w Polsce), co
przyczyniło się do likwidacji zakonu w roku 1773 przez papieża Klemensa XIV
(1705-1774, właściwie Giovanni Ganganelli, franciszkanin, a więc członek
zakonu o filozofii diametralnie przeciwnej jezuickiej). Głównymi
orędownikami likwidacji T.J. były wtedy katolickie rządy Francji, Hiszpanii
i Portugalii. Jezuici przetrwali jedynie w Rosji, a wiec i w tej części
Polski, która była pod zaborem rosyjskim. Czasy oświecenia nie były wiec
dobre dla Jezuitów, tak ze T.J. zostało odnowione dopiero w roku 1814 (to
jest po upadku Napoleona I) przez papieża Piusa VII (1740-1823, właściwie
Barnaba Luigi, hrabia Chiaramonti, długoletni więzień Napoleona I). Po
Drugim Soborze Watykańskim (1962-1965) Jezuici uważani byli przez niektórych
za czołowa sile modernizującą kościół.

Jednakże na przestrzeni wieków byli oni znienawidzeni nawet przez znaczna
ilość katolików, którzy obawiali się siły tego zakonu, siły, która była
niewspółmierna do jego liczebności (ok. 32,000 członków na całym świecie).
Mniej więcej w tym samym czasie co do Polski (rok 1564), Jezuici zostali
również, aczkolwiek tym razem niejawnie, chyłkiem i w przebraniu, wysłani do
Anglii (począwszy od roku 1580). Jednakże w Anglii rządziła wówczas królowa
Elżbieta I (1533- 1603, królowa od 1558), która potrafiła skutecznie
zwalczyć ich wpływy i obronić żywotne interesy Anglii. Elżbieta, w
odróżnieniu od katolickich królów Polski, służyła tylko swemu krajowi. Nie
będąc zależna od obcego mocarstwa (Watykanu) mogła ona prowadzić
pro-angielska politykę, która doprowadziła do rozkwitu jej królestwa.
Natomiast kolejni władcy Polski, począwszy od triumfu kontrreformacji w XVII
wieku, byli sługami dwóch panów: papieża rzymskiego i dopiero później swego
kraju. Ta zależność od obcego mocarstwa nie wyszła Polsce na dobre, i była
jednym z ważniejszych powodów upadku Rzeczypospolitej, która została
zaangażowana w religijna wojnę z protestancką Szwecją. Szwedzi zostali
wypędzeni z Polski, ale było to iście pyrrusowe zwycięstwo, gdyż kraj został
tak zrujnowany, ze od tego czasu stal się prawie permanentnym polem walki
(przemarsze wojsk rosyjskich, francuskich, pruskich czy austriackich).
Dzięki bohaterskiej obronie Częstochowy Polska straciła szansę zostania
Szwecją. Prawdziwym zwycięzca wojny Polsko-Szwedzkiej nie była wiec Polska,
a Watykan, i jego najważniejsza agentura w Polsce   T.J. Do Polski Jezuici
zostali sprowadzeni za rządów nieszczęśliwego króla Zygmunta II Augusta
(1520-1572, król Polski od roku 1530, panował samodzielnie po śmierci ojca,
Zygmunta I Starego w roku 1548). Po śmierci ostatniego Jagiellona, Zygmunta
II, królem Polski został na krotko (1573-1574) Henryk III Walezy, znany
głownie z tego, ze uciekł do Francji w roku 1574, aby tam panować do roku
1598 jako Henryk III. Po Walezym (nie mylić z Wałęsa) w Polsce panował w
latach 1575-1586 Węgier z pochodzenia, Książe Siedmiogrodu (dziś w Rumunii),
Stefan Batory. Jednakże pomimo przeprowadzonych przez niego reform (głównie
sądów i wojska) oraz zwycięskich bitew (głownie z Rosja o Inflanty  
dzisiejsza Łotwa i Estonia), jego panowanie to początek końca szlacheckiej
Rzeczypospolitej. Wiek XVII w Polsce, a szczególnie jego druga połowa, to
okres znaczącego upadku nauki, i całej polskiej kultury (zarówno w szerszym,
jak i w węższym znaczeniu tego słowa), co spowodowane zostało głownie
upadkiem polskiej gospodarki. Zaś upadek polskiej gospodarki w XVII wieku to
głownie konsekwencja religijnej wojny z protestancką Szwecją, wojny która do
dziś znana jest jako `potop', gdyż zdewastowała ona praktycznie cala
zachodnia cześć Rzeczypospolitej. Patrząc z historycznej perspektywy, upadek
Polski ,zapoczątkowany upadkiem polskiej reformacji i wojnami religijnymi,
trwa praktycznie do dzisiaj, jako że Polska nigdy więcej nie odzyskała ani
swojej mocarstwowej pozycji, ani tez nie była w stanie odbudować swojej
gospodarki do poziomu porównywalnego ze `złotym' XVI wiekiem. Sprowadzenie
Jezuitów do Polski było jedna z najważniejszych przyczyn tego upadku, jako
ze zakon ten był bardzo aktywny, i co ważniejsze skuteczny, w zwalczaniu
polskiego i zagranicznego protestantyzmu. Religia rzymskokatolicka
zwyciężyła w Polsce na następne cztery stulecia, ale kosztem upadku
politycznego, gospodarczego oraz kulturalnego Rzeczypospolitej.

Po Batorym Polska miała właściwie tylko jednego wielkiego króla, zwycięzcę
pod Wiedniem w roku 1683, Jan III Sobieskiego (1629-1696, król od 1674).
Stanisław Leszczyński (1677-1766) był również wielkiego formatu mężem stanu,
ale ponieważ Rzeczpospolita była w XVIII wieku de facto protektoratem Rosji
i Prus, to ten wybitny człowiek został zmuszony do abdykacji na rzecz
Augusta III (z domu Bayreuth). Na nieszczęściu Polski zyskała wiec
Lotaryngia, gdzie Leszczyński jest do dziś pamiętany jako wybitny maź
stanu - na przykład: superszybki ekspres (TGV) z Paryża do Nancy, stolicy
Lotaryngii, jest zwany `Stanislas'. Koniec XVI wieku to dla Polski koniec
tzw. `złotego wieku', a dla Anglii początek jej `złotego wieku'. Elżbieta I,
córka słynnego Henryka VIII i jego drugiej żony, Anny Boleyn, doprowadziła
relatywnie nieliczny, czteromilionowy narod angielski, do pozycji
największego mocarstwa już nie tylko w Europie, a praktycznie na całym
świecie. Dopiero w drugiej połowie XX wieku Anglia (a właściwie Zjednoczone
Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej) została wyprzedzona jako
siła militarna przez USA i ZSRR, a jako siła ekonomiczna również przez
Niemcy i Japonie. W tym samym czasie Polska zeszła z pozycji
najpotężniejszego mocarstwa na kontynencie europejskim, do roli protektoratu
Rosji i Prus, aby na ponad 100 lat wogóle zniknąć z mapy Europy.

Po odzyskaniu niepodległości Polska nigdy nie odzyskała swojej mocarstwowej
pozycji. Błyskawiczna klęska we wrześniu 1939 roku położyła kres nierealnym
marzeniom Piłsudczyków o mocarstwowości. W latach 1939-1944 Polska była pod
okupacja Niemiec (w latach 1939-1941 także pod okupacja ZSRR), a w latach
1944-1989 de facto protektoratem Związku Radzieckiego. Watykan, który
odniósł tyle korzyści z utrzymywania Polski w sferze swoich wpływów, nie
zrobił praktycznie nic aby pomóc Polakom czy to podczas rozbiorów, czy tez
podczas niemieckiej okupacji. Milczenie Watykanu, podczas gdy polscy księża
i wierni byli masowo prześladowani i mordowani, nie wystawia Kościołowi
rzymskokatolickiemu dobrej opinii. Jednakże podczas gdy Żydzi otwarcie
protestują przeciwko tej zmowie papieża z faszystami, Polacy zachowują
dziwne milczenie. Jednym z powodów tego milczenia jest zapewne cicha, ale
skuteczna akcja Jezuitów, którzy torpedują w zarodku jakiekolwiek próby
krytykowania przez katolików milczenia Watykanu podczas drugiej wojny
światowej. Lata 1990-2000 nie przyniosły Polsce, wbrew twierdzeniom
oficjalnej propagandy, odzyskania faktycznej niepodległości. Polska jest w
dalszym ciągu niepodległa tylko de jure, a nie de facto. Wojskiem Polskim
dowodzi w ramach NATO niemiecki generał armii, urzędujący w tzw. dowództwie
obszaru centralnego (Allied Forces Central Europe   AFCENT) z siedzibą w
holenderskim Brunssum. Prawo polskie jest tworzone nie w Warszawie, a w
Brukseli, pod pretekstem, ze dostosowanie prawa polskiego do tzw. standardów
europejskich jest najważniejszym warunkiem przyjęcia Polski do Unii
Europejskiej (UE). Jest to oczywiste kłamstwo, gdyż np. taka Wielka
Brytania, długoletni członek UE, zachowała nie tylko ruch lewostronny i
mile, ale cale swoje prawo zwyczajowe (common law). Prawo to, pochodzące z
wczesnego średniowiecza, jest oparte na zupełnie innych zasadach niż kodeksy
kontynentalne, pochodzące głownie z czasów Napoleona I, ale nie stanowiło to ...

więcej »


CytatPrzyczyny wewnętrzne
Jedną z przyczyn są usterki w działaniu państwa, przejawiająca się słabościom władzy królewskiej. Otóż od roku 1573 panowała wolna elekcja, która pozwalała na wkroczenie obcych rodów do Polski. Elekcyjni królowie różnie prowadzili swoja politykę, jedni starali się pomóc Polsce, inni popełniali wiele rozmaitych błędów. Wszystko zaczęło się od wkroczenia na tron polski saskiej dynastii Wettinów. Ten błąd polityczny, jakiego się dopuszczono, doprowadził do powstania licznych przyczyn gospodarczych, które miały wpływ na upadek I Rzeczypospolitej. A mianowicie były to wielkie zniszczenia terenów Polski, spowodowane zachłannością króla Augusta II Mocnego, jak i biernością wobec państw ościennych jego syna Augusta III Sasa.
Następnie w latach 1732-1733 trwała wojna o sukcesję polska pomiędzy Stanisławem Leszczyńskim a Augustem III, co spowodowało wewnętrzne podziały wśród szlachty, a dokładnie pomiędzy dwoma magnackimi stronnictwami: Familii (Czartoryscy i Poniatowskich) z rodziną Potockich. Rywalizacja pomiędzy tymi obozami przyniosła Polsce dramatyczne skutki.
W roku 1764 r. na króla polski wybrano Stanisława Augusta Poniatowskiego. Była to ostatnia elekcja w dziejach Rzeczypospolitej. Zapewne Poniatowski przyczynił się do rozwoju kultury polskiej oraz utworzenia sejmu czteroletniego. Trzeba jednak przyznać, iż w okresie rządów Stanisława Augusta gospodarka wyszła z letargu, wchodząc na pomyślną drogę. Zniesiono cła wewnętrzne, uruchomiono mennicę w Warszawie, usprawniono zarządzanie miastami. Epoka Stanisławowska owocowała w powstanie wielu manufaktur. Droga jaką obrał Poniatowski wydaję się być rozsądną, jednakże było już stanowczo za późno.
Niestety w ówczesnej Polsce nie zaobserwowano tylko upadku autorytetu władzy królewskiej, na znaczeniu utracił także inny organ władzy centralnej – sejm. Przyjęta w 1552 r. zasada liberum veto, to znaczy całkowitej jednomyślności przy rozstrzyganiu spraw, umożliwiał nawet jednemu posłowi wystąpienie z protestem przeciwko uchwale sejmu i co za tym idzie, niedopuszczenie do jej przyjęcia, a nawet zerwanie sejmu. Występując przeciwko uchwale sejmu poseł nie musiał uzasadniać swojego protestu. Zazwyczaj magnaci, kierujący politycznym życiem kraju, sami paraliżowali działalność sejmu, nie chcąc jednak występować otwarcie przekupywali posłów, którzy na ich polecenie zrywali sejmy. Doprowadziło to do ogromnego niedowładu skarbowo-wojskowego, gdyż nie można było podjąć jednolitych reform Powstał w ten sposób tak zwany „system klienteli”. W drugiej połowie XVII w. zrywanie sejmów stało się zwykłym, normalnym zjawiskiem. Decentralizacje kraju pogłębiały samodzielne zjazdy szlachty na sejmikach.
Na kryzys RP wpływ również miało osłabienie militarne. Pospolite ruszenie straciło na znaczeniu. Większa część nieregularnej armii składała się z najemników cudzoziemskich. Dowództwo wojskowe nie cieszyło się autorytetem. Zalegano z wypłatą żołdu, co powodowało dezercję i kradzieże.
Słabość państwa polskiego odbiła się na jego polityce zagranicznej. Całą drugą połowę XVII w. wypełniły prawie nieprzerwane wojny, toczące się przeważnie na terytorium Rzeczpospolitej. Wojny toczące się od połowy XVII wieku przyniosły poważne zniszczenia kraju. Towarzyszyły im epidemie chorób i klęski głodowe, co w sumie spowodowało także zmniejszenie się liczby ludności w Polsce i wyludnienie niektórych okolic.

Na upadek państwa wpływ również miały różnorodne czynniki społeczne. Jedną z takich przyczyn była zacofana oświata. Okrojony i bardzo konserwatywny zakres przyswajanej wiedzy, w stosunku do państwa zachodnich spowodowało, że społeczeństwo było niewykształcone i ulegało wielu podziałom o których napisałam wcześniej. W Polsce szerzyła się również nietolerancja, m. in. wyznaniowa. Czasem zdarzały się napady na wyznawców innych religii. Były to jednak wydarzenia odosobnione

Wpływ na upadek RP miał również kryzys gospodarczy. Produkcja rolna znacznie zmalała. Gospodarstwa chłopskie znalazły się w ruinie. Zniszczenia wojenne dotknęły także miast. Liczba polskiej ludności diametralnie malała. Upadł handel i rzemiosło miejskie.
Rósł również wyzysk chłopa i biedoty. W miarę jak spadała produkcja rolna wzrastały powinności chłopskie wobec dworu. Wyludnienie kraju prowadziło do zaostrzenia poddaństwa. Na skutek wyzysku gospodarstwa chłopskie podupadały.

Te właśnie wewnętrzne czynniki skłoniły Rosję, Prusy i Austrię do podzielenia Polski między siebie.

Czynniki zewnętrzne
Upadek Polski nie był spowodowany tylko i wyłącznie jej wewnętrznymi słabościami. Ogromny wpływ na upadek Rzeczypospolitej miały rozwijające się państwa ościenne. Od początku XVIII wieku w trzech państwach sąsiadujących z Polską Rosji, Prusach, i w Austrii zachodziły poważne, mające wpływ na dalsze losy państwa polskiego zmiany.
Największe przemiany zaszły w państwie Rosyjskim. Po wielkiej wojnie północnej stała się ona potęgą polityczną środkowo-wschodniej Europy, której znaczenie wzrosło pod rządami Piotra I Wielkiego. Dokonał on olbrzymich reform wewnętrznych, związanych niemal ze wszystkimi dziedzinami życia politycznego, gospodarczego i społecznego.
Równie duże przemiany było można zauważyć w państwie Pruskim. W 1701r. elektor brandenburski zjednoczył rozrzucone po Europie posiadłości Hohenzollernów i utworzył z nich Królestwo Pruskie, a sam przyjął tytuł króla. Jego następca Fryderyk Wilhelm I umocnił rządy absolutne w kraju i zreformował armię. Swoją pozycję w Europie umocnili również austriaccy Habsburgowie. Maria Teresa wyciągnęła państwo z kryzysu i ujednoliciła administrację, sądownictwo, poprawiono położenie chłopów. Właściwy proces reform wewnętrznych w duchu oświeceniowego absolutyzmu podjął jednak Józef II przeprowadzając trudna do zliczenia ilość reform. Z początkiem XVIII wieku Austria objęła władanie na Węgry i Siedmiogród, a także na Bałkany.
Państwa te zaczęły coraz bardziej ingerować w sprawy polskie. W 1720r. car Piotr I i Fryderyk Wilhelm I zawarli układ w Poczdamie, na mocy którego oba państwa zobowiązywały się stać na straży panującego w Polsce ustroju, wspólnie wysuwać kandydatów na tron polski, a w razie potrzeby popierać swe żądania siłą zbrojną. W 1732 r. do porozumienia przystąpiła również i Austria. Traktat ten jest nazywany Traktatem Trzech Czarnych Orłów.
Podsumowując za czasów panowania w Rosji- Katarzyny II, w Prusach Fryderyka II Wielkiego, a w Austrii Marii Teresy i jej syna Józefa II w państwach tych dokonano wiele ważnych reform. Reformy te w dziedzinie politycznej wzmacniały centralizm w zarządzaniu państwem, rozbudowywały armię z fachowym korpusem oficerskim. W dziedzinie gospodarczej stwarzały warunki do rozwoju przemysłu, handlu i rolnictwa.
Jak opisałam wcześniej w Polsce sytuacja przedstawiała się zupełnie inaczej. Brak jasnego programu, wewnętrzne walki o przywództwo i wystąpienie konfederatów przeciwko królowi oraz Czartoryskim podzieliło Polaków i uniemożliwiło walkę przeciwko największemu wrogowi- Rosji. Wypadki z lat wojny oraz klęski konfederatów przyspieszyły działania naszych sąsiadów i wzmogły chęć wzbogacenia się kosztem terytoriów Rzeczypospolitej.

Wśród przyczyn upadku I Rzeczypospolitej istnieje jeszcze jeden problem, który należy zarówno do przyczyn wewnętrznych, jak i zewnętrznych. A mianowicie jest to związek pomiędzy królem Polski - Stanisławem Augustem Poniatowskim i władczynią Rosji - Carycą Katarzyną II. Bez wzajemności zakochany król polski był cały czas wykorzystywany do niecnych planów carycy. Na jaj prośbę, Poniatowski od razu począł starać się o ujednolicenie praw innowierców z katolikami, lub też po prostu w podpisywaniu sejmu rozbiorowego w 1773 roku, kiedy to Poniatowski odznaczył się biernością wobec decyzji o zagarnięciu terenów RP

Zapoznając się z informacjami na temat rozbiorów napotkałam na ciekawe stwierdzenie „sami doszliśmy nad przepaść, a osunąć się w nią pomogli nam nasi sąsiedzi”. Myślę, iż to zdanie najlepiej odzwierciedla przyczyny upadku Rzeczypospolitej. Oba aspekty się skumulowały i nastąpiła nieuchronna klęska. upadek moralności społeczeństwa, na gruncie którego zrodził się kryzys demokracji szlacheckiej i niszczące rządy oligarchii magnackiej, połączone z ogromnym kryzysem gospodarczym doprowadziły nas kraj do ruiny.
W ten sposób osłabiony kraj stał się niezwykle ciekawy na państw ościennych. Nasze nieszczęście w tym, że były to mocarstwa na tyle silne, aby zagarną osłabiony kraj. Wcześniejsze skrupulatnie przeprowadzone reformy zapewniły Rosji, Austrii i Prusom miano Potęgi.
Należy podkreślić, że w XVIII wieku król i jego otoczenie rozpoczęli przebudowę państwa i uchwalili Konstytucję 3 maja. Reforma nie udała się dlatego, że nie pozwoliły na nią ościenne mocarstwa. Innymi słowy, gdyby nie sojusz Rosji, Prus i Austrii, Rzeczpospolita nie tylko przetrwałaby, ale stałaby się nowoczesnym państwem.

Ostatecznie dnia 25 stycznia 1797 podpisana w Petersburgu konwencja głosiła, iż że na zawsze ma być wymazana ,nazwa Królestwa Polskiego'. Z państwa polsko-litewskiego, liczącego w połowie XVIII wieku około 725 tys. km kwadratowych i 12,2 miliona mieszkańców Rosja zagarnęła w sumie 62% terytorium i 45% ludności, Prusy - 20% ziem i 23% ludności, Austria - 18% terenów i 32% populacji. Polska była w niewoli przez 123 lata. Skutki rozbiorów odczuwamy do dziś.

Prof. Jerzy Robert Nowak
Wnikliwi obserwatorzy sytuacji w polskim MSZ są zgodni. Prawie półtora roku po objęciu rządów przez prawicową koalicję MSZ pozostaje nadal swoistą stajnią Augiasza zdominowaną przez sieroty po komunie i sieroty po Geremku nominowane z klucza byłej Unii Wolności. Największą i najbardziej szkodliwą grupę w centrali MSZ i na placówkach stanowią ludzie z pokolenia działaczy o stalinowskim rodowodzie sięgającym osławionej agenturalnej Komunistycznej Partii Polski.

Jak pisał Krzysztof Górecki, autor paru bardzo gruntownie rozbudowanych cyklów "Naszej Polski" o zaśmiecaniu MSZ przez stare "czerwone" kadry: "W Ministerstwie Spraw Zagranicznych dobrze trzymają się stare komunistyczne struktury, a za granicą reprezentują nas ciągle ludzie minionego systemu, zaangażowani w aktywną obronę komunizmu i sojuszu z ZSRR" (por. K. Górecki, Ojcowie budowali PRL, dzieci..., "Nasza Polska" z 28 listopada 2006 r.). O tej fatalnej sytuacji zadecydowały niechlubne rządy w MSZ takich osób, jak: grubokreskowicz i agent Krzysztof Skubiszewski, SLD-owcy nominaci - Włodzimierz Cimoszewicz i Dariusz Rosati, były agent kontrwywiadu Andrzej Olechowski i inny osławiony grubokreskowicz Bronisław Geremek. Nie zmienił sytuacji w tym względzie, a raczej ją pogorszył taki "autorytet" jak Władysław Bartoszewski. Jak sam wyznawał, odchodząc z MSZ 17 października 2001 r.: "W ciągu 15 miesięcy mianowałem 47 ambasadorów, dzięki dobrej współpracy z Aleksandrem Kwaśniewskim (sic!). Tylko trzech pracowników odwołałem, ale z nowej kadry". I czym tu się chwalić? W rezultacie takiej żałosnej polityki personalnej MSZ dalej roi się od przedstawicieli "czerwonych dynastii", różnych komunistycznych "krewnych i znajomych królika". Jak przypomniał Krzysztof Górecki w "Naszej Polsce" z 27 września 2005 r. w tekście "Dziadkowie, rodzice, wnuki": "Na korytarzach MSZ i na placówkach zagranicznych panoszą się tabuny synów i pociotków prominentów dawnego reżimu: latorośle generałów wojska i bezpieki, zięć komendanta Akademii Spraw Wewnętrznych, żona komendanta Wyższej Szkoły Oficerskiej MO, zięć Mieczysława Moczara, bratanek Hilarego Minca, syn Józefa Czyrka, szwagier Józefa Oleksego (...), a także brat Oleksego (...)". Tak było na jesieni 2005 r., ale i potem niewiele się zmieniło, choć minęło kilkanaście miesięcy rządów koalicji z PiS na czele. Zadecydowała o tym przede wszystkim nieszczęsna nominacja geremkowca Stefana Mellera na pierwszego ministra spraw zagranicznych nowego prawicowego rządu.

Syn oficera Informacji - Stefan Meller
Trudno zrozumieć, dlaczego w pierwszym rządzie zdominowanej przez PiS koalicji - rządzie K. Marcinkiewicza, tak odpowiedzialne stanowisko ministra spraw zagranicznych powierzono osobie o nader wyrazistym komunistycznym rodowodzie. Ministrem uczyniono byłego pierwszego sekretarza Komitetu Uczelnianego Związku Młodzieży Socjalistycznej na UW i byłego PZPR-owca, syna KPP-owca i oficera osławionej stalinowskiej Informacji Wojskowej Stefana Mellera. (O tej niechlubnej roli ojca S. Mellera pisano wielokrotnie na łamach "Naszej Polski" oraz w "Najwyższym Czasie"). Przypuszczalnie powołując geremkowca Stefana Mellera do rządu, chciano choć częściowo zneutralizować krajowe i zagraniczne ataki na rząd PiS. Gorąco nakłaniał przywódców PiS do zaakceptowania kandydatury Mellera jego stary protektor Władysław Bartoszewski. Niezależnie jednak od intencji, które kierowały wzięciem Mellera do rządu, posunięcie to okazało się dużym błędem. Sam Meller po odejściu z rządu "odpłacił się" Kaczyńskim typowym dlań poczuciem wdzięczności poprzez udział w haniebnym liście ósemki byłych ministrów spraw zagranicznych niegodnie atakującym polski rząd.
Stefan Meller urodził się w czasie wojny we Francji w rodzinie komunisty Adama Mellera, który wyemigrował z Ustrzyk Dolnych na kilka lat przed wojną. Stefan Meller jakoś nie potrafił wytłumaczyć, jakie były powody emigracji jego rodziny do Francji. Twierdził: "Gdy pytałem o to ojca, widziałem tylko twarz pokerzysty". Sprawę szerzej wyjaśnił Krzysztof Górecki w "Naszej Polsce", pisząc, że stary Meller był jednym z funkcjonariuszy zawodowego aparatu partyjnego KPP, którzy jako kurierzy Kominternu zostali po rozwiązaniu KPP przerzuceni za granicę. W oparciu o uchwałę Międzynarodówki Komunistycznej kierowano ich do Francji, gdzie było najważniejsze skupisko tych wysłanników Kominternu. (Byli wśród nich m.in. tacy znani później staliniści, jak: Zygmunt Modzelewski, Eugeniusz Szyr czy Bolesław Mołojec, zamordowany przez "swoich" po zabiciu Marcelego Nowotki). Kurierzy Kominternu tacy jak stary Meller zajmowali się m.in. organizacją przerzutu terrorystów i broni do republikańskiej Hiszpanii. Po napaści Niemiec hitlerowskich na Francję komuniści żydowskiego pochodzenia, w tym ojciec Mellera, stanowczo odmówili służby w walczącej na terenie Francji armii gen. Władysława Sikorskiego. Tym intensywniej rozwijali za to potajemną działalność komunistyczną - właśnie wtedy ojciec Mellera przyjął partyjny pseudonim "Conrad", który po wojnie pozostało częścią jego nazwiska. Według opowieści Stefana Mellera (ur. 1942) jego związani z komunistami rodzice w czasie wojny w wózku z synem przewozili nielegalną bibułę (wg tekstu Wojciecha Dudy-Dudkiewicza o S. Mellerze na łamach "Ozonu" z 11 stycznia 2006 r., nader celnie zatytułowanego "Obce ciało w rządzie").
Po powrocie do Polski po wojnie Adam Meller, były agenturalny bojownik komunistyczny we Francji, szedł dalej w ślad za swym powołaniem, stając się funkcjonariuszem powszechnie znienawidzonej donosicielskiej stalinowskiej Informacji Wojskowej. (Przypomnijmy, że ta wyspecjalizowana w tropieniu "wrogów ludu" w interesie Sowietów organizacja została oficjalnie potępiona przez Sejm RP w 1994 r. jako organizacja zbrodnicza). Później stary Meller zaczął robić intensywną karierę w dyplomacji PRL, gdzie bardzo poszukiwano ludzi z takim agenturalnym doświadczeniem. Nie wyszedł tylko pomysł z mianowaniem A. Mellera ambasadorem PRL w Paryżu. Francuzi odmówili przyznania mu tzw. agrément, zbyt dobrze pamiętając o jego wojennej roli jako kuriera Kominternu. Dalej awansował jednak w strukturach MSZ-owskich, dochodząc aż do stopnia dyrektora departamentu. Kariera ta została jednak gwałtownie przerwana w 1968 roku. Starego Mellera usunięto z MSZ. Zdaniem K. Góreckiego ("Nasza Polska" z 29 września 2005 r.), powodem usunięcia były nie tyle czystki pomarcowe, ile "problemy związane ze sferą zdrowia psychicznego i skandal obyczajowy".
Ciekawe, że sam Stefan Meller w wywiadzie dla T. Torańskiej przyznawał, że jego stalinowskiego ojca cechowała "zacięta bezmyślność w dawnych latach, dogmatyczny upór" (por. Król stanie na golasa, dodatek "Gazety Wyborczej" - "Duży Format" z 8 maja 2006 r.). Zastanawiając się nad rolą ojca w KPP, stwierdzał: "Do dzisiaj nie mogę pojąć, jak można było godzić ideowość KPP-owską z zakłamaniem. Do dzisiaj tego zakłamania nie jestem w stanie pojąć". Zdaniem S. Mellera: "Nie było ani jednego KPP-owca, który po wojnie nie wiedziałby, co wydarzyło się w procesach moskiewskich, czy - szerzej - co naprawdę działo się w Związku Radzieckim. Oni doskonale wiedzieli (...). Ale udawali, bez przerwy udawali, że nic nie wiedzą". Według S. Mellera, po zrehabilitowaniu KPP jego ojciec "lewitował. Co nie znaczy, że więcej zrozumiał. Bo nie zrozumiał. I jakoś nic nie mówił o innych pomordowanych, nie 'swoich' (...)" (cyt. za wspomnianym wywiadem dla "Dużego Formatu"). Zdumienie S. Mellera, że jego ojciec nie przejmował się losem pomordowanych niekomunistów, wydaje się dość dziwne. Przecież jego ojciec bez skrupułów pracował niegdyś w Informacji Wojskowej, która tropiła "wrogów komunizmu", częstokroć ze śmiertelnymi dla nich skutkami.

Przerwana kariera
Młody Stefan Meller szybko postawił na komunizm, idąc śladami stalinowskiego ojca. Wstąpił do PZPR już na przedostatnim roku studiów. Awansował na pierwszego sekretarza Komitetu Uczelnianego ZMS na UW, co mogło mu otworzyć drogę do błyskawicznej kariery.
Ciekawe, że ten niechlubny czas z jego życia - w Komitecie Uczelnianym ZMS - Meller całkowicie przemilczał w swym bardzo obszernym wywiadzie dla T. Torańskiej. W wywiadzie gorliwie wyliczającym przeróżne drobiazgi i ciekawostki milczy jak grób o powyższej tak wstydliwej dla niego sprawie. Przez pewien czas (do 1965 r.) S. Meller utrzymywał związek miłosny z Agnieszką Kliszkówną, córką jednego z najpotężniejszych wówczas prominentów partyjnych, członka Biura Politycznego KC PZPR Zenona Kliszki, prawej ręki Władysława Gomułki. Szanse na błyskawiczną karierę popsuły bardzo bliskie związki S. Mellera z michnikowcami, których bardzo mocno popierał jako pierwszy sekretarz KC PZPR. Ostateczny cios marzeniom S. Mellera o karierze politycznej w owym czasie zadał przebieg wydarzeń marcowych 1968 roku. W dzień po wyrzuceniu starego Mellera z MSZ nader ostro zaatakowano samego Stefana Mellera na zebraniu PZPR w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, gdzie pracował od mniej więcej roku. Został usunięty z PZPR i z pracy w PISM. W wywiadzie dla Torańskiej opisał przebieg zebrania w PISM, gdzie go zaatakowano, mówiąc: "Takiego zgromadzenia kanalii nigdy potem nie widziałem". Rzecz znamienna, jak pamiętam z organizacji partyjnej PZPR, w której przynajmniej połowa to Żydzi, usunięto tylko dwie osoby, w tym S. Mellera. Pracowałem wówczas w PISM i choć nigdy nie wstąpiłem do PZPR, znałem dobrze z relacji partyjnych kolegów sytuację w tamtejszej organizacji. To, że usunięto z niej akurat Stefana Mellera w sytuacji, gdy organizacja ta co najmniej w połowie składała się z Żydów, wcale nie wynikało z niechęci do jego prominentnego do owego czasu ojca. Tłumaczono usunięcie S. Mellera tym, że ten młodzian był powszechnie nielubiany w PISM, także wśród "żydowskich towarzyszy", z powodu wyjątkowego zarozumialstwa i buty, cech dość szczególnych w sytuacji, gdy niczego jeszcze nie dokonał.
Po usunięciu z PISM początkowo imał się różnych prac, m.in. pracował jako kasjer w spółdzielni kosmetycznej "Izis". Później dostał etat w filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, gdzie wykładał historię narodów radzieckich. Następnie zatrudniono go w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, gdzie w końcu nawet został prorektorem. Jak widać, pomimo usunięcia z partii wyraźnie pomagały mu przeróżne koligacje. Ciekawe, że nawet związki z KOR nie przeszkadzały mu w wyjazdach na Zachód. Według K. Góreckiego: "Począwszy od 1970 r. rokrocznie przebywa na stypendiach we Francji" (por. K. Górecki, MSZ odzyskane, czyli zwrot o 360 stopni, "Nasza Polska", 14 listopada 2006 r.). Jeśli ta informacja jest całkowicie ścisła, to prawdziwie ułatwia zrozumienie rozmiarów "układów", z jakich korzystali wówczas rzekomo prześladowani ludzie z żydowskich kręgów Warszawki. Zaczyna wówczas pisać o XVIII-wiecznej rewolucji francuskiej. Jedną z książek wydaje wspólnie z osławionym zwolennikiem stanu wojennego prof. Janem Baszkiewiczem.
Na początku lat 90. Meller redaguje miesięcznik "Mówią wieki" i robi to wyraźnie w duchu uprawiania "poprawnej politycznie" wersji historii, z wyraźnymi uprzedzeniami do tradycyjnego polskiego patriotyzmu.

Zawalił wszystko
Od grudnia 1992 r. rozpoczyna się przyspieszona, błyskawiczna kariera S. Mellera w MSZ. Zostaje wicedyrektorem departamentu, a za rządów SLD (premierostwo J. Oleksego) - po raz pierwszy wiceministrem spraw zagranicznych. Potem zostaje nominowany na ambasadora we Francji (do 2001 r.). W czasie gdy dyskutowano o jego kandydaturze na stanowisko ambasadora w Paryżu, na posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych jeden z jej członków, przypominając dawną pracę S. Mellera jako kasjera w spółdzielni kosmetycznej "Izis", powiedział: "Dobrze się składa, że w kraju słynnym z produkcji kosmetyków będzie nas reprezentował człowiek o takim doświadczeniu" (S. Meller miał kiedyś legitymację starszej kosmetyczki!). Według K. Góreckiego: "Działalność Mellera na stanowisku ambasadora RP w Paryżu była różnie oceniana. Nikt nie był pod wrażeniem jego fachowości i profesjonalizmu (...). Jeden z jego współpracowników mówi: jego dobry francuski pokrywał arogancję, chęć podporządkowania sobie wszystkich, włącznie z organizacjami emigracyjnymi. W końcówce pobytu prowadził się z partnerką, która jest bliską przyjaciółką Kwaśniewskiej. Mówiono wtedy, że przez nią załatwił sobie awans na wiceministra, mimo że oceny jego ambasadorowania były nie najlepsze" (K. Górecki, op.cit.). W 2003 r. został skierowany na ambasadora do Moskwy. Ocena jego pracy na tym stanowisku była jeszcze gorsza, tym bardziej że nie znał języka rosyjskiego! I takiego człowieka wydelegowano na placówkę do Moskwy z kraju, gdzie jest tak wielu dyplomatów z doskonałą znajomością języka Puszkina! Według tekstu Grzegorza Rzeczkowskiego "Mellera dziwna kariera" ("Przekrój" z 26 stycznia 2006 r.): "Trudniejsze zadanie czeka Mellera w Moskwie, gdzie jako ambasador pojawia się w kwietniu 2006 r. Rosyjskiego nie zna, ale szybko się go uczy, oglądając telewizję. I choć do dziś mówi z błędami, to język opanował na tyle, że spokojnie udzielał wywiadów (...). Osiągnięcia Mellera są kontrowersyjne, zwłaszcza że nie należy do wybitnych znawców Rosji". Jeszcze ostrzej ocenił ambasadorowanie Mellera w Rosji Krzysztof Górecki, pisząc: "Jeszcze gorsza był praca w Moskwie.
Bardziej kiepskiego ambasadora trudno sobie wyobrazić. Zawalił wszystko, co było można, otaczał się służbami, promował posłuszne miernoty, jego raporty polityczne były, krótko mówiąc, 'gonitwą myśli'. W Moskwie nigdy nie tupnął nogą, nie przeciwstawił się Rosjanom. (...) Mottem jego działania, jak wszystkich jego poprzedników było: 'Rosji nie należy drażnić'" (K. Górecki, op.cit.).
Jesienią 2005 r. S. Meller zostaje ministrem spraw zagranicznych w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. Było to najfatalniejsze chyba posunięcie ze strony premiera i władz PiS. Krzysztof Górecki tak oceniał późniejszy bilans "rządów" Stefana Mellera w MSZ: "Meller nie zrobił nic, aby w MSZ cokolwiek zmienić. Przeciwnie, dał wyraźnie do zrozumienia: żadnych zmian, zapomnijcie o lustracji i dekomunizacji. Nienaruszony pozostawił ten jeden z najbardziej pokracznych murów okrągłostołowych. Stał jak mur na straży poprzedniego układu. Sprzeciwił się usuwaniu ludzi związanych z bezpieką, ludzi sowieckiego chowu, absolwentów sowieckich szkół partyjnych (...). Poświęcił jedynie, i to wbrew swojej woli, dla uwiarygodnienia się w oczach nowej władzy kilku towarzyszy. Ambasadorów miano odwołać sześćdziesięciu, odwołano sześciu. Reszta śmieje się w kułak, czekając na upadek rządów PiS" (K. Górecki, Kontynuatorzy kontynuacji, "Nasza Polska" z 5 grudnia 2006 r.).
Rolę hamulcowego zmian, obrońcy "sierot po komunie i B. Geremku" połączył S. Meller z licznymi mało przyjemnymi cechami osobistymi, ogromnym zarozumialstwem, arogancją i tupetem. Wojciech Duda-Dudkiewicz pisał w "Ozonie" z 11 stycznia 2006 r., iż Meller: "Dał się poznać jako ostry szef, nieco impulsywny i apodyktyczny. Z poczuciem misji i wysoką samooceną". Jeszcze bardziej otwarcie pisał o niektórych cechach S. Mellera Grzegorz Rzeczkowski w "Przekroju" z 26 stycznia 2006 r., stwierdzając: "Potrafi być wybuchowy, z dala od publicznych wystąpień używa siarczystych słów (...). Jako szef nie do zniesienia. To tak zwana piła - mówi Paweł Dobrowolski, rzecznik MSZ i przyjaciel ministra od 20 lat. Postrzegany bywa jako człowiek, który raczej woli mówić, niż słuchać, a w jego wypowiedziach roi się od słów 'ja', 'mój', 'mi'. Przyzwyczaił się, że inni mu przytakują (...). Jego największą wadą jest jednak pamiętliwość. To człowiek, któremu lepiej nie zachodzić za skórę".
Dość szczególne było jego zachowanie już na początku urzędowania jako ministra spraw zagranicznych. W pierwszej podróży zagranicznej, która jest zawsze traktowana jako wyraźny symbol ważności kierunku nadawanego polityce, Meller pojechał do Moskwy! Tłumaczono to w resorcie pilną potrzebą rozładowania polskich produktów zbożowych i mięsa. Wyjazd Mellera do Moskwy okazał się całkowitym fiaskiem. Tylko "naraził się na docinki" - komentował publicysta "Ozonu" w numerze z 11 stycznia 2006 roku. Dość szczególne były dywagacje Mellera po odejściu ze stanowiska szefa MSZ. "Europejczyk" Meller wyraźnie opowiedział się za ograniczeniem obrony polskich interesów narodowych. Jak stwierdził na łamach "Faktu" z 18 lipca 2006 r.: "Pamiętajmy także, że interes narodowy ma swoje granice. Jest nią europejska solidarność, która realnie istnieje. By to zrozumieć, potrzebne jest przemeblowanie mózgu". Jak wielka jest ta rzekoma europejska "solidarność", rzeczywiście mogliśmy się łatwo przekonać w ciągu ostatnich kilku lat. Choćby z zaleceń prezydenta Francji Chiraca, by Polska "siedziała cicho", ze sprawy osławionego gazociągu rosyjsko-niemieckiego na dnie Bałtyku, z traktowania polskich robotników w różnych krajach Europy Zachodniej, choćby ostatnio w Niemczech. I kto tu powinien "przemeblować mózg"? Warto jeszcze przypomnieć pogróżki Mellera z cytowanego już wywiadu w "Dużym Formacie" z 8 maja 2006 r.: "Ja też jestem optymistą (...) dlatego, że jesteśmy w Unii Europejskiej, i dlatego, że osoby, które warcholą politycznie w Polsce, długo warcholić nie będą. Nie uda im się to (...). A wyrosnąć im nie powinniśmy pozwolić. Bo jesteśmy w Unii Europejskiej".
Kilka lat temu przyspieszoną karierę rozpoczął syn Stefana Mellera - Marcin Meller. Nie przeszkodziło mu w awansach nawet to, że redaktor Baczyński wywalił go z "Polityki", bo "zabalował" i nie oddał na czas tekstu. Jak wyznawał w wywiadzie dla "Dużego Formatu", wiedział, że ojciec "pod mostem go nie zostawi". Najpierw chyba głównie dzięki koneksjom ojca został prezenterem telewizyjnym. Parę lat temu zaś został naczelnym redaktorem "Playboya". Poglądy ma oczywiście odpowiednie, "poprawne politycznie". W postkomunistycznej "Trybunie" z 26 marca 2007 r. informowano o wiecu proaborcyjnym pt. "Stop fanatykom: Romanom i Rydzykom". Wśród sygnatariuszy listu poparcia dla feministycznej manifestacji znalazło się m.in. nazwisko Marcina Mellera obok Wojciecha Olejniczka, Kazimiery Szczuki, Krystyny Kofty, Magdaleny Środy i Izabeli Cywińskiej.

Schnepf przeciw interesom Polski
Zdumiewające wprost, do jakiego stopnia rząd Marcinkiewicza, mający w zamierzeniu budowę podstaw IV Rzeczypospolitej, oparł się w swych działaniach w sferze polityki zagranicznej na ludziach, którzy mogli tylko zaszkodzić radykalnej przebudowie Polski. Obok głównego sternika polityki zagranicznej - ministra S. Mellera - przy premierze powołano na głównego doradcę w sprawach zagranicznych Ryszard Schnepfa, geremkowca, wielce z zaprzyjaźnionego z Mellerem. Było to kolejne sięgnięcie po przedstawiciela "czerwonej dynastii" wywodzącej się z rodziny wyraziście związanej przedtem z PRL-owskim systemem władzy. Promowanie Mellera czy Schnepfa wywołało zaskoczenie nawet w kręgach dziennikarzy, dlaczego PiS za darmo oddaje pole innym siłom. Na przykład centrystyczny w poglądach publicysta Piotr Zaremba pisał już 25 listopada 2005 r. w "Rzeczpospolitej" o "kompletnej abdykacji" PiS w MSZ i dyplomacji.
Ryszard Schnepf, zanim został głównym doradcą premiera Marcinkiewicza w polityce zagranicznej, był ambasadorem w Urugwaju (1991-1995) i w Kostaryce (2001-2005). Wsławił się wówczas organizowaniem haniebnej nagonki na przywódcę Polonii w Ameryce Łacińskiej, prezesa USOPAŁ Jana Kobylańskiego. Schnepf jest synem starego KPP-owca Maksymiliana Schnepfa, podobnie jak stary Meller oficera osławionej stalinowskiej Informacji Wojskowej. Publicysta Stefan H. Wilk oskarżał płk. M. Schnepfa na łamach "Głosu" z września 2006 r., że "(...) w 1945 r. wraz z wydzielonym oddziałem specjalnym brał udział w przeprowadzonej przez siły sowieckie 'operacji augustowskiej', w rezultacie której ponad 700 mieszkańców ziemi augustowskiej nie tylko nigdzie nie odnaleziono wśród żywych, ale także nigdy nie odnaleziono ich ciał". Pułkownik M. Schnepf przez wiele lat (do marca 1968 r.) pracował jako szef Studium Wojskowego na UW. Został lektorem KW PZPR. Był bardzo aktywnym działaczem Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, a na stronie internetowej Światowego Kongresu Żydów określono go nawet jako "przywódcę społeczności żydowskiej w Polsce podczas reżimu komunistycznego". Jego syn - Ryszard Schnepf, historyk, wychowanek Geremka, został ambasadorem w Urugwaju z poręki Krzysztofa Skubiszewskiego, choć nie był do tego w żadnym razie przygotowany merytorycznie. Działał judząco i destrukcyjnie wśród Polonii w Ameryce Łacińskiej. Krzysztof Górecki pisał w tekście "Tradycja obozu zagłady" ("Nasza Polska" z 30 sierpnia 2005 r.) o Schnepfie m.in.: "Od pierwszych chwil skłócony z Polonią. Przez potomków Polaków z Urugwaju i Ameryce Łacińskiej zwany, z uwagi na dwuznaczną, uwłaczającą godności dyplomaty konduitę (zajmował się głównie interesami z miejscowymi Żydami oraz ryzykownym handlem sprowadzanymi bezcłowo luksusowymi samochodami), 'awanturnikiem polskiej dyplomacji'". Ostro potępił sposób zachowania się Schnepfa wspomniany już przywódca Polonii w Ameryce Łacińskiej prezes Jan Kobylański, który wyzwał Schnepfa od "agentów KGB i Castro". Z kolei to właśnie Shnepf szczególnie mocno przyczynił się do odwołania Jana Kobylańskiego z funkcji honorowego konsula RP w Montevideo. Ukarano go tak za jednoznaczne poparcie dla prezesa Edwarda Moskala, protestującego przeciw ciągłym ustępstwom wobec szkalujących Polskę środowisk żydowskich. Niejednokrotnie zwracano uwagę na bardzo szkodliwą rolę odegraną przez R. Schnepfa w Ameryce Łacińskiej. Na przykład polonijna działaczka Elżbieta Sczepańska pisała w tekście "Polonia, czyli ofiary i oprawcy" ("Głos" z 1-8 kwietnia 2006 r.), iż: "Ryszard Schnepf, będąc ambasadorem RP w państwach Ameryki Łacińskiej, działał na szkodę Polaków i Polski".
Jako główny doradca premiera Marcinkiewicza w polityce zagranicznej Schnepf szczególnie gorliwie zajmował się sprawą zapewnienia jak największego zadośćuczynienia Żydom za mienie w Polsce. Stąd jego usunięcie z funkcji zostało przyjęte ze szczególnym żalem przez przedstawicieli Światowego Kongresu Żydów. Znalazło to wyraźne odbicie w tekście zamieszczonym na stronie internetowej tego Kongresu, gdzie wyrażono obawy, że odejście Shnepfa może doprowadzić do spowolnienia procesu negocjacji między rządem Polski a środowiskami żydowskimi w sprawie mienia (por. szerzej T. Sommer, Dla kogo robił Schnepf, "Najwyższy Czas" z 27 maja 2006 r.). Według T. Sommera: "Komunikat WJC (tj. Światowego Kongresu Żydów) wprost sugeruje, że Schnepf był zaangażowany w negocjacje z przyczyn osobistych, a właściwie - po prostu rasowych".
Sommer przypomniał w swym tekście również jakże niegodną nagonkę organizowaną przez Schnepfa na prezesa Kobylańskiego, stwierdzając: "Można wręcz odnieść wrażenie, że niczym innym ambasador Schnepf jako przedstawiciel RP w Ameryce Łacińskiej się nie zajmował. Za sprawę Schnepfa Kobylańskiemu przypięto łatkę 'klinicznego antysemity', a nawet faszysty (...)". Dodajmy, że w tej nagonce po dziś dzień uczestniczy w sposób niezwykle ordynarny i tendencyjny żona Schnepfa - prezenterka telewizyjna Dorota Wysocka-Schnepf (patrz: np. gwałtowny atak tejże na prezesa Kobylańskiego w I programie TVP 15 stycznia 2007 r.). Szokuje fakt dopuszczenia do takiego nadużywania ekranu telewizji publicznej do niegodnych i oszczerczych aktów nienawiści wobec najsłynniejszego dziś przedstawiciela Polonii świata.
Warto tu przypomnieć jednak, co zdecydowało o usunięciu Schnepfa, długo traktowanego jako głównego doradcę premiera Marcinkiewicza w sferze polityki zagranicznej. Otóż Schnepf w sposób wręcz kretyński ujawnił swą postawę godzącą w podstawowe interesy Polski, publicznie udzielając poparcia tak antypolskiej inicjatywie jak projekt budowy gazociągu Niemcy - Rosja na dnie Bałtyku. Jak pisał Piotr Gursztyn w tekście "Dymisja Schnepfa za międzynarodową gafę" ("Dziennik" z 12 maja 2006 r.) Schnepf powiedział, że "rząd chce zaproponować polski udział w budowie gazociągu Rosja - Niemcy. Informacja ta została od razu zdementowana przez premiera (...). Marcinkiewicz był kompletnie zaskoczony wypowiedzią swojego doradcy. Podobnie prezydent Lech Kaczyński, który - według naszego informatora - zdenerwował się, gdy przeczytał wypowiedź Schnepfa". Decyzję o błyskawicznym zdymisjonowaniu Schnepfa za jego jakże nielojalne wobec premiera i ogólnie wobec polskich interesów narodowych wystąpienie skomentował wpływowy europoseł PiS Adam Bielan - mówiąc w rozmowie z dziennikarzem "Rzeczpospolitej": "Ryszard Schnepf został zdymisjonowany wyłącznie z powodu złożenia niezgodnej z polityką rządu i interesem państwa propozycji dotyczącej możliwości przyłączenia się Polski do projektu rurociągu rosyjsko-niemieckiego". Kompromitujące wystąpienie Schnepfa w sprawie gazociągu przekreśliło jego szanse na objęcie stanowiska ambasadora RP w Madrycie. Pomimo to i tak Schnepfa potraktowano zaskakująco łagodnie. Usunięty z otoczenia premiera przeszedł do MSZ, gdzie pełni funkcję pełnomocnika ministra spraw zagranicznych do spraw "zagrożeń". Rzecz przedziwna w sytuacji, gdy to właśnie on jest szczególnie wielkim zagrożeniem dla polskich interesów i symbolem wyjątkowej nielojalności osoby pełniącej wysokie publiczne stanowisko. Nie rozumiem, dlaczego nie usunie się takiej zawalidrogi z MSZ. Wystarczy mu sprawowane przezeń równocześnie stanowisko dyrektora fundacji "Szalom" prowadzonej przez rodzinę Szurmiejów.
NASZDZIENNIK.PL

autor: Krzysztof Rak

Pomiędzy geopolityką a misją

Naszą politykę zagraniczną można zrozumieć tylko z perspektywy jej staropolskiej misji

W polskiej mentalności zakorzeniona jest bowiem tradycja mocarstwowego misjonizmu, która trwa nadal, mimo 123 lat rozbiorowej niewoli i półwiecza komunizmu. To ona kształtuje naszą narodową tożsamość i zbiorową świadomość Polaków.
Odbudowując państwo, zastanawiając się, jaki kierunek nadać naszej polityce zagranicznej, możemy odwołać się tylko do jednej tradycji: państwowości I Rzeczypospolitej. Innej w okresie nowożytnym nie stworzyliśmy. Dlatego naszą narodową tożsamość konstytuuje misja republiki federalistycznej.

Historia polityczna I Rzeczypospolitej pokazuje, że Polacy bardzo serio traktowali swoją mocarstwową misję. Słabość oręża i dziury w kasie państwa zastępowane były polityką federacyjną. Idee stojące za uniami w Krewie, Horodle czy Hadziaczu stanowią najciekawszy punkt odniesienia dla Polskiej polityki zagranicznej dzisiaj, gdy na nowo usiłujemy zdefiniować nasze miejsce w świecie.

Dziwne mocarstwo

Unia polsko-litewska stworzyła w Europie pod koniec XIV wieku nową konstelację geopolityczną. Prawie z dnia na dzień Polska przestała być jednym z wielu państw w Europie Środkowej, a stała się mocarstwem. Natychmiastową konsekwencją tego było rozpoczęcie rywalizacji o dominację w regionie. Ówczesne pole geopolitycznych zmagań obejmowało obszar od dorzecza Wisły po dorzecze Wołgi z jednej strony i od dzisiejszego Archangielska po Krym z drugiej. Państwo polsko-litewskie stanęło przed geopolitycznymi wyzwaniami, które na trzy wieki zdeterminowały jego politykę zagraniczną.

Przede wszystkim musiało przeformułować politykę wschodnią. Unia polsko-litewska zamknęła Koronie możliwość wyboru opcji moskiewskiej. Przed jej zawarciem Polska mogła próbować dogadywać się z Moskwą przeciwko Litwie. Po niej Polska i Moskwa na wieki stały się śmiertelnymi wrogami, wedle zasady: wróg mojego sojusznika jest również moim wrogiem. Fundamentem strategicznym polityki litewskiej zaś była sformułowana już przez Olgierda, ojca Jagiełły, doktryna dwóch wrogów: Moskwy i zakonu.

Litwini przez cały XIV wiek prowadzili konsekwentną ekspansję w kierunku wschodnim. W przeddzień unii z Polską ogromne imperium znalazło się między młotem i kowadłem. Z północnego zachodu było atakowane i wypierane przez zakon krzyżacki, na wschodzie walczyło z Moskwą o dominację nad Rusią. Wilno nie było w stanie ani skutecznie przeciwdziałać naporowi krzyżackiemu, ani przechylić na swoją korzyść szali konfrontacji z Moskwą.

Dla Polski z kolei ważne było opanowanie ujścia Wisły i dostępu do Morza Bałtyckiego. Od tego zależał polski handel, a więc dobrobyt państwa. Ale najpierw trzeba było złamać potęgę zakonu krzyżackiego. Udało się to Kazimierzowi Jagiellończykowi, który włączył Prusy Królewskie do Korony. W sto pięćdziesiąt lat później sytuacja się skomplikowała. Przybyli nam nowi konkurenci: Szwecja, która dążyła do uczynienia z Bałtyku swego morza wewnętrznego, oraz Rosja, która chciała zapewnić sobie dostęp do niezamarzających portów bałtyckich. Pierwszą wojnę północną, tak zwany potop szwedzki, udało się nam rozstrzygnąć na swoją korzyść. Druga wojna północna, zwana wielką, przyniosła początek końca suwerennej Rzeczypospolitej.

Wyzwaniem dla Rzeczypospolitej były też jej południowe granice. W południowej Europie Jagiellonowie walczyli o wpływy z Habsburgami i rosnącą potęgą imperium osmańskiego. Polska dążyła do tego, by w Czechach, na Węgrzech i w Mołdawii mieć geopolitycznych sojuszników, by nie trwonić sił potrzebnych do rozstrzygnięć, jakie zapadną na jej wschodnich i północnych rubieżach. Jak poradziła sobie z tymi wyzwaniami?

Rzeczypospolita jako mocarstwo nie zachowywała się zgodnie z regułami rządzącymi rzeczywistością międzynarodową. Przyczyna tego tkwiła prawdopodobnie w genezie jej mocarstwowości. Po raz pierwszy status mocarstwa regionalnego osiągnęła dzięki szczerbcowi Chrobrego. Nie na długo. Po kilkudziesięciu latach państwo pierwszych Piastów rozpadło się. Potem znowu się integrowało, i znów dzieliło. Zawsze jednak mocarstwowe wyniesienie wywalczone było mieczem.

Unia krewska przyniosła przełom. Wielkie mocarstwo powstało w sposób pokojowy, dzięki umowie polskich magnatów i litewskiego księcia i natychmiast zdominowało połowę kontynentu europejskiego na wschód od Łaby. Jego podstawowym zadaniem, by nie rzec przeznaczeniem, było osiągnięcie statusu hegemona nie tylko w Europie Wschodniej, ale de facto w środkowej Eurazji. Zadanie to wymuszała geopolityka. Zgodnie z jedną z jej podstawowych reguł państwo, które pod swoim berłem zintegruje Ruś, w konsekwencji opanuje eurazjatycki heartland i określi porządek w kluczowym dla świata miejscu. Szybko okazało się, że nowe mocarstwo nie jest zdolne, by na polu bitwy rozstrzygnąć grę o najwyższą stawkę. Pod Worsklą upadła idea podzielenia się władzą w Eurazji z ordą tatarską i wyeliminowania raz na zawsze Moskwy z rozgrywki.

Zunifikowane państwo musiało okrzepnąć, zwłaszcza że i w sprawach wewnętrznych wkroczyło na zupełnie inną drogę aniżeli większość państw europejskich. Unia krewska, a właściwie stanowiące jej preludium przywileje koszyckie oznaczały podział władzy pomiędzy króla a magnatów, a potem, po reformach ruchu egzekucyjnego, pomiędzy króla a naród szlachecki. Od tamtego czasu Rzeczypospolita nie mogła prowadzić wojen bez przyzwolenia społecznego. Przywilej koszycki nie tylko zabronił nakładania podatków bez zgody poddanych, ale przede wszystkim je drastycznie zredukował, co nie pozwalało finansować wojen z bieżącego budżetu państwa. Wojna wymagała nakładania nadzwyczajnych podatków, a na to król każdorazowo musiał uzyskać zgodę swoich obywateli. Polska polityka zagraniczna i bezpieczeństwa od końca XIV wieku coraz bardziej zaczyna przypominać politykę współczesnych demokracji, w których decyzja o uczestnictwie w konflikcie zbrojnym ma charakter krytyczny, jest bowiem obarczona ryzykiem wymiany elit władzy oraz inercją decyzyjną związaną z koniecznością uzgadniania konsensusu między wieloma różnymi ośrodkami władzy. Demokratyczna republika nie powinna stać się wielkim mocarstwem. No bo jak zdobyć i utrzymać potęgę w świecie, w którym decyduje miecz, nie prowadząc wojen? Odpowiedź jest jedna: trzeba prowadzić politykę federalizacji.

Polski federacjonizm

W ówczesnych realiach wzmocnienie sił mocarstwowych dokonywało się wskutek rozszerzenia terytorium, a co za tym idzie – powiększenia potencjału demograficznego. Środkiem do tego był militarny podbój. Tymczasem Polska miała wojsko ledwo wystarczające do obrony kraju; o skutecznej ekspansji militarnej nie mogło być nawet mowy. W polu armia Rzeczypospolitej Obojga Narodów zazwyczaj nie dorównywała liczebnie rywalom, choć świetnie dawała sobie z nimi radę. Zwycięstwa pod Kircholmem czy Kłuszynem nad kilkukrotnie silniejszym przeciwnikiem należały bardziej do reguły niż wyjątku.

Nowożytne mocarstwo polskie budowane więc było nie w wyniku zwycięskich bitew i wojen, lecz unii zawieranych przez Koronę z jej północnymi, wschodnimi i południowymi sąsiadami. To, co istotne, dokonało się nie pod Grunwaldem, lecz w Krewie, nie pod Maciejowicami, lecz w Hadziaczu. O losie Polski nie zdecydowały porażki militarne, lecz niepowodzenia wielkich projektów integracyjnych. Jest wiele przyczyn historycznej ślepoty Polaków, którzy nie potrafią docenić znaczenia dzieła polskiej polityki federalizacyjnej, nad jakim z niezwykłą konsekwencją pracowały pokolenia naszych przodków w latach 1385-1658. A przecież fakty mówią same za siebie.

Kolejnym po Krewie i Horodle etapem polskiej polityki integracyjnej była strategia Zbigniewa Oleśnickiego sięgnięcia po sukcesję po Luksemburgach. Wedle jego planów, syn Jagiełły, Kazimierz, miał otrzymać koronę czeską, a jego brat Władysław – węgierską. Klęska pod Warną zniweczyła je, ale tylko na chwilę. Kazimierz po objęciu tronu kontynuował politykę Oleśnickiego. Jego syn Władysław sięgnął najpierw po tron czeski, a potem węgierski. Jednak po śmierci jego syna Ludwika w 1526 roku dynastia Jagiellonów straciła władzę nad obydwoma państwami. Rzeczpospolita przegrała rywalizację w tym regionie z dynastią Habsburgów.

Paradoksalnie, jedną z przyczyn fiaska polityki Jagiellonów w południowej Europie była cywilizacyjno-ustrojowa bliskość tych trzech krajów. W każdym z nich istniała tradycja elekcyjnego wyboru władcy, będąca fundamentem wolności szlachty i magnatów. Krótko mówiąc, nie mieliśmy tym dwóm krajom nic nowego do zaproponowania. Instytucje ustrojowe gwarantujące swobody Czesi i Węgrzy zapewnili sobie sami. To, czego potrzebowali, czyli wsparcia zbrojnego, akurat nam nie dostawało.

Co nie udało się na południu, udało się, aczkolwiek częściowo, na północy. Cierpliwa polityka Kazimierza Jagiellończyka doprowadziła do tego, że po zwycięskiej wojnie trzynastoletniej Korona włączyła środkowe Pomorze wraz z ujściem Wisły. Polska pewnie oparła swoją mocarstwowość na Morzu Bałtyckim.

Na ukoronowanie polityki integracyjnej trzeba było czekać aż do roku 1569. Po unii lubelskiej Polska stała się państwem federacyjnym jednoczącym trzy narody: polski, litewski i pruski. Dlaczego droga od unii krewskiej do lubelskiej, czyli od personalnej do realnej, zajęła prawie dwa stulecia? Warunkiem skutecznej polityki federalizacyjnej było wprowadzenie zaawansowanych demokratycznych mechanizmów ustrojowych. Nie zawiązano by unii lubelskiej bez ruchu egzekucyjnego. Takie instytucje, jak wolna elekcja czy liberum veto, wcale nie były poronionym płodem polskiego warcholstwa i anarchii. Liberum veto wszak jest konstytutywną regułą rządzącą każdą rzeczywistą strukturą federalną. Jego funkcja polega na wymuszaniu kompromisu, ponieważ tylko on może zapewnić trwałość federacji. A w niej najważniejsze decyzje muszą zapadać jednomyślnie, właśnie po to, aby silniejszy nie mógł ich wymuszać na słabszym. Właściwie federacjami rządzi zasada zgniłego kompromisu, ponieważ dzięki niemu zachowują one polityczną trwałość i byt. Tę logikę powinniśmy doskonale znać, bo dziś podporządkowuje się jej państwo polskie jako element quasi-federalistycznej struktury Unii Europejskiej. Demokratyczny ustrój Rzeczypospolitej Obojga Narodów był koniecznym fundamentem federalistycznego mocarstwa. Warunkiem jego ekspansji.

Pod koniec wieku XVI obywatele szlachta byli już świadomi tego, że konfrontacja ze Szwecją i z Moskwą jest nieunikniona. Ten problem rozwiązali w typowy dla siebie sposób. Wykorzystali instrument polityki wewnętrznej – podstawowe rozwiązanie ustrojowe Rzeczypospolitej, jakim była wolna elekcja. Dzięki niemu mogli zawiązać unię z jednym z tych dwu państw. Wybrano Szwecję – przyszłość Polski miała się wypełnić w konfrontacji z Moskwą. Szlachta Polska zademonstrowała w ten sposób dojrzałość swoich geopolitycznych wyborów. Niestety, nie wykazali jej polscy Wazowie, którzy przedkładając interesy dynastyczne nad rację stanu Rzeczypospolitej, roztrwonili jej potęgę.

Kolejna wielka i chyba już ostatnia okazja polskiej polityki integracyjnej nadarzyła się prawie w tym samym czasie. W 1598 roku zmarł Fiodor, syn Iwana Groźnego; wygasła w ten sposób dynastia Rurykowiczów i rozpoczęła się wielka smuta. Polacy wykorzystali szansę. Rzeczpospolita kilkakrotnie wysyłała do Moskwy swoich posłów, którzy proponowali bojarstwu połączenie obu państw i wyniesie na tron carski syna Zygmunta III. Propozycje te jednak odrzucono. Wyjście z impasu znalazł w 1610 roku hetman Stanisław Żółkiewski. Pod Kłuszynem rozgromił pięciokrotnie (a wedle niektórych nawet siedmiokrotnie) silniejsze połączone siły rosyjsko-szwedzkie, po czym ruszył na Moskwę. I nie szukając okazji do rozniesienia na husarskich kopiach ciągle jeszcze silnych Rosjan, podjął z nimi rozmowy. Rozumiał, że o ostatecznym sukcesie w grach międzynarodowych decyduje dyplomacja, a nie armaty i jazda. Moskwa otworzyła swoje bramy przed polskim hetmanem, bojarzy wybrali na cara królewicza Władysława. Rzadka rzecz nie tylko w historii Polski: owoce militarnego zwycięstwa zostały bez zbędnej zwłoki skonsumowane politycznie. Po prawie trzydziestu latach wysiłków polsko-rosyjska unia personalna stała się faktem.

Żółkiewski miał świadomość, że uczynił dopiero pierwszy krok. Niestety, cierpliwości i zrozumienia dla polityki hetmana zabrakło królowi, który nie zgodził się ratyfikować układu zawartego przez Żółkiewskiego, ponieważ sam chciał być carem. Pod koniec roku 1612 Polacy poddali Kreml. Tak upadł kolejny wielki plan federalizacyjny.

Jego sukces z pewnością zwiększyłby szansę urzeczywistnienia unii koniecznej dla przetrwania Rzeczypospolitej, tylko bowiem utworzenie Księstwa Ruskiego z ziem Ukrainy i sfederalizowanie go z Rzeczpospolitą rozwiązałoby kwestię kozacką. Niestety, spóźniona, bo zawarta w 1658 roku w Hadziaczu, umowa z Kozakami, która ustanowiła “Rzeczypospolitą narodu polskiego, litewskiego i ruskiego” pozostała na papierze. W następnym półwieczu Polska utraciła suwerenność. Wielkie mocarstwo przekształciło się w rosyjski protektorat. Nie sposób nie wiązać tej niewiarygodnie szybkiej degradacji jednej z największych potęg Europy Środkowej i Wschodniej z klęską jej polityki federalizacyjnej.

Polska misja

Czy polityka mocarstwowej federalizacji była mrzonką? Czy ekspansja Rzeczypospolitej musiała doprowadzić do jej upadku?

Odpowiedź twierdząca zakłada uznanie za jedynie słuszną piastowską ideę skupiania ziem etnicznie polskich, zgodnie z którą państwo polskie winno przede wszystkim zająć się tym, czym zajmują się typowe państwa narodowe, czyli własnym przetrwaniem. W tym realistycznym ujęciu proces zapoczątkowany w 1385 roku w Krewie musiał znaleźć swój finał w rozbiorach. Za tym poglądem opowiadali się tak wybitni interpretatorzy polskich dziejów, jak Michał Bobrzyński, Roman Dmowski czy Paweł Jasienica.

Ta wykładnia polskiej historii stała się prawie dogmatem, mimo że łatwo ją podważyć, nie wychodząc poza logikę realizmu. Zastanówmy się bowiem, co by się stało, gdyby Rzeczpospolita nie weszła na drogę unii? Zapewne nastąpiłby stosunkowo szybki rozkład państwowości litewskiej – sojusz zakonu krzyżackiego i Moskwy rozwiązałby problem litewski raz na zawsze. I to najprawdopodobniej za aprobatą Korony, która kazałaby sobie za to zapłacić Wołyniem i Podolem. Jednakże rozbiór Litwy tylko skomplikowałby sytuację Polski. Przyniósłby bowiem hegemonię Moskwy w Europie Środkowej i Wschodniej. Na drodze Rosji do osiągnięcia pozycji imperialnej stałaby Polska w granicach etnicznych, a więc zbyt słaba, by sprostać jej potędze. Krótko mówiąc, Polska piastowska krócej opierałaby się wielkorosyjskiemu parciu na Zachód.

I choć unia nie była pogwałceniem zasad polityki realnej, to jednak nie proza realpolitik była racją istnienia federalistycznej Rzeczypospolitej. Musiało istnieć coś, co spajało prawie milionowy naród polityczny, pewien wspólny cel. Pomiędzy Krewą a Lublinem ukształtował się rzeczywisty fundament polskiej państwowości: ethos tworzący świadomość zbiorową narodu szlacheckiego. Z tego ethosu powstała misja, dzięki której zasady realpolitik czy geopolityki zaczęły mieć znaczenie drugorzędne.

Misją polski nowożytnej było rozszerzenie zachodniego, wolnościowego modelu ustrojowego na Wschód. W unii z Litwą od samego początku chodziło o coś więcej niż tylko posiadanie przez dwa narody i państwa jednego władcy. Jej celem była ostateczna chrystianizacja Litwy i przyznanie litewskim bojarom tych samych praw, którymi cieszyła się szlachta polska, przede wszystkim: gwarancji wolności osobistej i prawa własności. Tego typu instytucje nie były znane za wschodnimi rubieżami Polski. Dlatego wschodnie granice cywilizacyjne Zachodu są granicami Polski.

Upadek I Rzeczypospolitej jest więc przede wszystkim kresem prawno-ustrojowej ekspansji Zachodu. Nie przypadkiem zwycięstwo zachodniego demoliberalizmu w zimnej wojnie z Moskwą na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku zostało zwieńczone przyjęciem Polski do Unii Europejskiej i NATO.

Misja Rzeczypospolitej była nie tylko odpowiedzią na megalomańską ideologię Moskwy-Trzeciego Rzymu, lecz przede wszystkim na jej rzeczywistą praktykę ustrojową i polityczną. Reakcją na niezwykły w Europie stopień autorytaryzmu władzy, brak najbardziej elementarnych swobód i praw, przerażające okrucieństwo i brutalność rządzących oraz agresywną politykę ekspansji militarnej na zewnątrz. Bezwzględnie obnażała to, co Rosjanie zawsze chcieli przed światem wstydliwie ukryć: nieprzystawalność ich państwa do prawno-ustrojowych standardów łacińskiego Zachodu. Z tego właśnie powodu Rzeczpospolita musiała zostać wymazana z mapy.

Polityka carycy Katarzyny II wobec Rzeczypospolitej nie grzeszyła zbytnim rozsądkiem i dalekowzrocznością. Mniej więcej od początku drugiej dekady XVIII wieku Polska znajdowała się pod rosyjskim protektoratem. A zatem z punktu widzenia bilansu geopolitycznego rozbiory były dla Moskwy niekorzystne. Zamiast kontrolować całe terytorium Rzeczypospolitej, musiała się nim podzielić z państwami, które w bliskiej przyszłości okazały się jej najgroźniejszymi konkurentami. Co więcej, Katarzyna II, oddając Berlinowi Pomorze środkowe z ujściem Wisły, połączyła geopolitycznie Prusy i otworzyła im drogę do zawrotnej kariery mocarstwowej. To jej zasługą jest, że sto lat później zjednoczone cesarskie Niemcy stały się największą potęgą kontynentalną i głównym rywalem Moskwy na arenie międzynarodowej.

Katarzyna nie była jednak aż tak krótkowzroczna. Jej kalkulacji nie krępował sztywny gorset realpolitik. Kierowała się logiką: albo my, albo oni. Główną przyczyna rozbiorów była misja wolnościowej federacji, która znalazła swoje urzeczywistnienie w państwie polskim. Bo choć Rzeczpospolita w XVIII nie ogrywała już żadnej podmiotowej roli, to stanowiła dla Rosji fundamentalne zagrożenie z racji samego swego istnienia. Idea państwowości rosyjskiej jest bowiem zaprzeczeniem polskiego republikanizmu. Państwo moskiewskie, czego uczy nas historia, zawsze było oparte na fundamencie autokratycznym. Wszelkie rozważania o westernizacji Rosji miały i mają charakter wyłącznie teoretyczny. Dlatego Rzeczpospolita, nawet słaba jak dziecko, samą swą obecnością stawiała pod znakiem zapytania istotę i byt wielkorosyjskiego państwa.

Konflikt Rzeczypospolitej z Moskwą nie był zwykłym konfliktem, jakich pełno w historii Europy. To konflikt cywilizacyjny dwóch sprzecznych misji. I to właśnie ów konflikt i jego dramatyczny przebieg wskazują na symboliczną potęgę polskiego misjonizmu; na to, że jest on bardziej realny aniżeli konstelacje realpolitik.

autor: Krzysztof Rak
Musisz się zalogować aby móc komentować