Wyniki wyszukiwania dla zapytania: Przyczyny i skutki kwaśnych


Ból w wątrobie
Jakby wrzody...


ejze! nie ma wrzodow w wątrobie!
wrzody kolego tworza sie na sluzowce zaladka,
dwunastnicy, przelyku, najczesciej
na skutek zbyt kwasnego srodowiska w przewodzie pokrmowym
polaczonego z infekcja helicobacter pylori
pozostaje jeszcze 10 % przypadkow
o innym pochodzeniu
ale owrzodzenia wattroby , niezaleznie od przyczyny sa niespotykane!!!

wybacz ten wyklad
/bo to nie grupa o medycynie/
ale sadze ze wiedza na ten temat moze sie kazdemu przydac

pozdrowienia Horacy

| Jest jeden Bóg i każdy wierzy w swojego <<


"Kazdy takiego ma Boga na jakiego zasłużył"
Jacek Kaczmarski




Z tego ze da sie jakims genem napchac do pszenicy wiecej bialka,
ona co wnioskuje? Ze jest malowartosciowa! I oto kolejny dowod
na patologiczna czynnosc umyslu u łoptymalnych...


Aruś, jak zawsze mylisz skutek z przyczyną. Gdyby pszenica faktycznie
nie straciła swojej wartości odżywczej, to naukowcy nie mieliby
powodu aby w genach szukać przyczyny dlaczego w pszenicy jest coraz
mniej białka, cynku i żelaza. Szukali i znaleźli.
Zresztą podobny spadek wartości odżywczych dotyczy również innych
roślin hodowlanych.
"Postępy w chemizacji rolnictwa (nawozy sztuczne i środki ochrony
roślin) wpływają systematycznie na zmniejszenie zawartości
biopierwiastków w produktach żywnościowych. Zanieczyszczenie środowiska
odpadami przemysłowymi i emisja do atmosfery dużej ilości tlenków
siarki i azotu powodują opad kwaśnych deszczów, co wpływa na uwalnianie
z gleby toksycznych pierwiastków amfoterycznych, takich jak glin i
ołów, a tym samym zwiększenie skażenia nimi roślin spożywczych (zbóż,
warzyw, owoców)."
http://www.uwm.edu.pl/jelementol/streszczenia%208-4-2003.htm

Trzeba koniecxznie wprowadzic moderacje...


...choćby z Twojego powodu.
Ja nie jestem tematem tej grupy, mimo to wbrew zasadom netykiety bawisz
się w brumbaczym i jeffowym stylu w zmienianie tytułu wątka związanego
z tematem grupy na tytuł ad personam.

Krystyna



Aruś, jak zawsze mylisz skutek z przyczyną. Gdyby pszenica faktycznie
nie straciła swojej wartości odżywczej, to naukowcy nie mieliby
powodu aby w genach szukać przyczyny dlaczego w pszenicy jest coraz
mniej białka, cynku i żelaza. Szukali i znaleźli.


Krysiu*Nieuczona*, jak zwykle nie rozumiesz artykuliku.
Nie chodzi w nim o to, ze jedza zboza, tylko ze jedza
troche za malo bialka.

Moderacja jest konicczna.

"Postępy w chemizacji rolnictwa (nawozy sztuczne i środki ochrony
roślin) wpływają systematycznie na zmniejszenie zawartości
biopierwiastków w produktach żywnościowych. Zanieczyszczenie środowiska
odpadami przemysłowymi i emisja do atmosfery dużej ilości tlenków
siarki i azotu powodują opad kwaśnych deszczów, co wpływa na uwalnianie
z gleby toksycznych pierwiastków amfoterycznych, takich jak glin i
ołów, a tym samym zwiększenie skażenia nimi roślin spożywczych (zbóż,
warzyw, owoców)."
http://www.uwm.edu.pl/jelementol/streszczenia%208-4-2003.htm


To sie juz po prostu w glowie nie miesci. Jak mozna kogos
takiego tolerowac na forum? Przeciez mozgi zwierzat, ktore
łoptymalne tak chetnie wcinaja, nie sa zasilane ekologiczna
zywnoscia. Dlaczego łoptymalne niue moga zostac na swoich
foarch tylko zasmiecac inne?

Koniec dla mnie, bo jkabym chcial tlumaczyc takie
rzeczy, to poszedlbym na pedagogike specjalna.



W miejscu gdzie mieszkam pojawilo sie pare wron , i zauwazylam jedno
gnazdo. Jak sie pozbyc tego sasiedztwa ? Na lotniskach nadaja odglosy
polujacych jastrzebi i orlow aby odstraszyc ptaki. Probowalam znalesc
tego rodzaju audio pliki , niestety bez sukcesu.
Dziekuje za sugestie.

Susanna


Sztachetą a potem zabetonuj to .

Uważem jednak że lepszą metodą są kwaśne deszcze ponieważ niszczą przyczynę
(drzewa) a nie tylko skutek. Taki kwaśny deszcz można sporządzić z siarki
(np zapałki ) i konewki (można ją kupic tanio na "niskich łąkach") . Trochę
to może potrwać ale za to jaki skutek ...





| Aceton nie jest kwaśny. A w każdym razie tak minimalnie, że można to
| pominąć.

tez mi sie tak wydawalo, ale zakwaszenie to jest nazwane kwasica ketonowa,
wiec nazwa sugeruje, ze aceton jest tego bezposrednia  przyczyna.Czy to
mozliwe,aby biolodzy byli w bledzie?


Aceton może też być skutkiem, nie przyczyną zakwaszenia.
Michał


On 27 Jul 2000 13:03:21 +0200,

Witriol to jak wiadomo dawna nazwa oleum. Używano czasem tego specyfiku
"miejscowo" rzec można, do okaleczania. A czy jest możliwe, że w dawnych
ponurych czasach kiedy zbrodnie szerzyły się po zamkach i dworach ktoś użył
tego "wewnetrznie" jako trucizny? Czy jest możliwe wypicie witriolu bez
spostrzeżenia (w pierwszym momencie oczywiście), że coś jest nie tak? Czy
gdzieś istnieje informacja na temat smaku tegoż napitku i jakie dokładnie
byłyby skutki tak nierozważnego czynu. Od kiedy i za czyją przyczyną znany
jest kwas siarkowy?


W smaku powinno być kwaśne, śmierdzieć i dymić (bardzo gryzące dymy). Może
delikwenta najpierw znieczulano (dowolną metodą), a potem mu to wlewano
do gardła? Albo wmawiono że to ziółka np. na potencję, i mają być takie
śmierdząco-dymiące?

Co do skutków... Ano przepalony język, przełyk i reszta - dosłownie, nawet
zwęglone...

Piotr


A mi to prosze państwa wygląda prawie na pewno na krasnorosty.
Zasadniczo z tego co wyczytałem masz oświetlenie praktycznie 1w/1l, teoretycznie - super dla roślin - a także dla glonów, ph nieco wysokie chociaż w sumie ujdzie.
Jak na mój gust możesz próbować walczyć z krasnorostami.
Wszelkie opinie dotyczące zakupy "glonożernych" ryb wsadź między bajki (może komuś się narażę, ale glonożerne ryby są skuteczne w przypadku występowania glonów a nie - inwazji (to jak wpuścić człowieka do supermarketu i powiedzieć mu "A teraz zeżryj wszystko").
Jak na mój gust - trochę za duże oświetlenie (1w/1l naprawdę zostawmy doświadczonym akwarystom/rośliniarzom) którzy w pełni kontrolują procesy w swoich akwariach, imho 0,75 jest granicą "bezpieczeństwa".
Możesz więc spróbować wyłączyć jedną ze świetlówek.
Bądź też - skupić się na obniżeniu ph, z tego co wyłapałem na różnych forach ponoć krasnorosty poddają się przy niskim Ph (generalnie glony rosną wolniej/nie lubią kwaśnej wody), piszesz, że masz 7,2 Ph, spróbuj zbić niżej, w okolice 6,5 - metod jest wiele).
Nie lej chemii, rozwiąż przyczynę a nie skutek, w tym przypadku jako przyczynę obstawiam zbyt duże oświetlenie i Ph.
Mogę się mylić oczywiście, ale jeśli tak, to z pewnością ktoś tutaj skoryguje moją wypowiedź .

Terapia dla nadwrażliwych...
...zębów! Czyli reagujących bólem na wszystko, co słodkie lub kwaśne, zimne albo gorące. Ten problem dotyczy aż 32 proc. Polaków. Główna przyczyna: odsłonięte szyjki zębowe (powstają na skutek niewłaściwej higieny i cofania się dziąseł). Rozwiązanie? Mycie zębów miękką szczoteczką (ruchy z góry na dół) i pastą o niskim wskaźniku ścieralności, np. Elmex Sensitive Plus (Gaba International, 75 ml: 11,50 zł). Zawarty w niej aktywny aminofluorek tworzy przylegającą do powierzchni zębów warstwę, która zabezpiecza szyjki zębowe przed próchnicą i zapobiega nadwrażliwości.



| Ból w wątrobie
| Jakby wrzody...

ejze! nie ma wrzodow w wątrobie!
wrzody kolego tworza sie na sluzowce zaladka,
dwunastnicy, przelyku, najczesciej
na skutek zbyt kwasnego srodowiska w przewodzie pokrmowym
polaczonego z infekcja helicobacter pylori
pozostaje jeszcze 10 % przypadkow
o innym pochodzeniu
ale owrzodzenia wattroby , niezaleznie od przyczyny sa niespotykane!!!


Ejże! Są wrzody na wątrobie (niech Cię o to wątroba nie boli;-) oraz na
wszystkim, na czym autor wiersza będzie chciał je wytropić, zasadzić i
umieścić czy wyciąć, ponieważ w wierszach na ogół pojawiają się
określenia nie mające zbyt silnego związku z tzw. prawdą obiektywna w
jakiejkolwiek dziedzinie.
Miło dowiedzieć się przy okazji parę konkretów, lecz, co się tyczy
samego wiersza, nie znajduję w nim nic bzdurnego (bo to, zdaje się,
chciałeś zasugerować?...), bowiem "jakby wrzody" (na wątrobie) są równie

nie uważasz???
Z tym, że wątroba bolesna, moim zdaniem, wygrywa. Jest po prostu
ciekawsza.
Twoim chyba też, bo nie widziałam, żebyś podawał naukowe przesłanki w
temacie losowo przytoczonej przeze mnie rzeki wspomnień (pod stopami,
dajmy na to;-)
Czyli - reasumując - optowałabym za tym, że Tawez nie zrobił żadnego
"byka", natomiast nie wywołał na tyle silnego wrażenia, by dać Ci
wślizgnąć się w istotę wiersza dla prostego zrozumienia dlaczego
encefalograf zaiskrzył między sercem a brzuchem, chociaż nie powinien.
Ja nie mam podobnych zastrzeżeń i "rzeczy dziwne" opatruję mianem dobrze

mi bliski, gdyż dość dawno przeminął (na rzecz naiwnej radości życia:-)
KasiaKam



Witam !

Czy ktos z panstwa moglby mi wytlumaczyc jak to jest z acetonem w czsie
cukrzycy? Wiem tyle, ze w organizmie chorujacym na cukrzyce, ketokwasy
ulegaja utlenieniu do acetonu, ktory wedlug biologa jest zwiazkiem
kwasnym i prowadzi do zakwaszenia. Czy aceton rzeczywiscie jest kwasny?
Jak to wytlumaczyc?


O, Chemicy, klucz do pytania kryje sie w sformulowaniu "wedlug biologa"
No, wedlug biologa (bez urazy - jako student biotechnologii sam identyfikuje
sie po czesci z ta dziedzina) to  moze i jest on kwasny.
W rzeczywistosci przy cukrzycy powstaje tzw. kwasica ketonowa - obecnosc we
krwi w nadmiarze "cial ketonowych".
Ciala te sluza do "przesylania" energii pochodzacej ze spalania tluszczu w
postaci zwiazkow rozpuszczalnych, a sa to: kwas acetooctowy, kwas beta-
hydroksymaslowy i aceton. Jak widac dwa pierwsze sa kwasami, za to drugi
jest ketonem tylko "wedlug medyka" :-)
A dzieje sie to tak: pod wplywem cukrzycy zwieksza sie stezenie wolnych
kwasow tluszczowych w hepatocytach. Jest wiec nadprodukcja acetylo-koenzymu
A (Ac-CoA). Z niego to powstaje po kilku reakcjach ow kwas acetooctowy:

CH3 - CO - CH2 - COOH

(sluzacy poza tym do syntezy  cholesterolu i innych steroli) i przedostaje
sie do krwi.
Kwas ten redukuje sie do kwasu beta- hydroksymaslowego, czyli gr. ketonowa
przechodzi w hydroksyl:

CH3 - CHOH -CH2 - COOH

We krwi, czesc kwasu acetooctowego spontanicznie dekarboksyluje, dajac
aceton.

CH3-CO-CH2-COO ---CH3 - CO - CH3 + CO2

U zdrowego czlowieka jego stezenie we krwi jest b. niskie. W czasie kwasicy
ketonowej jest go tyle, ze czuc jego zapach w wydychanym przez chorego
powietrzu. Poza tym nie jest on taki wazny, jak dwa pozostale "ciala
ketonowe". Poniewaz ich stezenie moze siegnac sumarycznie 20 mM a pK jest
okolo 3.5 (Devlin, Textbook of Biochemistry, p 390) powoduja grozna kwasice.
Te same ciala ketonowe uwalniane sa w czasie glodzenia, kiedy to stanowia
zrodlo energii dla tkanek, ale ich ilosc jest regulowana i nie dochodzi do
takiej kwasicy.

skrotowo....
Ale polecam lekture Devlina, oraz rozdzial o cukrzycy w "Biochemii
klinicznej" Angielskiego, Jakubowicza, Dominiczaka.
W Devlinie jest biochemia tego zjawiska, reakcje, enzymy itp, u prof.
Angielskiego - obraz kliniczny, skutki, przyczyny...
Tam tez znajdzie sie wyjasnienie mechanizmow regulacyjnych, ktorych
rozregulowanie powoduje ten stan.

Pozdrawiam serdecznie (polecajac odrobine interdyscyplinarnosci miedzy
chemia, biologia i medycyna :-)
Szymon Zietkiewicz



heh........ dlugi wywod. w takim razie czemu po wypicu zwyklej
mineralnej wysokonasyconej CO2 nic specjalnego nie odczuwam
oprocz wydalania otworem gornym co jakis czas CO2 w duzych ilosciach
z glosnymi efektami dzwiekowymi?
Za to po wypiciu koli, przez kilka godzin czuje szorstkosc zebow?
Owa szorstkosc potwierdzila kazda osoba ktora o to spytalem.


Szorstkosc zebow czuje sie faktycznie przez chwile (a przynajmniej
ja ja  czuje nie dluzej niz gora 15 minut) ale to moze wynikac
z masy roznych innych przyczyn, np: dluzszego niz w przypadku
wody z samym CO2 utrzymywania sie kwasnego srodowiska i wiekszego
uwrazliwienia w tym czasie jezyka, badz na skutek zmiany skladu
sliny i spadku jej lepkosci w srodowisku kwasnym. Zeby macane
jezykiem sprawiaja wrazenie sliskich glownie  dlatego, ze sa
pokryte warstwa sliny. Wysuszone juz takie sliskie nie sa.
Zdaje sie, ze zdrowe szkliwo ma z natury strukture mikroporowata.
Podobny efekt czuje sie tez przy spozywaniu silnie kwasnych potraw,
np: kiszonych ogorkow.

Co do szorowania zebow.... zdaje sie ze trzeba by bylo je szorowac
po kazdym spozyciu koli.


Niekoniecznie. Chwilowy ubytek soli wapnia z powierzchni zebow
nie jest specjalnie grozny. Szkliwo zebow jest twarde i sie
szybko nie rozpuszcza. Chodzi tylko o to zeby ew. braki wapnia
regularnie uzupelniac, a do tego wystarczy regularne mycie zebow
np: dwa razy dziennie. Wapn jest wyplukiwany nie tylko przez Cole
ale tez przez picie goracych plynow zwlaszcza kawy.

Ponadto jak myslisz? dlaczego koncerny
cocacola i pepsicola produkuja takze inne napoje? i to w calkiem
duzych ilosciach w porownaniu do ich sztandarowych wyrobow?


Produkuja bo jest na nie popyt. Jedni lubia Cole a inni Fante ;-)
Sa tez tacy ktorym nudzi sie smak Coli i sie przerzucaja na jakis
czas na cos innego i koncenry nie chca tracic tych klientow ;-)
Nie podejrzewam tu raczej jakiegos spisku, bo gdybym tak myslal,
to musialbym zaczac podejrzewac ze np: Milka, ktora produkuje cala
mase roznych czekolad (a nie tylko swoja standardowa czekolade
mleczna) tez w tym ma jakis supertajny cel oprocz checi zadowolenia
gustow swoich klentow ;-)


"Jola" <j-o-l-a-o2@o2.pl> wrote in message
news:b2b9v1$28nh$1@tryton.plocman.pl...
o ile powinnam zwiększyć podaż węglowodanów i protein?
Przecież jeślii zwiększe ilość W i B - będę mieszać paliwa a to,
przynajmniej teoretycznie popchnie mnie w kierunku miażdżycy?
Jeśli jestem w stanie hypoglikemii czemu nie mam ketonów w moczu.
Na początku diety, przez okres 3-4 miesięcy pojawiały się dosyć często
nawet
+++, teraz nie zdarzają się.
Czemu zapach znika również po tłuszczowych posiłkach?


Jesli zwiekszysz W i B to wcale nie oznacza to ze Cie to popchnie w kierunku
miazdzycy.
Nie podalas jaki masz sklad diety teraz. Z Twoich wynikow wyraznie widac ze
dieta ma w tej chwili zly sklad.
Jesli mialas ketony na poczatku diety a teraz znikly , to znaczy ze organizm
sie zaadoptowal i aby nie tracic protein i mineralow zwolnil metabolizm
(jaka masz temp. , cisnienie krwi i puls rano?).
Znikanie zapachu po posilkach moze nastepowac na skutek dzialania bardziej
"mechanicznego" pozywienia. Poniewaz zapach powraca wiec przyczyna jest duzo
glebsza i napewno zwiazana z zakloceniem rownowagi kwasowo-zasadowej.

czy mogę mieć przewód pokarmowy zasadowy a cały organizm zakwaszony?
> Jola

Tak mozesz. A nawet napewno tak jest. Zaklocenie rownowagi
kwasowo-zasadowej na poziomie przewodu pokarmowego swiadczy o zakloceniu tej
rownowagi na poziomie krwi arteryjnej.
Jesli krew
arteryjna jest permanentnie zakwaszana i zakwaszenie to jest rekompensowane
gdyz parametry pH krewi arteryjnej musza miec stala wartosc, organizm siega
po zapasy mineralow w tkance, bo nie uzyskuje pokrycia potrzeb z pozywienia.
W ten sposob dokonywane jest tzw. buforowanie krwi arteryjnej.
Czyli, powoli tracisz mineraly w tkance i staje sie ona coraz bardziej
kwasna.
Im bardziej wiec pH sliny jest zasadowe, tym organizm jest bardziej
zakwaszony.
hanna

..

Wprawdzie nie jestem specjalistą ale sprawa wymierań ze względu na szerokie zainteresowania zawsze mnie pasjonowała.
Łącząc doskonałą literaturę Petera Warda z teoriami entropii czy zasady zachowania energii zwracam uwagę na fakt, że żaden pojedynczy czynnik nie powoduje takiego spustoszenia jakie miało miejsce 65 mln lat temu.
Szczerze mówiąc niezależnie czy mówimy o klimacie (glacjałach), ruchu kontynentów, epidemii grypy albo wymieraniu, zawsze mamy niemal nieograniczoną liczbę sił czy zjawisk, które osiągnęły określony stan względnej równowagi. Im więcej czynników będzie destabilizować daną równowagę tym dramatyczniejsze mogą być zmiany, zaś stan układu może osiągnąć nową równowagę w innym miejscu lub powrócić niemal do punktu wyjścia.

Impuls taki jak planetoida mógł na tyle zdestabilizować warunki geologiczne, że w następstwie upadku przez kolejne tysiące lat dramatycznie wzrosła tektonika i wulkanizm, przerwane zostały podstawowe łańcuchy pokarmowe, szczególnie w oceanach (plankton) zatem ustało wiązanie CO2. Gazy uwalniane w trakcie erupcji, oraz brak możliwości prowadzenia fotosyntezy i wiązania CO2 w morzach ze względu na silne zapylenie spowodowały śmierć organizmów zużywających duże ilości tlenu, zaś kwaśny odczyn mórz i opadów atmosferycznych niszczył faunę rafotwórczą i florę oraz osłabiał skorupy jaj.
Jak w dominie następowała chwilowa destabilizacja bardzo ważnych czynników z punktu widzenia funkcjonowania życia. Organizmy które przetrwały miały niewielkie wymagania pokarmowe, tlenowe, środowiskowe a ich metabolizm doskonale radził sobie z zatruciem atmosfery. Szczególnie dotyczy to organizmów morskich, które są bardziej narażone na skutki niedotlenienia niż słodkowodnych - wiele naturalnych zbiorników wodnych takich jak rzeki czy jeziora jest stale zasilana czystą, pełna minerałów dobrze natlenioną wodą spod ziemi. Stąd też sporo życia mogło zupełnie dobrze funkcjonować w obrębie oaz takich jak koryta rzek, podobnie jak to się ma w przypadku kominów ryftowych na dnie oceanów i zaskakująco bogatego życia skupionego wokół nich.
A po jakimś czasie cały szereg zjawisk atmosferycznych spowodował oczyszczenie atmosfery z pyłów i gazów, litosfera osiągnęła stan względnej równowagi geologicznej a życie jak to życie przy pomocy czasu i Karola Darwina zrobiło swoje, czyli błyskiem wkroczyło w nowe nisze ekologiczne i zaczęło ewoluować.

Moim zdaniem impakt nie był bezpośrednią przyczyna zagłady, jednak niewątpliwie stał się tym czym osoba popychająca pierwszą kostkę domina.

Ja tutaj ciągle mówię o fretkach, które już są po "okresie" wzrostu, czyli starsze niż 3 lata. Białko i fosfor to są moje typy.

Brygida a nie sadzisz ze placimy skutki wlasnie bledow popelnionych przez te pierwsze lata ?
Niewydolność nerek…

Tak jak u kota, także u fretki nerki są ich słabym punktem… Tych ‼żywotnych” organów imają się rożne choroby, a czasami u starszych zwierząt przestają one po prostu dobrze funkcjonować, wyglądałoby bez wyraźnej przyczyny: jest to niewydolność nerek (mocznica), nieodwracalna i na koniec śmiertelna… Niewydolność nerek jest związana z chronicznym odwodnieniem, na które cierpią fretki żywione suchą karmą i które mogą napić się tylko z poidełka… Wygląda na to, że fretki po jakimś czasie męczą się lizaniem wody z poidełka, zanim dostarczą organizmowi odpowiedniej ilości wody, czyli pozostają lekko odwodnione: stawianie świeżej wody w misce i integrowanie diety suchej ze sporymi porcjami mięsa bogatego w płyny pomaga zapobiegać temu problemowi… Leczenie zachowawcze jest trudne i rzadko przynosi trwalszą poprawę… Leczenie nerkozastępcze pozwala na zastąpienie czynności uszkodzonych nerek… Zaliczamy do nich metody dializacyjne (hemodializa i dializa otrzewnowa) oraz w części przypadków zabieg przeszczepienia nerki…

Kamica nerkowa…

Żywienie suchą karmą jest również główną przyczyną powstawania takiej choroby jak kamica, czyli tworzenie się kamieni w nerkach, pęcherzu lub przewodzie moczowym: sole mineralne normalnie obecne w moczu spadają i zbierają się formując w ten sposób kamienie, gdy mocz jest zbytnio skoncentrowany (odwodnienie) lub gdy pH, czyli stopień kwaśności nie jest fizjologicznie prawidłowy… Mocz mięsożerców powinien być dość kwaśny, co zapewnia w szczególności dieta oparta na białku zwierzęcym: jeżeli fretka jest źle żywiona karmą suchą, która zawiera głównie zboża i białka roślinne zamiast mięsem, pH jej moczu staje się alkaliczne (zasadowe) i sole mineralne opadają tworząc kamienie… Takie kamienie w najlepszym przypadku powodują powstawanie bolesnych cyst i widać krew w moczu, ale często mogą zablokować przewód moczowy, powstrzymując możliwość wydalania moczu przez zwierzaka i wtedy natychmiast trzeba interweniować… Szczególnie samce, po których widać, że mają częste problemy z opróżnianiem się, a niekoniecznie jest to zatwardzenie, to mają problem zdrowotny, którego źródło znajduje się albo w pęcherzu albo przewodzie moczowym… Leczenie: operacja chirurgiczna usunięcia kamieni i udrożnienie układu moczowego…
1) Alessandro Melillo (lekarz weterynarz) ‶Voglio un furetto”

...Jak jest kwaśna gleba, to i woda w niej jest kwaśna .

A jak jest woda kwaśna to i z niej wyjdzie kwas .

jeśli fundament betonowy lany jest w środowisku kwaśnym, należy ten fakt uwzględnić i wykonać go w sposób właściwy, by agresywne środowisko nie wpływało na parametry betonu, bo beton też może ulegać degradacji.
wykonany poprawnie fundament powinien być szczelny, nie chłonąć wody z otoczenia, a wtedy nie ma zagrożeń dla stali zbrojeniowej.
natomiast źle wykonany beton jest wadliwy sam w sobie i degradacja stali jest tylko tego pochodną.
i na to zwróciłem uwagę.

natomiast
...Ale praktycznie rozważając nasze instalację, to uziomy fundamentowe nie spełniają roli „PE” czy „FB” jak to powinno być, lecz dzięki naszym dostawcom energii uziomy fundamentowe (chcąc nie chcąc) spełniają rolę „PEN”.
W takim przypadku pręty zbrojeniowe ulegają degradacji z powodów elektrolitycznych (żelazo, beton, kwasy, itd.).

stwierdzenie powyższe jest błędne lub co najmniej nie techniczne - nie łączące skutków z przyczynami (łączy skutki z niewłaściwymi przyczynami).

no i proszę się zastanowić
...Pręty zbrojeniowe są z żelaza (Fe) a gdy w stopie tych prętów doda się trochę węgla (ok. 2%) to wtedy nazywamy pręty zbrojeniowe stalowe...

czy są pręty zbrojeniowe żelazne - jakby z powyższej dywagacji wynikało.
bo ta beletrystyka o granicy 2% węgla dla obrony swojego błędu jest niepotrzebna i dalej błędna - pręty zbrojeniowe są tylko stalowe, a zawartość węgla w typowej stali zbrojeniowej St0S wynosi do 0,23%.

a przytaczanie wadliwych rozwiązań budowlanych jako standardu jest demagogią użytą by za wszelką cenę udowodnić swój punkt widzenia.

Jacek napisal

[quote]Swoją drogą:  nie był ten gwintowany sworzeń przewiercony na wylot tak, żeby
można było zawleczką lub drutem[/quote]

Wyobraz sobie, padlem na to. "Stary" - nie byl. Moj - tak. Dziura na wytot,
nakretka, zawleczka. Swiadkowie - Magda, ktora rozbila za telefoniczna skrzynke
kontaktowa (wymiary podawlam z morza na wysokosci Wysp Fryzyjskich, jak tylko
sie pojawil zasieg) i Wojtek (Lysy), ktory zalatwial wykonanie w metalu i
przekazal nowej zalodze.

[quote]Co do przełomu:  mógł być przyczyną, a nie skutkiem?
[/quote]
Nie tylko mogl ale _byl_ wylaczna przyczyna. Po upadku masztu calosc chlamu
dowiezlismy za burta do portu, demontowalismy wszystko dopiero na Helgolandzie.
Wszystkie: stalowki, sciagacze, liny byly cale! No, oczywiscie ulegly
uszkodzeniom wtornym, ale byly _cale_ Nie walnela zadna lina, zadna beczka,
zadna powiez. Jedyne uszkodzenie to gniazdo prawego salingu. Gdyby cokolwiek
innego zawinilo - bylo by "tez" uszkodzone.

Jest na to pelna dokumentacja foto, przekazana zreszta do Rejsow. Stan
pokladu "jak jest", zblizenia sciagaczy, ulomkow masztu, kolejne etapy
demontazu tego chlamu.

Tak jak pisalem wczesniej - rozwiazanie, ktore wowczas bylo - wystarcza na
omegi, nie na jotki. Nowy maszt zostal wykonany calkiem inaczej. Pozioma
szczelina w poprzek masztu, solidny kawal stali na wylot, calosc okuta "w
podkowke" (czyli prawie dookola masztu, ot, tyle przerwy co na likszpare)

Tak, jestem "strona". Ale tak sie sklada, ze to tylko my - ja i zaloga -tam
bylismy, widzielismy, demontowalismy. W US oskarzony moze byc swiadkiem we
wlasnej sprawie. U nas dlugo musi udowadniac, ze nie jest wielbladem.

Coz, jesli wolisz, Jacku, uwazac, ze w calej sprawie cos zawalilem - niech
bedzie. Prosze tylko, bys uznal dobra robote mojej zalogi. To byly
naprawde "kwasne chlopaki".

Pozdrowienia - Jasiek
Janusz Nedoma

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

WZMOCNIJ SWOJĄ ODPORNOŚĆ
ZANIM DOPADNIE CIĘ INFEKCJA!!!

Zima, poza świętami i śniegiem, często kojarzy się z niekończącym się pasmem infekcji. O tej porze roku, w wyniku gwałtownych zmian temperatur, nasz układ odpornościowy poddawany jest ciężkiej próbie. Na zewnątrz raz plucha, raz mróz, a w pomieszczeniach wysuszone, gorące powietrze. Brakuje nam również pozytywnego wpływu słońca, które coraz rzadziej nieśmiało wychyla się zza chmur.
Koniec roku to najczęściej okres wytężonej pracy.
Dni pełne stresów, nadmiar używek i niewłaściwa dieta to dodatkowe czynniki, które negatywnie wpływają na naszą odporność. Trudno oczywiście z dnia na dzień zmienić styl życia, warto jednak popracować nad swoją odpornością.
Jeśli nie chcesz tracić czasu na chorobę, sięgnij po NONI - swoiste antidotum na zimowe kłopoty.
Nie tylko w naturalny sposób pobudza organizm do samoobrony i regeneracji, ale również w sytuacji zwiększonego obciążenia zwiększa zasób sił witalnych.
W efekcie eliminuje przyczynę choroby (czyli brak odporności), a nie tylko jej skutki. Mając tak potężną broń, nie pozwól, by zaskoczyła Cię choroba.
Już teraz zadbaj o siebie i swoją rodzinę, a będziesz mógł cieszyć się urokami zimy w pełni zdrowia.

- DLA AKTYWNYCH l PODRÓŻUJĄCYCH -
Znasz zalety NONI, ale często bywasz długo poza domem, żyjesz w ciągłym pośpiechu i stale zapominasz o przyjęciu NONI na 1/2 godziny przed posiłkiem?
O nic się nie martw - jest na to sposób! Już teraz zawsze możesz mieć ją przy sobie - w postaci kapsułek.
Ich odpowiednia budowa pozwala bezpiecznie przetransportować całą zawartość przez kwaśne środowisko żołądka bezpośrednio do jelit.
Teraz już nie musisz tak rygorystycznie przestrzegać sposobu podawania NONI, niezwykle wrażliwej na działanie soków żołądkowych.

POLINESIAN NONI
- odporność przez cały rok, dla Ciebie i Twoich bliskich!!!

Mistrz Kacper Pleszkun rzekł:

Możliwe. Aczkolwiek tych teorii parę już się przez naukę przewinęło (np.
pytanie: Czy człowiek zszedł z drzewa, bo zmądrzał, czy zmądrzał, bo
zszedł z drzewa? ;-)


Nie wiem, u mnie szło to w miarę równolegle...

| Też uważam, że trzeba mieć kurzy móżdżek, żeby chcieć dyktatury ;)
Nistety, okazuje się, że bardzo wielu ludzi takowy narząd posiada.


Prędzej czy później trafią na swoje elektryczne szczypce czy pieniek z
siekierą. Rosół in pace.

Hihi. Tego koguta to ja na własne oczy widziałem.


No to nie rób już smaka, tylko opisz! ;)

| Ale marny. Nic tak nie pomaga na ból odtrącenia jak przyjaciele.
Samotnictwo leczy przyczynę, nie skutek.


Aha. Równie udatnie Krzyżacy wyleczyli Juranda z zapalenia spojówek.

Tutaj nie będzie aż tak źle, bo w grę wchodzi jeszcze religia: "Chleba
naszego, powszedniego". A religie z reguły mają nieprawdopodobnie wielką
inercję. Więc nie ma się co bać.


E tam. Religie wykazują skłonność do symbolicznego traktowania swoich
darów. A obrzędowym opłatkiem się nie najem.

Właściwie to maca jest najbardziej 'zjadliwa' ze wszelkich znanych mi
wypieków rytualnych. Rozważyć konwersję?

| Tak! Lubię ziemniaki! I nie wstydzę się tego! ;))
Nawet w postaci piure?


W każdej o jakiej słyszałem, poza przerażającym przypadkiem kwaśnego
mleka.

Chyba, że tak. Ale odbiornik GPS, mapę i latarkę dobrze jest ze sobą
nosić... ;-)


Oraz czerwone flary i niebieskie pochodnie, na wypadek gdybym musiał
przyjąć zrzut ;)

Latarkę miałem. Świeciłem głównie na siebie, odkąd zobaczyłem ambonę.
Nie chciałem wystawiać wzroku/sprzętu myśliwych na dosłownie ślepą
próbę ;)

| Po co? Mamy zeznanie świadka, kota z Cheshire, gdzie sam przyznaje się
| do wtórności i obłąkania.
Zbyt daleko posuwasz się w uogólnieniach.


? Wszystkie to robią. Jeden wyjawił przyczynę i, o ile wiem, nikt jego
wyjaśnienia nie podważył.

| W stadach ktoś, kto sam się nie dostosuje jest dostosowywany, albo
| wykańczany/wyganiany, zwykle z tym samym skutkiem...
| No to czemu się nie dostosuje?
Może nie podoba mu się życie na najniższej pozycji w stadzie?


No to niech się dostosuje. Albo da wygnać, skoro w grupie mu źle.
Ja tam jestem za dobrowolnym zrzeszaniem się, a historii w rodzaju 'ona
(grupa) go bije, a on nie umie od niej odejść' nie znoszę organicznie.

| Życie w społeczeństwie to także parę
| reguł do przestrzegania. Co mnie akurat się podoba.
| Bawiło mnie, że apologeta kociej wolności chce nią sterować
| 'chimicznie'.
Metoda skuteczna i mało inwazyjna.


Hm. A wydawało mi się, że będziesz tu widzieć trudności natury raczej
filozoficzno-moralnej, a nie technicznej...
Po skutecznym i niemal nieinwazyjnym pozbawieniu pragnień, które z
jakiejś przyczyny nam nie odpowiadały, Kicia może się już cieszyć pełnią
wolności. A Kicia przychodzi i miauczy 'Where do you want me to go
today?'

| Aczkolwiek takie substancje mają pewną pojemność zapachową, dopiero po
| przekroczeniu której następuje etap "trzebaby zmienić ten piasek".
| Hm... robiłbyś z niego babki?
Nie. Ale co to ma do rzeczy?


Znaczy, jednak nieświeży. Albo trwale utraciłeś dziecięcą radość życia
;)

| A po co prowadzać psa po chodniku? Nie przyjemniej po trawie?
Trzeba ten chodnik pokonać wychodząc dalej, bo się go ma przed domem
(no, w zasadzie mam jeszcze kawał ogródka, więc mógłbym jeno drzwi
uchylić i powiedzieć: "A idź bestio i mnie nie męcz!".


Dla psa wystarczy. Ty pozbawiasz się zdrowej i przyjemnej rozrywki,
o zacieśnianiu więzów przyjaźni nie wspomnę.

Jest lepiej. To znaczy gorzej. Kocioł wysiadł i pracuje tylko na 0%
mocy... To już nie miał kiedy, tylko w niedzielę?!?


Głowy nie dam, bo słyszałem to przez sen i gorączkę, ale zdaje się padła
jakaś ciepłownia w Sosnowcu. ~1000 ludzi ogrzewa mieszkania własnym
metabolizmem... To nie twoja sprawka, prawda??

| Próżna gwarancja gdy złamiesz fokę.
English Translator?


No no no. Bo się obrażę. Mój własny, autorski przekład. No, może trochę
'w duchu'...


Green MAGnitude™ to suplement, którego działanie polega na zwiększaniu poziomu energii wewnątrzkomórkowej, dzięki czemu następuje szybki wzrost siły i masy mięśniowej.W jego skład wchodzą:

-Magnezowy chelat kreatyny, jabłczan dwu-kreatyny - wpływa na szereg czynników dotyczących naszego organizmu:

--Bierze udział w transporcie i odbudowie ATP – ATP pełni funkcję nośnika energii w naszym organizmie, bez niego przebieg większości reakcji, poczynając od prostych syntez po skurcz mięśnia, byłby niemożliwy. Kreatyna dzięki umiejętności wiązania grup fosforanowych (przemienia się wtedy w fosfokreatynę) uczestniczy, w transporcie i odbudowie ATP.

--Zwiększa tempo syntezy protein – dzięki zwiększeniu ilości wody zatrzymywanej w komórkach mięśniowych przyczynia się do powstania bardziej anabolicznego (sprzyjającego wzrostowi) środowiska.

--Hamuje katabolizm – dzięki swoim zdolnościom buforującym pomaga w utrzymaniu odpowiedniego poziomu pH w mięśniach. Jest to o tyle istotne, że większość

enzymów, odpowiedzialnych za rozpad tkanki mięśniowej, może działać tylko w bardzo kwaśnym środowisku.

--Wykazuje właściwości antyoksydacyjne – pomaga zwalczyć niebezpieczne dla zdrowia wolne rodniki. Dodatkowo zapobiega szeregowi szkodliwych efektów powstających z powodu utleniania podczas wysiłkowego.

--Pomaga chronić serce – zarówno w sposób bezpośredni, ponieważ w sercu występuje duże stężenie kreatyny, jak i pośrednio poprzez regulowanie poziomu cholesterolu i ochronę przed skutkami nadmiernego stresu.

Należy pamiętać o bardzo ważnej rzeczy – oprócz ilości kreatyny w porcji, musimy zwrócić też uwagę na związek w jakim się znajduje. Dlatego właśnie Green MAGnitude™ zawiera dwie, najnowsze i naskuteczniejsze, formy kreatyny – abyś mógł skorzystać z zalety każdej z nich.

--Betaina bezwodna – w naszym organizmie wykazuje dwa główne działania: pomaga w pozbyciu się szkodliwej dla naszego zdrowia, homocysteiny (może być przyczyną m.in.: miażdżycy) oraz uczestniczy w powstawaniu sarkozyny, jednego z prekursorów kreatyny.

--Tauryna – pomaga w regulacji poziomu cukru we krwi, wykazuje działanie antykataboliczne (ogranicza proces rozpadu białek), zwiększa stężenie azotu w organizmie oraz pomaga obniżyć poziom cholesterolu.

Znając skład Green MAGnitude™ łatwo zauważyć, że doskonale nadaje się dla osób mających problemy z energią i skupieniem podczas treningu. A jak wiadomo

koncentracja podczas wysiłku jest jednym z najważniejszych czynników warunkujących osiągnięcie postawionych sobie celów.

Zalecane dawkowanie
W dni treningowe rozpuścić jedną miarkę (10.4g) w 200-300 ml wody bądź soku - jedna porcja (10.4g) zaraz po przebudzeniu, druga (10.4g) na 30-60 minut przed treningiem.

W dni nietreningowe - jedna porcja (10.4g) zaraz po przebudzeniu.

Skład:
Porcja 1 miarka (10.4g)
Ilość porcji w opakowaniu 80 (835g)
Zawartość w 1 porcji
Wartość energetycza 0 k/cal
Magnez 350mg
Magnezowy Chelat Kreatyny 2500mg
Jabłczan Dwu-Kreatyny 2CM™ 2500mg
Betaina Bezwodna 2000mg
L-Tauryna 2000mg
L-Tyrozyna 500mg

No dobra, zatem po kolei.
Co to takiego ten kationit. To jest pewien rodzaj polimeru, który zawiera w swojej strukturze kwaśne grupy (zazwyczaj -SO3H). Działa to trochę tak, jakby kwas siarkowy przykleić do jakiegoś podłoża, żeby się stamtąd nie ruszał. Dzięki temu, powstające sole (-SO3Na, (-SO3)2Ca itd.) też pozostają na polimerze, zwanym dalej złożem. Skutek tego jest już znany - kationit usuwa z wody kationy (poza H+) i otrzymujemy wodę miękką. Nie usuwa jednak anionów, które pozostają w wodzie. W rezultacie, zamiast roztworu soli (woda z kranu) otrzymujemy roztwór... kwasów! Stąd odczyn. Większość tych kwasów ucieka w powietrze (HCO3- → H2CO3 → CO2↑), zostaje jednak HCl, H2SO4, ewentualnie HNO3, H3PO4. Na szczęście w typowych kranówkach ich ilości są małe (w sumie nie więcej niż 50-100mg) i po domieszaniu niewielkiej ilości kranówki otrzymuje się pH na poziomie 6,5-7.
Jak długo działa taki kationit?
Seraphim już odpowiedział, ale to tylko lakoniczna informacja producenta. Pomiędzy ilością grup kwaśnych w postaci wodorowej i w postaci soli oraz stężeniem kationów metali i kationu wodorowego w wodzie ustala się pewna równowaga:
-SO3H + M+ = -SO3M + H+
(zainteresowanych pojęciem równowagi chemicznej odsyłam do przyklejonej w tym dziale chemii wody). W tym konkretnym przypadku jest ona silnie przesunięta w prawą stronę i dopiero "zużycie" wszystkich (prawie) grup kwaśnych spowoduje, że kationit przestanie działać.
Teraz aspekt praktyczny. Reakcje jonowe są bardzo szybkie. Nie ma praktycznie niebezpieczeństwa, że tzw. czas kontaktu będzie za krótki i kationit nie zdąży zadziałać. Jednak optymalna konstrukcja wymieniacza jonowego jest taka jak przedstawił Seraphim. Dlaczego? W wersji z miską lub wiadrem, zużywa się po trosze całe złoże. W wersji z kolumną (im węższa i dłuższa, tym lepiej) działa w pierwszej kolejności górna partia złoża, podczas gdy dolna w zasadzie nie ulega zmianom. W miarę upływu czasu strefa "zużyta" pojawia się a górze i poszerza w dół, jednak kolumna wciąż działa tak samo. Dopiero pod sam koniec jej pracy obserwuje się spadek efektywności (wyczerpanie złoża). To znak, że pora na regenerację.
Najlepiej zrobić ją w tym samym układzie, tj. na kolumnie. A czym? Albo kwasem, jeśli chcemy odzyskać formę H, albo solą NaCl - wtedy dostaniemy formę Na, która zmiękczy wodę, ale nie zmniejszy jej zasolenia i pH. Jednak należy w tym miejscu przypomnieć, że równowaga przesunięta jest cały czas w prawo. Aby uzyskać grupy -SO3H, trzeba dać bardzo duży nadmiar jonów H+, czyli 5-8% HCl. Producent zaleca przy tym co najmniej 1L HCl na 1L kationitu. Tę ilość można uznać za wystarczającą w przedstawionym układzie kolumnowym. W przypadku regeneracji w misce, mam poważne wątpliwości, czy to wystarczy. Dodam, że zalanie żywicy w słoiku do całkowitego zanurzenia da tylko 0,2-0,3L kwasu na 1L kationitu, czyli stanowczo za mało.
A co po regeneracji - w złożu mamy cały czas roztwór HCl. Należy go dokładnie usunąć. Najlepiej do tego użyć wody destylowanej, bo można łatwo sprawdzić, czy wyciek z kolumny ma już mierzalne pH, czy wciąż jest zbyt kwaśny. W przypadku zastosowania wody z kranu, to sprawdzenie jest niemożliwe, bo wyciek zawsze będzie kwaśny i płukanie robi się "na czuja". Oczywiście płukanie w misce jest znów metodą najmniej skuteczną.
Podsumowując, przyczyny, dla których ryhoo dostaje spadek pH zamiast GH to prawdopodobnie niedokładne odmycie HCl. Dopóki jest na złożu, dopóty nie łapie ono kationów, a wypływająca woda zostaje jedynie zakwaszona, co objawia się spadkiem pH i KH. Oczywiście jest też możliwość niedokładnej regeneracji złoża, ale wtedy objawy byłyby inne - początkowo normalne działanie, lecz szybsze wyczerpanie złoża.
Pozdrawiam

Mam 23lata, od kilku lat czuję niesmak i odrażający nieświeży zapach w wydychanym oddechu. Odwiedzałem coraz to różnych lekarzy i specjalistów z znikomym rezultatem bo objawy jak były tak były. Bardzo przykry zapach jest z rana lub w ciągu dnia w zależności od zjedzonego pokarmu, dokucza na okrągło i jest tak utrudniający w życiu że już nie daję sobie z tym problemem rady w formie leczenia jak i psychiki.
Leczyłem się zachowawczo u znanych doktorów z różnymi tytułami ( poczynając od sławy Rzeszowa, przez Katowice, Kraków aż po specjalistów z II Katedry Kliniki Chirurgii Ogólnej w Lublinie) stosownie do mojego schorzenia. Leczenie rozpocząłem około 3 lat temu. Lekarz stwierdził że mam przepuklinę rozworu około przełykowego, a gazy wydobywające się oraz kwaśny odczyn w buzi po przebudzeniu mają w tym swoją przyczynę. Dokonałem cały szereg badań w tym kierunku poczynając od gastroskopii, ph-metri, aż po wycinki z żołądka. Wycinki z żołądka wykazały dużo żółci w żołądku zaś gastroskopie wykazywały przepuklinę średniego stopnia i mały stan zapalny na przełyku tuz przy wlocie do żołądka. Zażywałem leki aby ograniczyć kwas żołądkowy i przyśpieszyć trawienie pokarmów trawiących się w żołądku.Leki tj. POLPRAZOL 20mg, PRAZOL z METOCLOPRAMIDUM, AMOTAKS 1g, LEKOKLAR 500mg, FAMOGAST 20mg.
Skutek zażywania leków i stosowania diety był bardzo męczący a efekt znikomy na tyle że zapach był nieco zmieniony lecz dolegliwości nie ustępowały.
Po około roku czasu przerwałem farmakologiczne leczenie i skłoniłem się do obserwacji swoich i ratowania się w razie potrzeby lekami w dużej ilości które dostępne są w aptece bez recepty tj. RANIGAST MAX, FAMIDYNA – wiążąc oba te środki razem z uwagi na różne związki zawarte w tych medykamentach.
W tym wszystkim doszukuję się jeszcze powiązania z migdałami i chorobami gardła gdyż mam z tym ogromny problem zapewne dziedziczny ponieważ moja mama choruje bardzo na różne stany zapalne gardła (anginy) co znalazło oddźwięk w problemach z stawami . Zdobyłem się w tym czasie na zrobienie wymazu z gardła, gdyż anginy które bardzo atakują mnie po 3-4 razy w roku oraz ciągłe stany zapalne. Ból gardła z rana, krew i ciągle niedrożny nos początkowo przypisywałem kwasowi żołądkowemu który niszcząc florę bakteryjną zmienia ph w buzi co sprzyja rozwojowi różnych wirusów i drobnoustrojów.
Wizyty u różnych lekarzy przynosiły różne nadzieje dopóty sam nie wziąłem literatury w ręce i publikacji takich jak Pana doktora i zacząłem dowiadywać się o tej nużącej dolegliwości. Myślę, że to forma mniej kosztowna niż umawianie się na wizyty do lekarzy, ogromne kwoty za leki i wizyty oraz spychanie pacjenta poprzez wypisanie recepty na drogie leki i wysłanie do domu.
22.08.05 poddałem się zabiegowi prostowania przegrody nosowej aby udrożnić zatoki przynosowe i przynieść ulgę poprzez oddychanie nosem i ograniczeniu angin w ciągu roku jak i spływającemu śluzowi po ściankach gardła do żołądka co niby wywołuje bardzo przykry zapach.
Zabieg udał się i bez większych komplikacji.
Po odczekaniu wymaganego czasu, 23.09.05 wybrałem się na zabieg chirurgii laparoskopowej do II Katedry Kliniki Chirurgii Ogólnej w Lublinie na ul. Staszica prowadzonej przez Prof. dr hab. n. med. Grzegorza Wallnera.
Po 5dniowych badaniach i przygotowaniach do operacji, zabieg przepukliny około przełykowej, wpustu do żołądka metodą laparoskopwą prowadzonym przez Prof. dr hab. n. med. Grzegorza Wallnera i całej rzeszy innych specjalistów w tym zakresie powiódł się.
Zabieg przeprowadzono w piątek rano, zaś w poniedziałek już otrzymałem wypis do domu i zdrowienie w rodzinnej atmosferze. Dziś już 5 dzień mojego zdrowienia po zabiegu a zapach wciąż dręczy i już tracę nadzieję na skutek mojego całego bólu poniesionego przez zabiegi, badania, czasu poświęconego na wizyty i wszystko co postawiłem w celu wyzdrowienia.
Mam 23 lata i borykam się z tym problemem tak długo, że obecna klęska po zabiegu w formie nieprzyjemnego zapachu z ust jest dla mnie jak ostateczny wyrok nie wiedząc co dalej i już nadziei na dobry stan zdrowia. :(
Zwracam się do Was z prośbą o pomoc w zwalczeniu tej przykrej dolegliwości lub chociaż kontaktu do osoby która jest specjalistą w tym schorzeniu i pomoc w wyzdrowieniu za co będę Wam ogromnie wdzięczny.
Z góry bardzo dziękuję za pozytywne podejście do mojej prośby.

Z poważaniem
vivitron

Korozją nazywamy stopniowe niszczenie tworzyw z skutek działania środowiska. Nazwa pochodzi pod łacińskiego wyrazu corrodere – zżerać. Pojęcie korozji dotyczy przede wszystkim metali i stopów, choć stosuje się je również do tworzyw niemetalowych, jak betony, materiały ceramiczne i tworzywa sztuczne. Przyczyną korozji są różnorodne procesy chemiczne, elektrochemiczne, biologiczne i mechaniczne.
Korozja chemiczna polega na reakcjach z tlenem (atmosferycznym), chlorem, tlenkami siarki i azotu. Główny typ zjawisk korozyjnych w przypadku metali i ich stopów stanowi korozja elektrochemiczna.
Produkt korozji żelaza i jego stopów nosi nazwę rdzy. Warunkiem koniecznym do powstania rdzy jest obecność tlenu i wody. Żelazo powstające w kontakcie z wodą i tlenem przechodzi powoli w trudno rozpuszczalny tlenek wodorotlenek żelaza (II),
który może utleniać się dalej do , a oba wodorotlenki przechodzą częściowo w tlenki lub węglany. Na powierzchni żelaza tworzy się rdza, będąca mieszaniną wodorotlenków, tlenków i węglanów.
Korozja czystego żelaza przebiega stosunkowo powoli, natomiast takie stopy żelaza, jak różnorodne stale niszczeją znacznie szybciej, ponieważ procesy chemiczne przebiegają na ich powierzchni według mechanizmu elektrochemicznego.
Korozja elektrochemiczna polega na tworzeniu się ogniwa galwanicznego o schemacie:
gdzie – metal roztwarzający się, a więc niszczony, - metal, którego obecność powoduje korozję.
W przypadku gdy metalem niszczonym jest żelazo (główny składnik stali), wówczas rolę metalu powodującego korozję spełnia węgiel zawarty w stali w postaci ziaren grafitu lub węglik żelaza

Szybkość procesu korozji może ulec zmniejszeniu lub zwiększeniu pod wpływem różnych czynników. Np. szybciej koroduje blacha w obecności chlorku sodu. Wyraźne zahamowanie reakcji następuje w obecności zasady, ponieważ jony , zgodnie z regułą Le Chateliera, przesuwają równowagę reakcji w lewo.
1. Korozja stali jest szybsza w roztworach o odczynie kwaśnym (pH=0), a wolniejsza w roztworach zasadowych (pH=14). Z tego też powodu, na przykład, płyny do napełniania chłodnic samochodowych mają odczyn lekko zasadowy. Z kolei kwaśne deszcze, spadające na drogi, przyspieszają korozję samochodów.
2. Korozja stali jest szybsza w wodnych roztworach soli, a powolna w czystej wodzie. Dlatego też stosowanie soli do posypywania jezdni zimą w celu zwalczania gołoledzi powoduje niestety, przyspieszoną korozję nadwozi samochodowych.

Znajomość mechanizmu korozji i czynników wpływających na jej szybkość umożliwia stosowanie różnorodnych czynników zabezpieczających wyroby stalowe przed korodującym działaniem środowiska. Do najważniejszych z nich należą:
đ Niemetaliczne powłoki ochronne. Zadaniem powłok niemetalicznych jest izolowanie powierzchni metali od dostępu tlenu i wilgoci. Konstrukcje stalowe (np. mosty) maluje się farbami olejnymi i lakierami, a niekiedy nakłada minię, smołę lub asfalt. Naczynia z blachy stalowej i żeliwa pokrywa się emaliami. Narzędzia i trące o siebie części maszyn można chronić jedynie przez nałożenie warstwy smaru. Skuteczną lecz drogą metodą jest pokrywanie wyrobów metalowych cienką warstewką tlenku. Niektóre metale, wśród nich glin, samorzutnie pokrywają się na powietrzu warstwą tlenku, który chroni metal przed dalszą korozją. Zjawisko to jest nazywane pasywacją.
đ Metaliczne powłoki ochronne z metali o niższym od żelaza potencjale standardowym. Przez zanurzenie w ciekłym metalu, natryskiwanie lub osadzanie elektrolityczne uzyskuje się powierzchnię ochronną, izolującą metal od wpływu wilgoci i powietrza. Nawet jeśli powłoka ulegnie uszkodzeniu, do roztworu nie będzie przechodziło żelazo, tylko metal tworzący powłokę.

to co jest tu zawarte jest wiedzą chemii którą podano mi w technikum czyli nic nowego, a pomagajacego

"Natchniony' przesyłką Władysa (niżej) chciałbym bardziej szeroko wyjaśnić problem o którym w temacie.
Często zastanawiamy się nad tym, dlaczego np. wędzonki wyszły kwaśne, czarne i podłe w smaku. Jedną z przyczyn, może być zjawisko pirolizy drewna (suchej destylacji drewna) w wedzarniach o słabym ciągu i braku dopływu świeżego powietrza podczas procesu wędzenia.
Za onetem:
"Piroliza drewna, sucha destylacja drewna, drewna destylacja rozkładowa, termiczny proces rozkładu drewna bez dostępu powietrza, przeprowadzany w retortach ogrzewanych gazami spalinowymi.
Produktami pirolizy drewna są: węgiel drzewny, gaz drzewny (zawierający tlenek węgla(IV), tlenek węgla(II), metan i wodór), destylat wodny (zawierający kwas octowy, metanol, etanol i aceton) oraz smoła drzewna (złożona z homologów fenolu, kreozotu, gwajakolu, terpentyny, paku i in. substancji)."

A teraz czas na informację Władysa:
"Uwaga Piroliza !!!
Na samym wstępie chciałbym przeprosić osoby, którym nie odpowiedziałem na komentarze
odnośnie mojej wędzarni ( Bardzo ładna wędzarnia Władysa).



Ale miałem z nią dziwny problem, a nie chciałem odpowiadać dopóki nie wiedziałem o co chodzi. Problem polagał na tym, iż wędliny w czasie wędzenia nabierały okropnego wyglądu i jeszcze gorszego smaku i zapachu.
Pokrywały się czarnym brudzącym nalotem a smak i zapach był taki jakbym do palenia używał ropy naftowej zamiast drewna.
Zdziwiony byłem tym bardziej, że wędziłem w taki sam sposób jak w mojej starej drewnianej wędzarni w której wędliny zawsze wychodziły wspaniale.



Początkowo myślałem że jest to wina drewna - nawet zadałem kiedyś na forum pytanie - czy śliwa smoli ? Ale okazało się że to nie to.
Byłem bliski załamania, gdy sprawdziłem wszystkie możliwe i nie możliwe, sensowne i bezsensowne przyczyny, a problem nie ustępował.
Gdy zrobiłem wszystko co mogłem zrobić (tak mi się wydawało), to zacząłem szczegółowo analizować krok po kroku cały proces wędzenia, i stwierdziłem że ohydny żółty dym - sprawca całego zamieszania, pojawiał się wtedy, kiedy wędzarnia była mocno nagrzana a w palenisku znajdowało się sporo drewna. W tym miejscu zaznaczyć muszę że wędzarnia jest wykonana bardzo starannie i dokładnie (szczelnie!) - łatwo i precyzyjnie można regulować w niej temperaturę.
I tu jest pies pogrzebany – wędzarnia jest zbyt szczelna - zarówno palenisko jak i komora wędzarnicza.
Doszedłem do wniosku że kiedy są spełnione trzy warunki :
- mocno nagrzane palenisko
- w palenisku znajduje się spora ilość drewna
- zamknięte są drzwiczki paleniska (ograniczony dostęp powietrza lub jego brak)
to wtedy zachodzi zjawisko pirolizy (suchej destylacji drewna).
W jego wyniku powstaje m.in: tlenek węgla, metan, wodór, smoła, terpentyna, pak, itp. W mojej stare drewnianej wędzarni piroliza nie występowała, ponieważ palenisko usytuowane w ziemi tak bardzo się nie nagrzewa – w przeciwieństwie do murowanej, wolnostojącej wędzarni.
Aby się pozbyć tego szkodliwego zjawiska, należało zapewnić stały dostęp i przepływ powietrza przez wędzarnię.
Osiągnąłem to wiercąc kilka otworów w drzwiczkach paleniska (tak, aby nawet przez przypadek nie zamknąć go szczelnie), oraz rozszczelniając komorę wędzarniczą (aby zapewnić niewielki, ale stały przepływ powietrza i dymu przez wędzarnię).





Zabiegi te przyniosły oczekiwany skutek. W wędzarni nie daje się już tak łatwo regulować temperatury, ale za to wędliny wychodzą wspaniałe (po tych modyfikacjach, wędziłem już trzy razy i zawsze było super).
Mam nadzieję że moje doświadczenia (i kupa zmarnowanego mięsa) pomogą innym kolegom zadymiaczom uniknąć podobnych problemów (i zmarnowanego mięsa).
Osoby jeszcze zainteresowane danymi na temat wędzarni i altany proszę o kontakt pod tym adresem: wgierak@plusnet.pl
Z dymnym pozdrowieniem
Władys"

I tutaj warto skorzystać z materiałów, które podsyłalismy studentom, a które dotyczyły zamontowania w komorze tzw. trzeciego szybra.
Więcej informacji na ten temat, znajdziecie tutaj http://www.wedlinydomowe.com/wedzarnie/R6.18.pdf

Specjalne jogurty, napoje mleczne, soki, sery i tabletki - wszystko pełne cudotwórczych probiotyków. Mają pomagać na wszystko: ratować zdrowie, wzmacniać odporność, poprawiać samopoczucie. Czy naprawdę?

Słowo probiotyk pochodzi od greckich słów „pro”, czyli „dla” oraz „bios” – „życie” - dla życia. Terminu tego używa się wobec wyselekcjonowanych szczepów żywych bakterii, które po spożyciu wykazują korzystny wpływ na zdrowie człowieka.
Powszechnie stosowanymi probiotykami są bakterie należące do rodzaju Bifidobacterium i Lactobacillus. Niestety, w stanie naturalnym występują w niewielu pokarmach. Dlatego producenci nabiału i produktów mlecznych sztucznie dodają je do swoich wyrobów. Czy warto jeść żywność zawierającą probiotyki?

Jolanta Jawor

Opinia na TAK wg dr n. medycznych Leszek Marek Krześniak

Stosowanie probiotyków jest bardzo sensowne. Jest takie medyczne powiedzenie „Śmierć zaczyna się w jelitach” i wiele w nim prawdy. To w jakiej „formie” są nasze jelita wpływa bowiem nie tylko na pracę układu pokarmowego, ale na kondycję całego organizmu. Produkty przemiany materii bakterii m.in.:

* stymulują układ odpornościowy
* usprawniają perystaltykę jelit
* hamują namnażanie patogennych bakterii i zmniejszają ilości toksyn
* łagodzą objawy nietolerancji laktozy
* skracają czas trwania biegunki przez przywrócenie prawidłowego składu flory bakteryjnej jelit
* łagodzą skutki chemioterapii i radioterapii nowotworów
* niektóre szczepy probiotyczne (Lactobacillus rhamnosus) mogą zmniejszać częstotliwość powtarzania się infekcji bakteryjnych i grzybiczych pochwy
* mają także wpływ na obniżenie cholesterolu.

Probiotyki są niezbędne dla właściwego funkcjonowania całego organizmu. Nie należy przyjmować ich incydentalnie np. tylko po antybiotykoterapii lub przy dysbakteriozie powstałej z innych przyczyn. Sprawdzone, pewne probiotyki warto włączyć do codziennej diety. Dobrze jest przyjmować je w formie produktów mlecznych. Zagrożeniem dla probiotycznych drobnoustrojów jest bowiem kwaśne środowisko żołądka, a także żółć i enzymy trawienne wydzielane w dwunastnicy. Przyjmowanie probiotyków w tej postaci zmniejsza ryzyko ich wyginięcia przed dotarciem do jelit.

Opinia na NIE wg doc. dr hab. Małgorzata Kozłowska -Wojciechowska, Warszawski Uniwerstyet Medyczny

Wmawianie zdrowym ludziom konieczności spożywania produktów określanych jako probiotyczne jest absurdem. Wszystkie te marketingowe hasła to wielkie nieporozumienie. Producenci prowadzą między sobą wojnę na tzw. „zdrową żywność”. Reklamują swoje produkty jako ”zawierające probiotyki”, a powinny tam być dokładnie wymienione szczepy bakterii. Samo określenie „żywe” jest mylące - są setki bakterii powstających w procesie fermentacji mleka, nie posiadających żadnych właściwości. Wygraną w tej marketingowej bitwie stanowi klient. I, niestety często daje się złapać.
Tymczasem nie należy probiotykom, jako żywności, przypisywać żadnych medycznych działań. Przywiązywanie się do reklamujących taką żywność haseł jest błędem. Gdyby wszystkie te profilowane, probiotyczne produkty faktycznie działały - nie byłoby chorych. Stan naszej flory bakteryjnej poprawia około 5 do 10 miliardów żywych bakterii dziennie, tymczasem w sztucznie podrasowanych produktach trudno o takie ich wartości.
Nie musimy pić tych „specjalistycznych” jogurtów i napoi mlecznych, by utrzymać się w dobrym zdrowiu. Zdrowy tryb życia i jedzenia powinien nas skłaniać do sięgania po produkty jak najmniej modyfikowane. Naturalny kefir, naturalnie zsiadłe mleko i maślanka – od dawna są przecież elementem diety człowieka i stanowią doskonałe - naturalne właśnie - źródło korzystnych bakterii. Dodatkową ich zaletą jest fakt, że każdy może wybrać to co najbardziej mu odpowiada i stosować w codziennej diecie.

źródło: http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie,777_780.htm

Witam. Od kilku miesięcy obserwuję to forum a teraz znalazłam chwilkę czasu i chciałabym się podzielić swoimi doświadczeniami. Podobnie jak u kilku osób które tu pisały moje problemy ze zdrowiem trwają już ‼latami”... Obeszłam, a raczej objeździłam wielu lekarzy z marnym skutkiem. Wiele razy (przy każdej zmianie lekarza) miałam robione badania kału i krwi które nic nie wykazywały (co najwyżej wyszły lamblie i to też nie zawsze !!! – pomimo, że badanie było robione testem immunoenzymatycznym). Nawet przy tak nieprzyjemnych objawach jak stałe nudności, biegunki, stany podgorączkowe, nocne poty i wiele innych byłam dla lekarzy okazem zdrowia, wysyłali mnie do psychologa, kazali uśmiechać się do siebie w lusterku (autentycznie !!!) ....itp. Zaczęłam od konwencjonalnego leczenia chemią – metronidazol, tinidazol,..., potem zioła O.Grzegorza, leki homeopatyczne, bioenergoterapeuci. Jeżeli występowała poprawa to na krótko. Po ‼zwiedzeniu” wielu gabinetów na Śląsku pojechałam do Warszawy do przychodni Vega Medica – znów dostałam kupę leków chemicznych które niewiele pomogły... Dowiedziałam się tylko, że wiele moich objawów (nudności, zatkany nos, zatoki, swędzenie...) mogą być związane z alergią na pokarmy (głównie jaja i mleko), którą u mnie stwierdzono. Po odstawieniu tych produktów rzeczywiście nastąpiła poprawa – ale o wyleczeniu nie można było powiedzieć. Udałam się do poradni alergologicznej gdzie wiekowy prof..dr habilitowany stwierdził na podstawie testów skórnych (!!!) że nie mam alergii pokarmowej bo u dorosłych takie alergie nie występują....
Następnie pojechałam do dr Janusa – przez 9 miesięcy przyjmowałam preparaty przez niego przepisane i rygorystycznie przestrzegałam diety przeciwgrzybiczej (oczywiście wykluczyłam jaja i mleko i produkty w których one występują). Znowu efekt nie był taki jakiego mogłabym się spodziewać.
Dopiero przy następnej wizycie (pomiędzy wizytami była przerwa – urodziłam dziecko) została wreszcie po wielu latach postawiona właściwa diagnoza za pomocą aparatu Mora – oprócz lamblii i grzybicy – glista. Niestety było już za późno dla mojego dziecka...Zmarło wcześniej na białaczkę. Teraz jestem pewna, że przyczyną jej choroby były pasożyty...
Dr. Janus na pasożyty kazał zażyć zentel. Nie odczułam żadnej różnicy przed zażyciem i po... Za to postanowiłam spróbować pestek z dyni. Na początku były to pestki łuskane chińskie. Po 3 dniach jedzenia po ok. 5dkg dostałam totalnej biegunki z wymiotami. Potem jeszcze kilka razy przeprowadzałam jedzenie pestek w dużych ilościach - za każdym razem kończyło się strasznymi biegunkami. W międzyczasie zażywałam Paraprotex, piłam zioła.
Na przełomie sierpnia i września przeprowadziłam 2- tygodniową kurację Siemionowej. Brakowało mi w książce informacji o samopoczuciu podczas kuracji (przez pierwsze 2-3 dni czułam się osłabiona, potem czułam się bardzo dobrze) oraz jak często można stosować tą kurację. Może ktoś wie ????
Po każdej kuracji ‼pestkowej” a także po kuracji Siemionowej czułam się znacznie lepiej – zaczęłam lepiej spać, wróciły siły, znów mogę jeść miód (jeszcze podczas kuracji musiałam zrezygnować z picia zbitnia bo po miodzie kręciło mi się w głowie, wszystko mnie swędziało, nie mogłam się skupić, a następnego dnia rano było mi niedobrze)

Niestety mam wrażenie, że pomimo, że nastąpiła duża poprawa nie wszystkie robaki zostały zlikwidowane. Od kuracji Siemionowej w każdą sobotę do południa jem pestki z dyni (najwięcej udało mi się zjeść 12-13dkg – potem robi mi się strasznie niedobrze i więcej nie mogę) - kilka razy skończyło się to biegunkami, raz z wymiotami. Ile pestek z dyni jesteście w stanie zjeść naraz ???

Teraz zakończyłam I kurację (rozszerzoną) nalewką z orzecha preparatami Medi Flowery. Na początku kuracji było trochę lepiej, pod koniec nastąpiło pogorszenie samopoczucia ale nic ze mnie nie ‼wyszło”.
Próbowałam też aparatów zapper i jestem przekonana, że p.Lilianna Bondarczuk Elmborg ma rację twierdząc, że nie wszystkie pomagają a niektóre mogą wręcz szkodzić !!! Na własnej skórze przekonałam się, że po stosowaniu aparatów zakupionych na allegro zaczęły boleć mnie zęby (nie mogłam jeść nic kwaśnego, np. jabłka, kiszonej kapusty) i zaczęły wypadać mi plomby co oznacza, że aparat zlikwidował nie tylko chorobotwórcze bakterie ale również te ‼dobre” w tym przypadku w jamie ustnej. Nie wiem czy drogie aparaty polecane przez Medi Flowery są rzeczywiście warte tych pieniędzy i nie dają efektów ubocznych. Może ktoś ma jakieś doświadczenie z tym aparatem ?
Jak długo może trwać takie leczenie z glist ? Czy znacie lekarza/zielarza który się na tym naprawdę zna ?

Witam i pozdrawiam serdecznie!!!

TeSa nie wiem czy mózg potrafi się zregenerować, czy korzysta z obszarów dotychczas ?leżących odłogiem?.
Jedno natomiast wiem na pewno, bo doświadczyłam tego ?namacalnie? opiekując się swoją mamą, jest to osiągalne.
Oczywiście jak tylko natrafię na stosowną wiedzę naukową, chętnie się z nią podzielę, tak jak to zrobiłam teraz w przypadku kurkumy.
Póki, co pocieszający jest dla mnie fakt, że dla chorych ich opiekunów, nie ma większego znaczenia to w jaki sposób organizm upora się ze schorzeniem, byle się uporał!!!
Nie czytałam o metodzie profesora Tombaka, ale sądzę, że w przypadku tak poważnej degradacji organizmu, każda metoda oczyszczania pomaga osiągnąć poprawę zdrowia.
Będzie miło jeżeli znajdziesz czas i ją przybliżysz, ułatwiając tym samym już i tak trudne zadanie, jakie stoi przed opiekunami chorych, bo to głównie na ich barkach spoczywają ?obowiązki?.
Ja po latach walki ze skutkami niczym niepowstrzymanej choroby, znalazłam pomoc poprzez zastosowanie diety, diety zgodnej z grupą krwi (odciążenie organizmu ze szkodliwego działania niestosownych lektyn pokarmowych) i diety dr. Budwig, diety opartej na zbawiennym działaniu NNKT (Omega 3 i Omega 6). Wprowadzeniu do menu szerokiego spektrum antyoksydantów zawartych chociażby w serwowanych warzywach.

Dzisiaj kontynuuję temat lucerny i roli jaką spełnia w poprawie i utrzymaniu zdrowia.

Polecam artykuł: Acidoza-zakwaszenie organizmu, zamieszczony pod adresem: http://konior.eu/zakupy-on-line/acidoza-%E2%80%93-zakwaszenie-organizmu/.

Oto wyjątki z niego:
(?)Im bardziej pożywienie różni się od naturalnego, tym większe jest niebezpieczeństwo zaburzenia równowagi organizmu tzw. homeostazy i wystąpienia kwasicy. Jeśli jemy w większości przetworzone produkty, dużo białka zwierzęcego, cukru i jego przetworów, a za mało warzyw i owoców, to możemy być niemal pewni, że mamy zakwaszony organizm. Również przewlekłe choroby, infekcje grzybicze, bakteryjne czy wirusowe, zaburzenia czynności nerek, trzustki, powodują wzrost kwasowości organizmu tzw. acidoza. W takich przypadkach konieczne jest odkwaszenie organizmu.
Zakwaszenie tkanek i brak równowagi w organizmie, według najnowszych badań jest przyczyna większości chorób, począwszy od pospolitego trądziku, poprzez alergie, wszelkiego rodzaju stany zapalne, choroby serca, aż do nowotworu włącznie.
Środowisko kwaśne podrażnia nerwy współczulne, co powoduje poczucie dyskomfortu, ból, coraz większy stres, pogłębienie depresji i wiele chorób im towarzyszących typu stwardnienie rozsiane, Parkinson, Alzheimer, skleroza, choroby psychiczne, z wszystkimi towarzyszącymi temu konsekwencjami (?)

(?)Odkwaszenie organizmu jest bardzo ważne, pomogą nam w nim doskonałe suplementy diety: lucerna siewna (?)

Życzę wszystkim miłego, spokojnego wieczoru .

Amelie możesz mieć za niski poziom hemoglobiny ..

Morfologia w ciąży

Badanie morfologii jest jednym z istotniejszych jakie wykonujesz w ciąży, ponieważ w ogromnym stopniu informuje o tym jak funkcjonuje cały Twój organizm i czy sprawnie działają jego mechanizmy obronne. Dzięki niej łatwo zauważyć rozpoczynającą się anemię i określić jej przyczynę (czy powstała na skutek niedoboru kwasu foliowego, witamin z grupy B czy żelaza), jak również wykluczyć inne przyczyny dla których jesteś np. senna czy osłabiona (stan taki najczęściej wiąże się z obniżonym stężeniem hemoglobiny, co z kolei wpływa na niedotlenienie i wywołuje powyższy skutek). Poszczególne wyniki morfologii, które byłyby poniżej normy nie muszą od razu oznaczać czegoś nieprawidłowego, gdyż mogą być charakterystyczne dla Twojego organizmu i nie powinnaś się nimi martwić. Lekarz zawsze patrzy na morfologię w ogólnym ujęciu opierając się na wcześniejszych badaniach i etapie ciąży na którym się znajdujesz. Morfologia w normie:

HEMOGLOBINA (Hb, HGB) – 11,5-13,5G/DL; gdy wynik jest poniżej normy najprawdopodobniej masz anemię z powodu niedoboru żelaza,
HEMATOKRYT, (Ht) – 37-52%; jego wartość zależy od liczby wszystkich elementów morfologicznych krwi; kiedy jest niższa mamy do czynienia z niedokrwistością wyższa zaś informuje o odwodnieniu organizmu,
ERYTROCYTY inaczej KRWINKI CZERWONE (E, RBC) – 3,5-4,5 MLN/&micro;L; wynik niższy niż norma może być spowodowany zbyt małą ilością spożywanego kwasu foliowego bądź witamin z grupy B. W związku z fizjologią ciąży rejestruje się czasowe zmniejszenie się ich liczby,
ŻELAZO CAŁKOWITE – 60-150 &micro;G/DL wynik nie mieszczący się w normie to podstawowy i najczęściej spotykany powód anemii ze względu na to, że żelazo jest kluczowym elementem hemoglobiny

Żelazo i hemoglobina wiążą i przenoszą tlen
Trzeba wiedzieć, że większość ustrojowego żelaza jest składnikiem hemoglobiny specyficznego białka zawartego w erytrocytach, którego funkcją jest przenoszenie tlenu. Hemoglobina, dzięki usytuowaniu w niej żelaza wiąże tlen w płucach i rozprowadza po całym organizmie. Pewna części puli żelaza występuje też w mięśniach, gdzie wchodzi w skład mioglobiny - białka przechowującego i przenoszącego tlen wewnątrz komórki. Żelazo jest również składnikiem niektórych enzymów biorących udział w procesach utleniania.

Wchłanianie żelaza
Najlepszym źródłem żelaza są wątroba oraz chude czerwone mięso (polędwica wołowa, cielęca). W pokarmach pochodzenia zwierzęcego około 40% żelaza występuje w łatwo przyswajalnej postaci hemowej (mioglobina, hemoglobina). Jednak jego ogólna przyswajalność z pokarmów wynosi tylko około 20%. Bardzo niska jest bowiem przyswajalność żelaza z roślin, gdzie pierwiastek występuje w postaci trudno przyswajalnej, niehemowej. Chociaż przeciętnie w diecie na dobę spożywa się około 20-30 mg żelaza, jednak tylko ok. 10 % - tj. 2-3 mg ulega wchłonięciu z jelit. Wchłanianie żelaza potęguje kwas askorbowy i odpowiednio kwaśne pH, obfitość pewnych białek, itp.

Warzywa liściaste, zielone, szpinak, brokuły, fasolka itp...
Zelazo dobrze się wchłania z wit..c

Ang. Dihydrogen monoxide (monotlenek diwodoru), w skrócie DHMO jest bezbarwny, bezwonny, nie ma smaku i zabija corocznie nieprzeliczone tysiące ludzi. Większość tych zgonów jest spowodowana niezamierzonym wprowadzeniem DHMO do płuc, lecz niebezpieczeństwa związane z tą substancją nie ograniczają się do przypadków inhalacji.
Przedłużony kontakt z zestaloną postacią DHMO powoduje rozlegle zniszczenia tkanek. Objawy spożycia DHMO mogą obejmować nadmierne pocenie się, zwiększenie ilości oddawanego moczu, a nawet zaburzenia samopoczucia, nudności, wymioty i zaburzenia równowagi elektrolitycznej organizmu. Pozbawienie dostępu do DHMO oznacza dla osób uzależnionych pewną śmierć.

Monotlenek diwodoru:
- jest niekiedy określany jako kwas protonowy i jest głównym składnikiem kwaśnych deszczów,
- przyczynia się do zwiększenia efektu szklarniowego na Ziemi,
- może być przyczyną poważnych poparzeń,
- współuczestniczy w procesach erozji gleb,
- przyspiesza korozję i rdzewienie wielu metali,
- może spowodować awarię urządzeń elektrycznych,
- zmniejsza skuteczność działania hamulców samochodowych,
- został wykryty w komórkach nieuleczalnych nowotworów złośliwych,

Zanieczyszczenie osiągnęło rozmiary epidemii!
Duże ilości monotlenku diwodoru zostały znalezione we właściwie wszystkich strumieniach, jeziorach i zbiornikach współczesnej Ameryki. Ale skażenie nie ogranicza się do jednego kraju i przybrało zasięg globalny: substancje te znaleziono nawet w lodzie Antarktydy. W dolinach wielkich rzek DHMO powoduje niekiedy zniszczenia idące w miliony dolarów.

Pomimo zagrożeń, DHMO jest wciąż używany
- jako rozpuszczalnik i czynnik chłodniczy w przemyśle,
- w reaktorach jądrowych,
- w produkcji pianek z tworzyw sztucznych,
- jako opóźniacz zapłonu
- na wiele sposobów podczas okrutnych doświadczeń na zwierzętach,
- podczas rozprowadzania pestycydów; nawet po starannym spłukaniu otoczenie pozostaje zanieczyszczone DHMO,
- jako dodatek do "szybkiej żywności" i innych produktów żywnościowych.

Fabryki zrzucają odpadowy DHMO do rzek i oceanów i nie udaje się tego w żaden sposób powstrzymać, ponieważ ta praktyka jest wciąż legalna. Wpływ DHMO na dziką przyrodę jest również przeogromny i nie wolno nam tego dłużej ignorować.

Ten horror trzeba powstrzymać!
Niestety, rząd amerykański odmówił wprowadzenia zakazu produkcji, rozprowadzania i stosowania tej niebezpiecznej substancji chemicznej powołując się na jej "ważność dla stanu gospodarki narodowej". Faktycznie, marynarka i inne organizacje wojskowe prowadza eksperymenty z DHMO i projektują kosztujące miliardy dolarów urządzenia do kontrolowania i wykorzystania DHMO podczas wojen. Setki wojskowych instytutów wojskowych otrzymują całe tony DHMO za pomocą skomplikowanych instalacji podziemnych. Wiele z nich przechowuje zapasy DHMO do używania w przyszłości. Jeszcze nie jest za późno!

Zacznij działać TERAZ by uniemożliwić przyszłe skażenia. Dowiedz się więcej o tym niebezpiecznym związku chemicznym. To, czego nie znasz, też może zaszkodzić tobie i innym na całym świecie
Monotlenek diwodoru (ang. dihydrogen monoxide, w skrócie DHMO) – technicznie poprawna, ale niestosowana nazwa wody, wymyślona na potrzeby serii mistyfikacji, mających na celu pokazanie skutków ignorancji naukowej.

Na przestrzeni dziesięcioleci, na potrzeby kolejnych żartów z tej serii stworzone zostało wiele petycji i witryn internetowych (np. http://www.dhmo.org), które opisywały zagrożenia i negatywne skutki środowiskowe powodowane przez ów związek chemiczny: erozja gruntów, niszczenie zabytków, przyspieszanie korozji metali, istotna rola w procesach cieplarnianych. Monotlenek diwodoru był też wskazany jako główny składnik kwaśnych deszczów oraz wielu niebezpiecznych odpadów przemysłowych; podkreślano, że przypadkowe wdychanie nawet niewielkich ilości substancji może prowadzić do śmierci, a postać gazowa często powoduje poważne oparzenia. Pisano także, że substancja ta znaleziona została w tkankach nowotworowych u wielu pacjentów.

Petycje nawoływały do zdecydowanego odzewu i sprzeciwu wobec produkcji i wykorzystania DHMO - zależnie od staranności z jaką były przygotowane osiągały mniejszy lub większy sukces.


DHMO znaleziono rowniec w moczu i kale. I wyszlo na to ze to bardzo śmierdząca sprawa
Niezle

"To, czego nie znasz, też może zaszkodzić tobie i innym na całym świecie" - niewiedza zawsze byla szkodliwa

<center>DHMO = MONOTLENEK DIWODORU = H20 = WODA</center>