Wyniki wyszukiwania dla zapytania: przyczyn sięgania po narkotyki

Temat na tym forum 1000 razy już wałkowany, ale dobrze przygotuję dłuższe ad vocem.
Tak na szybko. Zwracam uwagę że USA nie są i nie były jedynym krajem z powszechnym dostępem do broni, reguły dostępności made in USA też nie są jedyne. Broń były do niedawna powszechnie dostępna w krajach Zachodniej Europy (w niektórych nadal jest). Obecnie w Europie jest znacznie więcej ograniczeń - i zgadnij kiedy popełniano więcej przestępstw ?
By daleko nie sięgać broń była powszechnie dostępna w II RP - toż tam się musiały chyba nieustanne jatki dziać.
Sytuacji jaka była w IIRP nie można w ogóle przyrównywać do sytuacji obecnej - choćby dlatego, że wtedy była inna mentalność ludzka i nie było tak zuchwałych i bezwzględnych przestępców jacy są obecnie, też przestępstw było znacznie mniej. Pisałem już, że żyjemy w dobie narkotyków syntetycznych, więc czubów naprawdę nie brakuje.
Przyczyny tego, że obecnie jest więcej przestępstw wcale nie leżą w tym iż jest utrudniony dostęp do broni i bandyci przestali się obawiać - przyczyny te są bardziej złożone i zapewne opisanie ich wymagałoby oddzielnej monografii.


GhostNet- jakby Ci to powiedziec zeby Cie nie zranic... Jak ktos jest uzalezniony od alkoholu to jest alkoholikiem. A jezeli jest uzalezniony od narkotykow to jest narkomanem (czyli jezeli ktos cpa to znaczy ze jest cpunem - po prostu)
Nie wiem czego tu nie rozumiesz.

Mradu nie zrozumiales sensu mojego ostatniego postu. Chodzilo mi o to ze alkohol, narkotyki czy papierosy tak samo prowadza do uzaleznienia tylko inaczej sie to nazywa i tak: narkomania, alkoholizm itd. Jezeli mowimy o uzaleznieniu to jest juz to choroba wiec mowienie ze ktos uzalezniony jest slaby to nie jest zbyt trafne. Dla mnie slabe sa osoby ktore nie siegaja (np pierwszy raz) zdajac sobie sprawe z konsekfencji po narkotyki czy alkohol aby uciec od problemow. Potem dopiero sie uzalezniaja a wiec sa chorzy. Choroba to nie slabosc. Jesli chodzi o tego cpuna to moze dlatego ze nie lubie tego slowa. To tak jakby ktos na chorego czlowieka alkoholika powiedzial zul mimo tego ze nie lazi brudny po miescie, spi po bramach i nie prosi o 20gr na wino. Mam w rodzinie alkoholika i nie nazwal bym go zulem z tych wlasnie przyczyn. Kurde ale sie rozpisalem mam nadzieje ze teraz mnie zrozumiales.

To tak samo jak z tym, że gry wywołują agresję.

BADANIA STATYSTYCZNE NIE MOGĄ BYĆ TENDENCYJNE!

Ludzie nie wchodzą do szkoły z karabinem bo grają w strzelanki. Wchodzą bo mają problemy z rodziną/seksualne/społeczne/ inne i wszystkie wymienione jednocześnie.

Wiele osób które sięgają po narkotyki, w tym zioło, pochodzi z nizin społecznych, środowisk kryminogennych, poddawani są presjom przez swoje środowisko itd. Nie spotkałem się z rzetelnymi badaniami wskazującymi na to, że marihuana jest bezpośrednią przyczyną tego typu zachowań. A tylko w takim przypadku mogło by być to argumentem za delegalizacją.

Mamy delegalizować czerwone mięso, sporty ekstremalne, wychodzenie na dwór w brzydką pogodę itd. bo ma to negatywny wpływ na nasze zdrowie?

No i czemu mamy godzić się na to, że jakiś buc-ignorant mówi nam co mamy robić? Fuck him.

Żeby zrozumieć co to narkotyki i legalizacja to trzeba pojechać do Holandii, tam legalnie sobie w kafejce usiąść na świeżym powietrzu i skręcić blanta, a i Pan Policjant podpali skręta jak będzie trzeba... żyć nie umierać. Po co w Polsce (kraju kwitnącej nieprawości) legalizować, jak można wsiąść w samochód w Polsce i wysiąść w Amsterdamie. Problemu nie ma, a od dawien dawna- kto palił- będzie palił, kto nie zapalił będzie mówił że to jest bebe i ogólnie uzależnia, a prawda jest taka że wszystko to zależy od psychiki. Jeżeli człowiek traktuje to jako relaks, raz na jakiś czas i nie ma z tym problemów to nie będzie wciągał kreski - bo lubi to co robi i ogólnie chillout, a jeżeli jest słaby psychicznie to zaczyna sięgać po inne gówno jak hera, amfa, pigułki- nie wiedząc jaki domestos czy pur jest domieszany razem z badziewiem. Marihuanę przynajmniej palisz- wiesz co palisz- a jak pójdzie dobrze to sam wyhodujesz-jak marchewkę w ogródku, a tabletki sam nie zrobisz, a co za tym idzie- nie wiesz co jest w środku i co to z Tobą zrobi.

A co do szkodliwości to na początku marihuana była uznawana za środek leczniczy i nikt się z tym nie sprzeczał, teraz ludzie wymyślają że to takie złe i niedobre, a papierosy i alkohol, więcej wyrządziły złego niż narkotyki (może dlatego że nigdy nie były zalegalizowane).

Jedno jest pewne- jestem przeciwny legalizacji w Polsce, a to z prostej przyczyny: połowa Polaków ma sieczkę zamiast mózgu i skończyłoby się na tym że 10 latek zamiast pierwszego papierosa, paliłby pierwszego blanta i nasze społeczeństwo poszłoby do rynsztoku.


Przyczyn cięcia się jest tak wiele,
Jak wiele jest osób sięgających po żyletkę,
Przypalających się papierosami czy parzących kwasem...
Najczęściej powodem są wydarzenia z dzieciństwa,
Które doprowadziły do zaburzeń w sferze emocjonalnej...
Może to być doświadczenie przemocy,
Opuszczenia albo bardzo wymagające
Lub też zbyt opiekuńcze środowisko rodzinne...
I tej rany na emocjach czasem nie daje się wyleczyć...
Wtedy sięga się po każdy sposób pomagający uśmierzyć ból...
Mogą to być narkotyki, alkohol, cięcie się żyletką...
Samookaleczenie jest więc jedynie wierzchołkiem góry lodowej...
Należy pamiętać, że jest to tylko objaw, który maskuje
Poważne zaburzenia (włącznie ze schizofrenią).
Samookaleczenie powoduje podniesienie poziomu endorfiny we krwi,
Czego następstwem jest zniesienie uczucia bólu,
Poprawa samopoczucia, czasem aż do euforii
Oraz zniesienie stanu napięcia...
Poprawa jednak nie trwa długo,
Więc szybko potrzebne jest następne cięcie i kolejne...
Pojawia się mechanizm uzależnienia...
Ponieważ endorfina powoduje ulgę,
To chce się jej coraz częściej, w każdej sytuacji stresowej...
I jest to uzależnienie równie niebezpieczne
Jak alkoholizm czy narkomania...
Dlatego osoby, które nałogowo się tną,
Muszą leczyć się tak samo, jak inni uzależnieni...
Szanse na samodzielne wyrwanie się z nałogu są raczej niewielkie...
Nie wystarczy obiecać sobie:
>>Od dziś przestaję<< - trzeba poradzić sobie z tym wszystkim,
Co doprowadziło do samookaleczania się...

jasne że sa zmiany w psychice. jeżeli ktoś pali hurtowo i nałogowo to trudno żeby ich nie było.


Bzdura - sluchanie profesorow i lekarzy mija sie z celem, trzeba to przezyc samemu i poznac temat by wystawic wiarygodna opinie!

Na nic nie ma zasady w zyciu, tym bardziej w narkotykach. Wszystko rozbija sie o taka ilosc przyczyn wypadkowych, ze nie da sie okreslic sztywnych ram jak uzywki dzialaja na konsumentow. Osobiscie znam wiele osob, ktore pala dzien w dzien i sa normalnymi osobami, bez "przerytego beretu" - wspolny mianownik to jednakowoz normalna rodzina bez patologii. Ludziki z problemami czesto sa bardziej podatni i wpadaja w problemy, upatrujac sobie narkotyki jako wyjscie z sytuacji i wtedy wlasnie zaczynaja sie psychiczne zmiany ...

Osobiscie pale papierosy od 8 lat - jestem nalogowym palaczem ale do dzis bez symptomow odstawienia. Moge nie palic tydzien ale z wlasnego wyboru, wiem jednak ze nie rzuce calkowicie. Inni budza sie i siegaja po fajke - ja pale wtedy gdy uznam za stosowne. Kwestia psychiki/wmowienia sobie pewnych rzeczy/myslenia/swiadomosci konsekwencji itp ... Kazdy reaguje/podchodzi do zycia inaczej.

Reasumujac? Nie bedzie konkluzji - wszystko jest dla ludzi. Narkotyki dla ludzi odpowiedzialnych (chociaz moze byc to paradoksem bo jak odpowiedzialna osoba moze sie lapac za uzywki) sa jak najbardziej ok i popieram - czyjas wola/czyjes zycie. Idioci niech zostana w swoim szarym swiatku a jak sie uzaleznia i beda obwiniac caly swiat zamiast poszukac przyczyny w sobie to niech zdychaja ...

justine: zdefiniuj mi, co to wg ciebie znaczy "problem z narkotykami"

czy wypalenie sobie 3 jointów w ciągu pół roku to już "problem z narkotykami"?

z dziećmi chodzi o to, żeby je wpierw starać się wychować tak, żeby raczej nie sięgały po narkotyki - a nawet jeśli już to zrobią - to żeby robiły to w miarę rozsądnie (wbrew opiniom niektórych, jest to możliwe). tak samo rozsądnie, jak można sięgać po alkohol, czy papierosy (a określenie "rozsądnie" oznacza w tym przypadku: "żeby się nie uzależnić", bo oczywiście niszczenie sobie płuc takie do końca rozsądne nie jest - ale to już inny temat).

zresztą dzieci to dzieci - podlegają jurysdykcji rodziców. dzieci kupujące wódkę w sklepie też nie są normalną rzeczą. mimo to nikt nie zabrania sprzedawać ludziom alkoholu powyżej 18 roku życia.

ja nie traktuję ludzi, jak bezmózgie kukły, które nie wiedzą, co dla nich dobre, a co złe, choć w pełni na to niektórzy by zasługiwali. nawet bóg dał ludziom wybór między dobrem, a złem, między życiem a śmiercią. i dał wolną wolę. za głupotę się płaci, a paradoksalnie czasem głupota może wiele nauczyć.

Z jednym ale, alkohol jest zalegalizolwany raczej z przyczyn kulturowych. Wino bylo już w czasach kiedy żył Jezus i wcześniej jeszce. Stał się niejako symbolem.

konopie indyjskie zapewne też nie pojawiły się na ziemi znienacka ok 50 n.e...

czy gdyby w starożytnej palestynie zamiast pić wino, palono "zielone", to dziś marijuana byłaby OK, a wino "be"?

Wiecie zawodowo zajmuję się terapią uzależnień młodziezy i powiem Wam, że najprostszą drogą do wyjścia z nałogu jest chęć osoby uzależnionej do zerwania z nim. Bardzo często cierpią najbliższe osoby a na silę nie jesteśmy w stanie komuś pomóc. I to musimy sobie uświadomić, że nałóg to często problem całej rodziny bo w przypadku alkoholizmu cała rodzina uczestniczy w nałogu... Nie ma nic gorszego niz przykrywanie problemu i kamuflowanie go- ukrywając nałóg pogłębiamy problem.
Wśród młodych ludzi alkohol czy narkotyki są ucieczką przed rzeczywistością albo sposobem na przystosowanie się do środowiska w którym wszyscy ćpają.
Jorguniu jeśli mogę Ci coś poradzić to zaobserwuj z jakich powodów najczęściej sięgasz po papierosa i wtedy zwalczaj przyczynę najpierw czyli to co wywołuje chce zapalenia Powodzenia i wytrwałości

Wiesz ja osobiście uważam że prochibicja rozwiązała by wiele problemów społecznych. Jednak wprowadzenie działającej prohibicji jest nierealne. Alkohol to tez narkotyk, tylko ze legalny.


Rozwiązała nie rozwiązała, ale jakby mnie od browarka odcięli to bym się delikatnie wkurzył

A mi się wydaje, że tobie siętylko wydaje


Nie upieram się przy moim stanowisku. Postaram sie poszukać owej publikacji i wtedy dojdę swojej racji
Z własnych doświadczeń wnioskuję natomiast z całą pewnością że palenie zielska nie jest bezpośrenią przyczyną sięgania po jakies gówna.

Ja czytałem gdzie o tym że jest dokładnie odwrotnie. Swoją droga obecnie jest tak że paląc marihuane jednoczesnie whłaniasz szereg innych narkotyków którymi 'karmiony' bym wcześniej krzak. W taki sposób obecna marihuana jest o ponad 30% mocniejsza niż tak która była hodowana tuz po wojnie. rzecz w tym że obecnie paląc regularnie okazuje sie z czasem że jestes uzależniny od heroiny bo to własnie zawierają obecnie wszystkie 'miekkie narkotyki'.


A to masz słabych dostawców

I nie jest to moja opinia tylko wiedza jaką mi przekazała nadkomisarz z wydziału antyrkotykowego z ponad 20-letnim stażem


A co miał mówić, że marihuana tak naprawdę nie szkodzi tak bardzo jak papierosy czy alkohol? On niestety tak musi mówić...

pzdr

Jakie są najpowszechniej używane narkotyki ?

Alkohol i nikotyna w formie papierosów.

Czemu to są najpopularniejsze narkotyki ?

Bo są LEGALNE.

Jeśli wprowadzi się do legalnego obrotu kolejne narkotyki to wzrośnie liczba osób korzystających z nich.

Każda substancja zaburzająca działanie układu nerwowego (a tak właśnie działają narkotyki) jest szkodliwa, bo może doprowadzić do rozregulowania tegoż układu. (Oprócz tego może mieć też inne szkodliwe działania - jak chociażby rak powodowany kancerogenami z dymu (obojętne czy tytoniowego czy z marihuany) )

Im dostęp do narkotyków będzie trudniejszy, a one same będą przedstawiane społeczeństwu jako "diabelski wynalazek" tym mniej będzie amatorów zarzywania.

Zgoda, że część ludzi może sobie od czasu do czasu popalać trawkę czy niuchnąc kokę i nic im się nie dzieje i nie popadają w nałóg - ale jest też wiele osób o wątłej psychice - ludzie mają problemy i żeby poprawić sobie nastrój sięgają po narkotyk... podoba im się i nazajutrz mają znowu marny humor, więc kolejna dawka - oh jakież to przyjemne i jak mi teraz fajnie, no i kolejna działka... Do czego to prowadzi chyba wszyscy wiedzą.

Paradoksem jest tylko to, że mamy 2 legalne narkotyki, które są groźniejsze od wielu innych nielegalnych narkotyków i są one przyczyną ogromu nieszczęść.

Liczę, że w przyszłości cywilizacja będzie dążyła raczej do delegalizacji alkoholu i nikotyny niż do wprowadzania nowych substancji psychotropowych do legalnego obrotu.

Buźka !


główna przyczyna niewoli człowieka. Lęk, jaki człowiek odczuwa w kontaktach
z innymi ludźmi, lęk, aby umiec zacząć rozmowę, żeby wyjść z zamknięcia się
w sobie, lęk
przed  kompromitacją, ośmieszeniem się - to wszystko alkohol jakby
paraliżuje i człowiek wtedy staje się "odważny" jak
prysłowiowy lew. Dla wielu ludzi jest to jedna z głównych przyczyn siegania
po alkohol. Alkohol stanowi więc coś w rodzaju psychicznej podpórki, bez
której człowiek czuje się, jakby był niepełnosprawny, nie potrafi własciwie
sie zachowac, nie potrafi sie smiac, szczerze rozmawiac.....bo dławi go
strach, lęk i obawa - które dopiero pod wlywem alkoholu udaje sie na chwile
zagłuszyc.

Jeszcze inna sprawa jest odpowiedzialnosc za wlasne decyzje i czyny. Wlasnie
kiedy gdy czlowieka przygniata ciezar odpowiedzialnosci, jesli stoi w
obliczu jakichs trudnych zadan, a jego psychika jest slaba i nie potrafi
podejsc odpowiedzialnie do sytuacji, jaka zaistniala, nie potrafi wziac na
siebie calego ciezaru odpowiedzialnosci. Wtedy to szuka latwego i dostepnego
srodka pozbycia sie tego ciezaru mocno doskwierajacemu mu dnie jego

odpowiedzialnosci i ciezaru, ktory sie z nia laczy. Jest to przyslowiowe
"zalewanie robaka".
Jest jakis wyrzut sumienia, jakis niepokoj, cos mi przypomina w glebi mojej

jakas decyzja, i chce zagluszyc to w sobie, bo nie mam w sobie dostatecznych
sil moralnych, psychicznych, by sprostac temu zadaniu. I znowu siega sie
wtedy po alkohol, zeby zrzucic z siebie odpowiedzialnosc.

To wszystko wiaze sie z falszywym pojmowaniem wolnosci czlowieka, jako
synonimu nieodpowiedzialnosci, nieskrepowania, nieograniczenia zakazami,
niepodporzadkowania sie nikomu i niczemu. Jezeli czlowiek tak pojmuje
wolnosc, to wtedy juz tylko maly krok dzieli go od szukania przezywania
wolnosci na drodze latwo dostepnej, jaka jest wlasnie alkohol czy inny
narkotyk.

Rinaldo


No to idąc dalej należałoby zalegalizować morderstwo - w końcu zniknęłyby nielegalne morderstwa. Wiem o co Ci chodzi, ale tak jak napisałem, aborcja czy morderstwo to troszeczkę inna sprawa niż narkotyki. Tutaj rzecz się dzieje pomiędzy co najmniej dwoma istotami ludzkimi, gdzie jedna chce pozbawić życia drugiej, takiej, która nie ma nawet możliwości się bronić. To można łatwo na gruncie prawa naturalnego (własności) uzasadnić. Narkotyki zaś szkodzą temu, kto ich zażywa. A sięga się po nie z własnej woli.


Jak widać wyciąganie prawnych wniosków z twierdzenia "owoc zakazany smakuje najlepiej" prowadzi do absurdu - takiego jak zalegalizowanie morderstw w imię zmniejszenia ich ilości,albo w imię podjęcia się go przez legalne firmy zamiast mafji :D. Wiadomo wszak,że żadne człowiek normalny nie pali się do płacenia grzywny czy siedzenia w pace - zatem kara odstrasza od danego czynu.
Nalezy zadać sobie pytanie czy od ćpania należy odstraszać- czy ćpanie jest złem. No i Twoja opinia o ćpunach wskazuje,że zgadzasz się ze mną, że jest. Zatem logika wskazuje na to,że ćpanie powinno być karane.
Zarzut 1: Prohibicja w USA
Odpowiedź: Widzisz- to nie do końca taka sama sytuacja - picie alkoholu ma przyzwolenie społeczne i społeczeństwo solidarnie będzie olewać prohibicję. W narkotykami jest inaczej - większość nie akceptuje ćpania i nie przyczynia się do dealowania. Zakaz może być więc skuteczny. Pojawia się tu też kolejny argument przeciw legalizacji - dla wielu to co prawo dopuszcza nie może być złem - więc legalizacja w pewnym sensie zmieniłaby powszechną niechęć do narkotyków.
Zarzut 2: Narkoman szkodzi tylko sobie,więc prawo nie powinno go karać
Wbrew temu: Ale sprzedający i produkujący narkotyki na masowy użytek szkodzi też innym więc już można go karać.

[ Dodano: 2007-11-09, 23:53 ]

Drogi Cruxx, nikt nie zapytał co robili jego rodzice ponieważ z tekstu wynika jasno że nie byli przyczyną jego nałogu. Więc za nim wydasz opinię, to proszę czytaj uważnie: „Moi rodzice byli czujni i pełni miłości. Mam pięcioro braci i sióstr. Chodziliśmy razem do kościoła, moi bliscy nie pili, nie palili, byli przeciwni grze hazardowej, nie cierpieli przemocy czy kłótni w domu. Zdarzały się nieraz problemy, ale w każdym razie moją sytuacją rodzinną nie można wyjaśnić tego, co się stało”.
Jeżeli uważasz że było inaczej, a osoba opisująca swój dom – relacje rodzinne - kłamie, to proszę to uzasadnic i podac fakty które temu przeczą. Być może Ty uważasz, że jego rodzice powinni chodzic z nim do szkoły, siedziec w śmieciach, w każdej szafie i czaic się za rogiem każdej ulicy czy sklepu itd.
Mówisz że najprościej jest zwalic winę na gazetę, a ja Ci mowię że najprościej to udawac że nic się nie dzieje i zwalic winę na rodziców i wrzucic ich do jednego worka. Ludzie po pornografię sięgają w różnym wieku, w szkole, na studiach, w dorosłym życiu. Pornografia jest jak narkotyk, są osoby które przeciwstawią się jej, a są osoby które ulegną i popadną w nałóg pomimo że z domu wynieśli wartości przeciwne pornografii.
Żaden uniwerystet, żadne badanie nie potwierdziły pozytywnego wpływu pornografii na człowiek w jakimkolwiek stadium rozwoju, przeciwnie udowodniono że prowadzi do wzrostu agresji seksualnej. I żebyś nie myślał że badania były przeprowadzane tylko na więźniach którzy dopuścili się przestępstw na tle seksualnym, to wiedz że takie badania przeprowadzano na różnej grupie wiekowej i pozycji społecznej. Więc nauka wg Ciebie też kłamie?
Oki, wiec wskaż pozytywne cechy sprzedaży gazet pornograficznych w sklepach, po proszę o jasną odpowiedź?

Z życia wiem, że dzieciaki pijące od rana i pełzające jak ameby po ulicach miast i wsi to z regóły (choć nie zawsze) właśnie dziaciaki bite w domach. Często są to też dzieci bogatych rodziców, którzy brak czasu dla dzieci rekompensują im baaardzo wysokim kieszonkowym. Taka coraz częściej dzieje się tak, że dzieciak mając problemy czy to w szkole czy w domu niemogąc porozmawiać o tym z rodzicami (z różnych powodów, najczęściej: nie teraz, jestem zajęty/pracuje lub nie teraz bo jestem zmęczony/jest za późno) sięga po alkohol lub narkotyki.

Problem z młodzieżą ćpającą/upijającą się jest bardzo zlożony, a w naszym kraju nic się nie robi w tym kierunku. Zamiast przeciwdziałać przyczynom to większość skupia się na skutkach.

Karać, karać, karać i jescze raz karać. Kurator, izolacja, przeniesienia (do innej szkoły/placówki)

Szkoda, że nikt nie dostrzega złożoności problemu. Wyścig szczurów, oczekiwania, dyskryminacja zaczynająca się już w podstawówce. Jak ktoś jest biedny/średnio zamożny nie ma życia. Ciągłe dążenia do sukcesu za wszelką cenę, bez ogladania się za siebie i na innych ludzi. Gdy widzimy kogoś z problemem to zamiast mu pomóc, my spuszczamy głowę i go omijamy. Później juz nawet tego nie zauważamy...dzieci i młodzież wymaga przede wszystkim zainteresowania i zwrócenia na nich uwagę. Mozliwość rozwoju zainteresowań pewnego wyżycia się w różnych sportach. Tego brakuje, ale tego niewielu widzi. Za to jak dziewczyna z 2,5promila alkoholu we krwi trafi do szpitala to od razu kazdy to widzi. Pierwsza ( i z reguły ostatnia reakcja) UKARAĆ!.

Ja nie mówie o patologiach jak ci licealiści, którzy zabili z nudów. Chodzi o to własnie, aby takim przypadkom zapobiegać. Oczywiście patologii nigdy się nie pozbędziemy.

Tych debili co zabili, trzeba przykładnie ukarać. Jednak Chce zwrócić uwagę na to, że działania dorosłych i rodziców nie powinny się zaczynać i kończyć na karaniu...

Hmmm, dziwne jest to, że nie powiedzieli, iż ludzie regularnie palący po pewnym czasie zaczynają sięgać po coś mocniejszego...

jak nie napisali, jak napisali. poza tym twarde to największe gówno.

Cytat: Nieraz słyszeliśmy, że marihuana to wstęp do twardych narkotyków. Tymczasem naukowcy przeczą tej teorii. Jak więc wytłumaczyć fakt, że część palaczy sięga po inne środki? Przede wszystkim nie powinniśmy demonizować tego zjawiska. W Polsce oszacowanie liczby palaczy jest niemożliwe, ale w krajach, gdzie prowadzi się tego typu badania, okazuje się, że naprawdę niewielki odsetek palaczy próbuje innych narkotyków.
Cały problem polega na tym, że ten niewielki margines, który przeszedł na twarde narkotyki i wpadł w uzależnienie, jest najbardziej widoczny. To właśnie o nich, a nie o zwykłych palaczach trawki mówi się w telewizji i pisze w gazetach. Co więcej, ludzie, którzy po odwyku zerwali z nałogiem, całą winą za swoje nieszczęście obarczają właśnie marihuanę, zamiast przyznać się do własnej głupoty i słabej woli. Niemniej jednak nie można zaprzeczyć, że część palaczy spróbuje "czegoś mocniejszego". Naukowcy z WHO podali dwie, chyba najbardziej prawdopodobne przyczyny takiego postępowania:

* Po trawkę sięgają ludzie, którzy mają wrodzony pociąg do używek i prędzej, czy później, i tak spróbowaliby twardych narkotyków.
* Do zażycia silniejszych środków zachęcają dilerzy, u których palacze zaopatrują się w trawkę. Dla dilera klient uzależniony np. od amfetaminy jest o wiele lepszy niż zwykły palacz trawki, nie zmuszony nałogiem do regularnych zakupów.

O ile w pierwszym przypadku nie można nic poradzić, to w drugim rozwiązanie jest proste - legalizacja. Gdyby marihuana była sprzedawana w sklepach, handlem przestaliby zajmować się dilerzy. W ten sposób oddzielono by ją od twardych narkotyków i palacze nie wchodziliby w kontakt z mafijnym środowiskiem zajmującym się ich sprzedażą. Takie założenie przyjęto w Holandii i jak widać, nie było ono błędem. W 1976r. gdy zezwolono na handel marihuaną w "coffeeshopach", około 10% osiemnastolatków miało kontakt z twardymi narkotykiami. Od tego momentu wskaźnik ten zaczął szybko spadać, a ostatnio Holendrzy zamknęli największy ośrodek leczenia heroinistów z powodu... braku pacjentów. Co ciekawe, samo spożycie marihuany wcale nie wzrosło tak znacznie, jak można było się tego spodziewać (dziś średnio co czwarty Holender przyznaje, że spróbował w swoim życiu trawki).

Najbardziej niepokojące jest to, że nasze dotychczasowe działania profilaktyczne, polegające na zakazywaniu, mogą okazać się bardziej szkodliwe, niż wolny dostęp do marihuany!

Ja wtrace jesli marihuana byla by nieszkodliwa to nie bylo by takich restrykcji, wszedzie nielegalna. Byc moze ta antypropaganda ma na celu oszustwo i rezultacie dopuszczenie do obrotu.


Pamiętaj o jednym: świat jest jedną wielką wiochą, w której rządy obecnie mają Stany. W interesie ich koncernów farmaceutycznych, utrzymywania własnych służb i innych przyczyn jest globalny zakaz. W Ameryce Południowej, w wielu krajach, w których faktycznie rządziły marionetkowe rządy osadzane przez CIA prawo było zmieniane tak, jak im pasowało. W tamtych krajach nie było problemu narkomanii, tubylcy palili trawę tak jak my jemy dziś chleb, zażywali kokę itd. Dzięki uczynieniu problemu z uprawy konopi stał się to ogromnie dochodowy interes na bazie którego urosły mafie - zresztą powiązane z CIA (udowodnione jest współpraca tych służb z mafią, która miała zlikwidować choćby Castro a wielu mniej znanych południowoamerykańskich polityków załatwiła na zamówienie).

Nie wykluczam, że zwolennicy trochę koloryzują. Zresztą na forach
można poczytać trochę innego widzenia. Kto pali na okrągło, dzień
w dzień może mieć problemy z pamięcią. Ale to tak samo jak z alkoholem - jeśli ktoś codziennie się wstawia przez lata to w końcu nędznie kończy. Pijąc od czasu do czasu małe ilości przy okazji jakichś uroczystości wątroby też sobie nie zniszczysz!


Czytalem ksiazke dzieci z dworca zoo , praktycznie kazdy zaczyna od miekkich.


Dzięki wrzuceniu mj do jednego worka z amfą, koką i innymi
twardymi narkotykami tak jest. Ten sam diler ma w ofercie to i tamto
i podsuwa: a może spróbowałbyś tego...? Diler nie handlowałby mj gdyby była ona legalna, a jeśli już nie chodziliby do niego klienci tylko dla niej. W ten sposób nagania się potencjalnych nowych klientów, którzy nie sięgnęliby po twardy narkotyk.


Gdyby marihuana nie dawala takiego kopa to wszyscy woleli by alkohol, po co siegac po cos innego, no wlansie to chbya na tym polega, alkohol nie dziala tak silnie jak marihuana i nie daje takich odlotow. Jest latwiejsza do spozycia w ilosciach wybranych jednorazowo, bardziej kusi, latwiej uzaleznia.


Od końca - nie ma dowodów, że uzależnia.
Alkohol - tak.
Po alkoholu człowiek czuje się w określony sposób, nie jest w stanie wiele robić, jest po prostu niezdatny do pracy. Tu się z tobą zgodzę
- mj daje silniejsze odloty, są one pozytywne, radosne, nie jak w przypadku alkoholu ciężkie zwały potocznie zwane kacem.


Jesli przestępstwa i wykroczenia narkotykowe były by surowo karane, dużo mniej osob sięgało by po narkotyki.


no co ty chyba alkohol jest największą przyczyną wypadków a nie narkotyki ile to będzie? 50% w Polsce?


Nie boj sie, przyjdzie kolej i na Ciebie. Dbaj raczej zeby cos pozytywnego
zdzialac do tego czasu.


A co ja biedna ryba, mogę zrobić w pojedynkę ?? ;-(
Każdy tylko, kurcze, patrzy na mnie.

| Nie wiem, o jakich komunistach piszesz, [...]
| to na pewno nie ci z ortodoksyjnego betonu.

Mialem na mysli zadziwiajaco zgodne wypowiedzi obu stron po smierci Tischnera.


Czyli pozytywnie, jak mysli innych zdaja sie byc ponadczasowe, ponad
podzialami faktycznymi, czy tez wymyslonymi dla wlasnych potrzeb.

| Nie znasz widzę sprawy - byłem tam, rozmawiałem z ludzmi,

Znam sprawe powiedzialbym osobiscie - tzn. znam Gore i sporo osob z jego
duszpasterstwa. Oczywiscie ze nie sa to ludzie wyciagnieci z marginesu.


Upieram sie przy swoim - widzisz to, co organizator chcial osiągnac,
wizualny efekt, widowisko typu swiatlo i dzwięk, pare minut w mediach,
propaganda. Prawdziw robota polega mimo wszystko na postulowanej juz
wielokrotnie pracy od podstaw, wyciaganie dzieciakow ze srodowiska
biedy i beznadziei, braku perspektyw. Tak wyszydzani komunisci
probowali cos w tym kierunku zrobic - bezplatne i obowiazkowe
szkolnictwo, szkoly wiejskie, domy kultury, obowiazek pracy -
cokolwiek. Rozne byly skutki, rozne przyczyny takich dzialan.
Ale mialo to sens i nie sluzylo tylko do pomnazania szeregow.

Sa to
ludzie ktorzy byc moze zamiast do marginesu trafiaja do dominikanow.


Powtarzam: to nie jest ta grupa ludzi - oni by trafili do Zielonych,
ekologów, Pracowni Istot Zywych, czy podobnych pro.
Margines dokladnie olewa takie imprezy.

W kwestii
takich rzeczy jak alkohol, narkotyki, przestepczosc to przepraszam ale gadanie o
"wyciaganiu" ludzi stamtad to zwyczajne pieprzenie naiwniakow (albo spryciarzy
ktorzy chca na tym zrobic polityczny lub gospodarczy interes).


Mam odmienne zdanie - są efekty, tylko praca jest żmudna, mało w tym
wszystkim jest fajerwerków i czasu na antenie. Czesto nawet ludzie
zwiazani zawodowo z kk ma na tym polu sukcesy, choc najmniej pomocy od
swoich pracodawcow, bo to wlasnie jest bardzo niepopularne, nie
przynosi rozglosu ani pieniedzy.

Jaki %
narkomanow, alkoholikow, przestepcow daje sie wyciagnac z tego bagna? Jak to
kiedys ktos zgrabnie powiedzial, moznaby to policzyc na palcach reki
emerytowanego pracownika tartaku ;-)


A taki, jaki sie do tego wlozy wysilku, pieniedzy, zaangazowania,
popularyzacji, zblizy do zrodla.

W tej dziedzinie liczy sie ZAPOBIEGANIE i
to akurat doskonale robia wszelakie duszpasterstwa.


Chce zaprotestowac takiemu gadaniu ! Duszpasterstwa siegaja juz po
powiedzmy uksztaltowana materie, to ten przedzial wiekowy, który lada
moment moze przyniesc jakies wymierne korzysci. Nie bierze sie za
prawdziwe zapobieganie, czyli siegniecie po dzieciakow ogladajacych co
dzien rodzicow chlejacych, klocacych sie i tlukacych na tle 10
oznakowanych przez muchy katolickich dewocjonalii.

| Tylko ta otoczka imprezy - żywcem zdjęta z capstrzyków partyjnych

I o to chodzi :-)
Czyms trzeba ta mlodziez przyciagnac i jaki-taki porzadek utrzymac. A ze nie
kazdemu to odpowiada? Przeciez sa tez inne duszpasterstwa.
[...]
Piotr


Jakos tak to wszystko bierzesz za bardzo czarne-biale, przyznam sie
bez bicia, ze dostrzegam w tym wszystkim za duzo finezyjnych
niuansików co powoduje iż mowiac skrotowo "nadajemy na innych falach"
A nie chce mi sie tego wszystkiego po kolei wykladac na lawe, no coz -
lenistwo i zycie czesto spaceruja pod reke ;-(

FreeMen




| NIkt nikogo kijem nie popycha do narkotykow. To jest osobista
| decyzja.
Przykro to stwierdzic, ale wylazla z Pana kompletna ignorancja.
Wedlug Pana, bossowie narkobiznesu, zarabiajacy setki milionow
dolarow na niszczeniu tysiacom ludzi zdrowia i zycia - nie sa za
nic
odpowiedzialni??


Zaraz, zaraz, odpowiedzialni to sa ale czy to oni niszcza zdrowie
ludziom?, oni sprzedaja im tylko produkt do "niszczenia zdrowia" (nie
oznacza to ze ich popieram!!!). Proponuje  zamknac producentow
tusipectu, aviomarinu, butaprenu (w szczegolnosci!). Producenci
czerpia zyski z utraty zdrowia! (chyba wie Pan, ze do niedawna byly
to poza "kompotem" podstawowe narkotyki w Polsce?, a i dzisiaj to
biora...) Jak widac dostep do narkotykow zawsze bedzie, a do brania
ich nie namawiaja bossowie, tylko najczesciej koledzy.

Watpie, czy widzial Pan kiedys (poza filmem) narkomana, probowal z
nim szczerze porozmawiac, albo zrozumiec przyczyny siegniecia po
narkotyk.


Nie wiem czy Pan Slawek widzial, ale u mnie codziennie spi ze dwoch
na klatce, a ok godz 6-7 rano zawsze mozna zobaczyc liczna grupke
podazajaca na "sniadanie". To samo wieczorem. Porozmawiac jest raczej
ciezko, bo "na trzezwo" staraja sie unikac spotkan, a na haju
niewiele czlowiek zrozumie. A tak na martginesie to podziwiam pana,
ze potrafil pan _szczerze_ porozmawiac z narkomanem. Bo szczerze to o
tym problemie rzadko mowia nawet z dobrymi kolegami (wstyd? - nie
wiem)
Przyczyny. Ze znanych mi przykladow jest to: namowa, ciekawosc,
ewentualnie niechec do wylamanie sie z towarzystwa ( to rzadziej, bo
kto na prawde nie chce ten nie wezmie, a kto wezmie, ten i tak by
wzial, predzej czy pozniej...)
Nigdy natomiast nie spotkalem sie z najpopularniejsza przyczyna
("madre" artykuly w np. Halo) "klopoty w szkole - domu", moze cos
takiego i jest ale nigdy o czyms takim nie slyszalem.
A nawiasem mowiac to jak rodzice nakryja synka to takie wytlumaczenie
jest najwygodniejsze, bo wspolczucie i poczucie winy... zawsze lepiej
niz "wiesz tato wzialem bo Zdzisiek mowil ze jest super!"

Moj kolega przewodniczy stowarzyszeniu, ktore stara sie pomagac
narkomanom, zwlaszcza nieletnim.


To sie chwali bo pomocy nigdy za wiele, przeciez oni sa poprostu
chorzy... nie nalezy ich ganic za blad po fakcie.

Gdyby Pan choc przez piec minut
porozmawial z dziesieciolatkiem, ktory narkotyzuje sie od
siodmego-osmego roku zycia, to nie wyglaszalby Pan publicznie
podobnych bredni.


A czy sadzi pan, ze ten osmiolatek bral kokaine, czysta amfetamine,
moze heroine?
Bo hyba raczej takimi narkotykami zajmuja sie bossowie.
Prawdopodobnie byl to klej, rozpuszczalnik moze, powtazam _moze_
marihuana, ale o nia osmiolatkowi juz trudniej.

Przepraszam ze tak dlugo, ale staram sie pokazac, ze to jednak oni
sami sa sobie winni (w przypadku tak malych dzieci - rodzice).
Bossowie zarabiaja na ich glupocie, braku wyobrazni. Bo gdyby nikt
nie bral to zdechli by z glodu.
Pozdro!


----------



Temat: Narkotyki, bylo: SMIERC LADY D ...
Data: 10 września 1997 23:44

| bossowie narkobiznesu, zarabiajacy setki milionow
| dolarow na niszczeniu tysiacom ludzi zdrowia i zycia - nie sa za
| nic odpowiedzialni??

Zaraz, zaraz, odpowiedzialni to sa ale czy to oni niszcza zdrowie
ludziom?, oni sprzedaja im tylko produkt do "niszczenia zdrowia"
(nie
oznacza to ze ich popieram!!!). Proponuje  zamknac producentow
tusipectu, aviomarinu, butaprenu (w szczegolnosci!). Producenci
czerpia zyski z utraty zdrowia!


Latwo stawia Pan znak rownosci pomiedzy legalnymi producentami lekow,
 a szefami grup przestepczych.  Coz za smiala ekstrapolacja!!
Obawiam sie jednak, ze mocno Pan przesadzil.

Jak widac dostep do narkotykow zawsze bedzie, a do brania
ich nie namawiaja bossowie, tylko najczesciej koledzy.


Z czego widac??   Z obecnosci na rynku kleju butapren??  Po pierwsze,
to nie jest narkotyk, co najwyzej srodek halucynogenny. Po drugie,
bossowie nigdy nie "namawiaja", od tego maja oplacanych przez siebie
ludzi.

| Watpie, czy widzial Pan kiedys (poza filmem) narkomana, probowal
z
| nim szczerze porozmawiac, albo zrozumiec przyczyny siegniecia po
| narkotyk.

Nie wiem czy Pan Slawek widzial, ale u mnie codziennie spi ze dwoch
na klatce, a ok godz 6-7 rano zawsze mozna zobaczyc liczna grupke
podazajaca na "sniadanie". To samo wieczorem. Porozmawiac jest
raczej
ciezko, bo "na trzezwo" staraja sie unikac spotkan, a na haju


Zawsze Pan tak trywializuje problem, czy tez faktycznie nie moze Pan
zrozumiec, o co mi chodzi??  

A tak na martginesie to podziwiam pana,
ze potrafil pan _szczerze_ porozmawiac z narkomanem. Bo szczerze to
o
tym problemie rzadko mowia nawet z dobrymi kolegami (wstyd? - nie
wiem)


Dziekuje za podziw, ale zapewniam, ze kazdego na to stac. Trzeba po
prostu umiec tak rozmawiac, aby ktos drugi sie "otworzyl".  Nie jest
to latwe, ale nie jest takze niemozliwe. Mnie moze dlatego jest
latwiej, ze umiem sluchac, a oprocz tego "z niejednego pieca chleb
jadlem", co pomaga w zrozumieniu innych.

Przyczyny. Ze znanych mi przykladow jest to: namowa, ciekawosc,
ewentualnie niechec do wylamanie sie z towarzystwa ( to rzadziej,
bo
kto na prawde nie chce ten nie wezmie, a kto wezmie, ten i tak by
wzial, predzej czy pozniej...)


Te przyczyny da sie krotko zdefiniowac jako glupota. Wzniosla odmiana
moze byz naiwnosc.

Nigdy natomiast nie spotkalem sie z najpopularniejsza przyczyna
("madre" artykuly w np. Halo) "klopoty w szkole - domu", moze cos
takiego i jest ale nigdy o czyms takim nie slyszalem.


Aby uslyszec, trzeba albo poznac wyniki analiz socjologicznych i
psychologicznych tego srodowiska, albo chociaz szczerze porozmawiac z
kilkoma narkomanami - oczywiscie nie wtedy, gdy sa "na haju".

| Gdyby Pan choc przez piec minut
| porozmawial z dziesieciolatkiem, ktory narkotyzuje sie od
| siodmego-osmego roku zycia, to nie wyglaszalby Pan publicznie

A czy sadzi pan, ze ten osmiolatek bral kokaine, czysta amfetamine,
moze heroine?
Bo hyba raczej takimi narkotykami zajmuja sie bossowie.


Nie, to byla polska specjalnosc - kompot.  Nie twierdzilem, ze to
zajecie "bossow", chociaz w polskich realiach kiedys tym sie
zajmowali.

Przepraszam ze tak dlugo, ale staram sie pokazac, ze to jednak oni
sami sa sobie winni (w przypadku tak malych dzieci - rodzice).
Bossowie zarabiaja na ich glupocie, braku wyobrazni. Bo gdyby nikt
nie bral to zdechli by z glodu.


To, ze glupota i brak wyobrazni jest zazwyczaj pra-przyczyna
"brania", nie usprawiedliwia "bossow", ani tez nie czyni ich nader
zyskownego zajecia aktem strzelistej milosci blizniego. Swiat nie
jest czarno-bialy, wiec i prawda zazwyczaj lezy posrodku. Narkomani
czesciowo sa winni, ale znacznie wieksza wina obciazyc nalezy wlasnie
bossow i dealerow przestepczych grup, zarabiajacych fortune na ich
nieszczesciu.

Pozdrawiam serdecznie:)))

==  Ryszard  Zajac, posel na Sejm R.P.
== niezalezny kandydat do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej
== z wojewodztwa katowickiego
============================  http://zajac.wybory.pl/

==  http://www.silesia.top.pl/~zajac/



Niechybnie to co pisze Melisa tzn. zachowania,z pewnoscia jest to nalog.


Nazwanie czegos nalogiem to NIE jest ROZWIQAZANIE PROBLEMU.

Sama doswiadczylam, kilka takich przypadkow.


Znaczy sie sama bylas? czy tez ktos byl?

Niestety ludzie pija z roznych powodow, jest to w pewien sposob ich
ucieczka, od codziennych ich problemow.


Co do tego, ze jest to ucieczka calkowita zgoda. Jezeli jednak mowisz o
wielosci powodow, dla ktorych ludzie pija to znaczy, ze NIE chcesz zagladac
wglab mechanizmu przyczynowo-skutkowego, ktory prowadzi czlowieka do alkoholu.
Slizgasz sie po powierzchni zagadnienia bo tak wygodnie. To tak jak siedzac na
szczycie korony chorego drzewa zastanawiac sie dlaczego ono choruje ale
rownoczesnie nie chciec zaglebic sie do korzenia tlumaczac jeno, ze taki teraz
swiat, pelno robactwa i chemikaliow. A moze JEDYNA PRZYCZYNA choroby drzewa
znajduje sie w ziarnie, z ktorego wyroslo. No i oczywiscie ziarna tego juz nie
ma bo... wyroslo z niego drzewo. Pozornie wiec zniknela PRZYCZYNA a
postrzegalne sa tylko jej SKUTKI co wcale nas nie zwalnia z obowiazku  jej
odnalezienia po to tylko by wyleczyc drzewo, ktore jest naszym domem.

Aby moc pomoc takim ludzia, trzeba najpierw znalezdz przyczyne ich picia.


Nie inaczej.

Dlaczego, to robia, lub przy jakiej sytuacji siegaja po alkohol.
W ten sposob mozna troche w zaleznosci jak bardzo ta osoba jest uzalezniona,
zapobiec dalszemu piciu.


NIe ma znacxzenia JAK BARDZO osoba jest uzalezniona. JEST uzalezniona i jej
uzaleznienie przejawi sie w taki lub inny sposob, bardzo trudny do rozpoznania
dla niedoswiadczonego i NIESWIADOMEGO obserwatora. A NIESWIADOMY obserwator to
ten, ktory NIE zna JEDYNEJ ORZYCZYNY uzaleznien. Uzaleznienie alkoholowe to
tylko MUTACJA uzaleznienia emocjonalnego dziecka od rodzica/ow. I wpierw nalezy
poznac dokladnie mechanizm uzalezniania dzieci przez rodzicow by mozna bylo
mowic o LECZENIU alkoholikow i innych uzaleznionych. Probowaniem, ze moze
pomoze to a moze tamto, bez JEDNOZNACZNEGO rozpoznania PRZYCZYNY i mechanizmu
wspomaga sie tylko proces UKRYWANIA uzaleznienia, zacierania sladow po
"mikroskopijnej psychicznej dziurce",. ktorej nie sposob zalac ani alkoholem,
ani narkotykami, ani jedzeniem, ani tez perwersjami seksualnymi. MOzna popelnic
samobojstwo ale to tez NIE rozwiazuje problemu tylko wskazuje, ze problem nadal
ISTNIEJE.

Rozwiazan trzeba szukac w ZAKAZOWEJ metodzie wychowawczej, ktora produkuje w
sposob systematyczny dzieci niewolniczo uzaleznione od ich rodzicow, a
szczegolnie od matek.

Same rozmowy, moga niechcacy pogorszyc dana sytuacje, gdyz nikt nie chce by
go nazywali alkoholikiem, nawet jesli nim jest, i gdzies tam w srodku zdaje
sobie z tego sprawe.


Dlatego u kazdego uzaleznionego nalezy uruchomic mechanizm, ktory zmusi go do
AKTYWNEGO dzialania w kierunku samoprzemiany, w kierunku uwolnienia sie od
nalogu. Oczywiscie, ze nastepstwem takiego lancuszka moze byc zarowno
uwolnienie sie od nalogu jak i smierc, ale czyz nie jest tak wlasnie, ze zycie
osobnika uzaleznionego jest powolnym samobojstwem, w ktorego trakcie rozsiewa
mon jeszcze bardziej uzaleznienia na otoczenie NIE dostarczajac ROZWIAZANIA?
Produkuje wiec jeszcze wiecej uzaleznionych NIE dajac nic w zamian?

Z wlasnej praktyki wiem, ze wystarczy osobie uzaleznionej wskazac JEDNOZNACZNA
PRZYCZYNE uzaleznien a zacyna samodzielnie dzialac na rzecz uwolnienia sie od
nalogu. Pierwej jednak to sam terapeuta (ktory jest tak samo uzalezniony
"dzieki" metodzie wychowawczej, ktora go stworzyla jako jednostke spoleczna)
musi sam ZAAKCEPTOWAC PRZYCZYNE oraz MECHANIZM  rozprzestrzeniania sie
uzaleznien i przemocy, gdyz uzaleznieni sa tylko zmutowana przemoca
emocjonalna.

Beata.


LeoTar


ale niestety czasami lecisz w
dokladnie taki belkot, jak to robili moi znajomi w chwilach kryzysu.


Daj przyklad, daj fragment zebym ci mógl wytlumaczyc.

wiec uwazaj, bo ci sie czakra zatka jak bedziesz dalej mnie osadzal.
btw. bardzo ciekawych rzeczy was tam ucza. jednych mozna osadzac,
drugich nie. niezle to sobie poustawialiscie.


"niezle to sobie poustawialyscie, siostry". A jak.

| twoja agenda jest dla mnie niejasne. Tak samo niejasne sa dla mnie
| intencje wszystkich tych niedokonczonych nihilistów,  którzy
| propaguja "swiatlo i dobro"

slowo nihilizm/sta, bo bedzie wstyd jak zaczne po tobie jezdzic na
okolicznosc nieznajomosci slow, ktorych uzywasz.


Mam nadzieje, ze nie bedziesz za kazdym razem swojego lenistwa w
wyciaganiu wniosków zaslanial slownikiem. Np. egzystencjonalisci
albo wyznawcy Nietzschego albo jak w  tym konkretnym kontekscie -
satanisci podpadaja pod kategorie "niedokonczonych nihilistów".
Czyli ludzie wyzjnajacy filozofie, której zasady poprowadzane
konseketnie doprowadzialby do filozofii nihilizmu.

| a jednoczesnie niszcza instytucjonalne
| podstawy jego krzewiania jak miedzy innymi Kosciól Katolicki czy w
| ogóle atakuja cnoty moralnosci i poswiecenia innym.

cnoty moralnosci. facet! bo zaraz spadne z krzesla.


Ktos kiedys wpoil zasady moralne Tobie i mnie. I zorbiono to
instytucjonalnie i KK sie wydatnie do tego przyczynil. Jest to w
kontrascie do "staran" wielu ruchów new age w których ukryci
stanisci, uzywaja skrzywionych pojec "swiatla i "dobra" jako
narzedzia walki z "ciemnoscia" i "zlem". Cos jak Harry Potter vs

oczywista manipulacja, bo obaj reprezentuja zlo, poprzez swoje
metody, oparte na demonach i magii szkodzenia.
Nawiasem, najskuteczniejsza bronia przeciw zlu jest milosc,
jednak trza byc mocnym, aby o tym wciaz pamietac. Ja tam jestem
malutki, dlatego mozemy sie gryzc :).

| Trzeba sobie
| zdawac sprawe satanisto,
i twoja czakra ani drgnela? na jakiej podstawie wysnules wniosek, ze
jestem satanista? cos z konsekwencja wyznawanych przez ciebie zasad
jest mocno nie ten teges.


Twoja odpowiedz nawet mnie nie zdziwila w kontekscie filozofii,
która nie nakazuje przyznawania sie do bycia jej wyznawaca a jedynie
jej propagowania -czyli satanizmu. Mocno Ci to pasuje, pomijajac Twoja
zdeklarowana kiedys na tym formum bliskosc do szatana.

| ze rozwój indywidualny kosztem innnych
| jest slepa uliczka dla rozwoju spolecznego  i wielkim ryzkiem dla
| jednostki. Kto sobie zda z tego sprawe widzi nonsens ideologii
| satanistycznej i sluzeniu tylko sobie, walki z moralnoscia, walki z
| instytucjami, które moga byc sprzymierzencami w walce o rozwój, jak
| np. Kosciól Katolicki.
no to skoro taka jest twoja wiedza o satanizmie, to sobie nie pogadamy.


Wiedza... hahaha  Obudz sie czlowieku. Dzisiaj mamy ere informacji.
Wiedza nie jest dzis towarem deficytowym. Nie potrzebuje zadnych
kregów, poziomów stopni, aby przede mna stawiano, aby zdobyc
wiedze. Po prostu po nia siegam i jstem na nia gotwy lub nie. To nie
wiedza jest problemem.
To prawidlowy wybór. Jestem pewine,ze wielokrotnie czytajac to
forum, miales szanse wypowiedziec sie na temat jakis technik
stosowanych w magii albo kogos poprawic, po to aby kogos
bezinteresowanie doinformowac i biles sie z myslami czy to zrobic
czy nie. Ale nie robiles tego, bo filozofia stanistyczna nic nie daje
za darmo. I to jest Twój wybór. Czy filofofia "darmo dostales darmo
oddawaj" zmiescilaby sie jeszcze w Tobie? Chyba tylko dla infomacji
bezwartosciowej... Czy jest to powód dlaczego Twoje posty sa tak
malo informacyjne..?


skoro cie poruszylo to takiej defensywy, ze uciekles sie do wycieczek
osobistych, przyklejania mi nalepki satanisty. nie sadzisz?


Sadze. Bo zboków ("zboczen psychicznych"-rs) bardzo nie lubie.

a zeby bylo wszystko jasne. czy mozesz szczerze powiedziec, ze nigdy
nie experymentowales z narkotykami? <rs


W 100% nie eksperymentowalem. Bo tak sie zlozylo, ze w wieku
nastoletnim poznalem inne metody oparte na mozliwosciach czlowieka a
nie pochodzace od zewnetrznych pomocników. Odjazd mozna zapewnic
sobie serwujac sobie zwykly szok tlenowy pod opieka doswiadczonego
znajomego. Intensywne  oddychanie powoduje niedotlenienie mózgu i w
stanie relaksacji czesto daje halucynacje lub OBE. Nie potrzeba
zadnych narkotyków. Oczywiscie jak kazde OBE moze sie to w
nielicznych wypadkach skonczyc opetaniem wiec znowu nieodzowna
modlitwa i inne srodki ochrony jak swiato, muzyka, dieta siarkowa
(czosnek), kregi, afiramcje, itd w zaleznosci od szkoly...
Opowiedz rs jakie Ty metody stosujesz?


1) Upublicznienie teczek SB
2) Prywatyzacja szpitali
3) Prawo do aborcji
4) Prawo do eutanazji
5) Legalizacja narkotyków "miękkich"
6) Wolność wyznaniowa [tutaj m. in. opodatkowanie kościoła, dobrowolny podatek wyznaniowy, nauczanie religioznastwa, zamiast religii w szkołach (religia jako przedmiot dodatkowy po lekcjach w parafiach)]
7) Zmniejszenie immunitetów poselskich
Likwidacja gimnazjów
9) Zmniejszenie ograniczeń swobody wypowiedzi (zmniejszenie, lub usunięcie kar za naśmiewanie się z danych religii, przedstawicieli polityki)
10) Izolacjonizm na konflikty militarne bezpośrednie nie dotyczące Polski
11) Zaostrzenie kar za przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu i mieniu
12) Wprowadzenie kary śmierci
13) Wprowadzenie przymusowych prac fizycznych na rzecz państwa dla osób odsiadujących wysokie wyroki
14) Legalizacja i opodatkowanie domów publicznych
15) [Temat Tabu] Legalizacja związków partnerskich osób tej samej płci
16) [Temat Tabu 2] Wprowadzenie praw do adopcji dla powyższych par


1. A co za różnica? To co teraz jest i tak już jest tak przerobione, wybrakowane lub sfałszowane że to wszystko gówno prawda. ZAPOMNIEĆ W [ciach] !!
2. NIE - W tych sprawach mam jak najbardziej PRAWDZIWIE lewicowe poglądy, płacisz podatki masz prawo do jak najlepszej opieki medycznej. A jak wiadomo nic co prywatne nie będzie równo traktować biednych i bogatych.
3. TAK - ŚWIĘTE prawo kobiety wybrać, czy chce urodzić czy nie!
4. TAK - bo jak komuś to potrzebne to będzie musiał wydać miliony na wyprawę do Szwajcarii.
5. NIE - to ułatwi dostęp małolatom, debilom i zwiększy chęć sięgnięcia po zabronione twarde.
6. TAK - religia już dawno powinna zostać usunięta ze szkół. A jak ktoś chce to prosze posyłać dziecko do księdza do kościoła i tam indoktrynować.
7. NIE - tylko odebrać im prawo do [ciach] tak jak poseł kurski za konwojem policyjnym na światłach awaryjnych, a opórcz tego myśleć kogo się wybiera.
8. NIE - już zapóźno, teraz znów wszystko reformować i robić biednym dzieciakom wodę z mózgu?
9. NIE - niech się debile uczą że są pewne świętości, których się nie rusza, odrobina purytaństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
10. NIE - a co w dzisiejszych czasach nas nie dotyczy?
11. NIE - nawet i pod groźbą miliarda lat będą dalej robić to co robią, nalezy leczyć przyczyny a nie objawy!
12. NIE - nie ja to życie dałem i nie ja będę je odbierać.
13. TAK - a i owszem, niech się zwraca pobyt takiej mendozy w więzieniu. (swoja dorgą świetny dokument na NGC był jakiś czas temu, o najciężych więzieniach, w jednym z nich w USA pytają dlaczego więźniowie mają stroje w kolorach różowych i jak najszczersza i najprawdziwsza odpowiedź strażnika: bo tego koloru najbardziej nie lubią.)
14. Ktoś kiedyś powiedział że: "ksiądz [ciach] i policjant to ta sama para kaloszy" i wszystkich powinno się opodatkować, poza tym to zawód jak każdy inny.
15. TAK - To nie moja sprawa co ktoś komuś wkłada i gdzie, i innych też nie.
16. NIE - Niestety w tym posranym państwie katoli takie dziecko miało by przesrane życie, w cywilizowanym kraju świata, jak najbardziej.

CytatSzpital dla pijanych dzieci

Z kraju; 2007-11-14 [Polska - Dziennik Bałtycki]

Polskie dzieci piją coraz więcej alkoholu i coraz częściej się upijają. Skala problemu jest tak duża, że w Pomorskiem powstaje pierwszy w Polsce, specjalny oddział szpitalny dla dzieci z zatruciem alkoholowym - donosi Polska - Dziennik Bałtycki.

Chcą go utworzyć toksykolodzy z Akademii Medycznej w Gdańsku, wspierani przez władze samorządowe województwa. Roczny koszt działania kliniki to 2 mln złotych. - Mali pacjenci wymagają kompleksowej pomocy - mówi dr Jacek Anand z kliniki toksykologii Akademii Medycznej. Dodaje, że potrzebne jest współdziałanie lekarzy, psychologów, pracowników socjalnych i policji.

Na razie na Pomorzu, tak jak w innych rejonach kraju, pijani nieletni pacjenci przywożeni są na oddziały szpitali dziecięcych. Trafiają do sal, w których leżą chore maluchy, np. z zapaleniami płuc lub astmą. Tylko najcięższe przypadki trafiają do toksykologów z gdańskiej Akademii Medycznej. To dlatego chcą oni stworzenia dla pijanych dzieci specjalnego oddziału. Roczny koszt jego utrzymania szacuje się na 2 mln zł. Okazuje się, że jest szansa na pozyskanie pieniędzy na kontrakt dla nowej kliniki z Narodowego Funduszu Zdrowia. Na oddział dla dzieci i młodzieży trafialiby pacjenci zatruci nie tylko alkoholem, ale także lekami i narkotykami.

Dzieci otrzymają w szpitalu kompleksową pomoc. - Opiekę nad nimi roztoczy dwóch lekarzy toksykologów oraz psycholog - wyjaśnia dr Ryszard Karpiński z departamentu zdrowia Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego. Psycholog oceni, czy mały pacjent i jego rodzina potrzebują pomocy. Pracownik socjalny zbada warunki w domu dziecka, oceni, czy potrzebne jest wsparcie materialne. Będzie też można liczyć na współpracę policji. Obecnie trwają poszukiwania siedziby dla oddziału. Niewykluczone, że znajdzie się miejsce w jednym z trójmiejskich szpitali.

A taka klinika jest niezbędna. Na oddział doktora Jacka Ananda trafiają najcięższe przypadki. Tylko w ostatni weekend przywieziono tam czterech pijanych 14-latków i 13-letnią dziewczynkę, w której krwi stwierdzono aż 2,7 promila alkoholu.

- Tak pijani dorośli często tracą przytomność, a ta dziewczynka była pełna werwy, choć agresywna - stwierdza dr Wojciech Waldman. - Początkowo myśleliśmy, że przyczyną jej zachowania są narkotyki. Wynik badania krwi wprawił nas w osłupienie. Dziecko pochodzi z porządnego domu, pewnie zabrało wódkę rodzicom z barku.

Ta dziewczynka miała szczęście. Stan niektórych pacjentów, trafiających na oddziały toksykologii, jest bardzo ciężki. Do kliniki toksykologii trafił 12-latek po tygodniowym piciu, ze stężeniem ponad 3 promile alkoholu. Trzeba było podłączyć go do respiratora. W szpitalu odwiedzili go kompletnie pijani rodzice. - Alkohol zabija więcej dzieci niż wszystkie narkotyki razem wzięte - alarmują lekarze.

Młodzi najczęściej upijają się piwem. Objawy zatrucia alkoholem są u nich groźniejsze niż u dorosłych. Dochodzi do głębokiej hipoglikemii (zaburzenia poziomu cukru), co może doprowadzić do uszkodzenia mózgu. Wymioty u dziecka pozostawionego bez opieki mogą zakończyć się zachłyśnięciem i śmiercią. Picie doprowadza też do ryzykownych zachowań (wśród nieletnich ofiar wypadków aż 5 proc. stanowią nietrzeźwe dzieci). Im wcześniej młody człowiek sięga po alkohol, tym łatwiej jako dorosły staje się nałogowym alkoholikiem.

Dziecko pije

Wśród polskich 15-latków aż 68 proc. chłopców i 54 proc. dziewcząt przyznaje, że w ciągu ostatniego roku piło alkohol. Co piąta dziewczyna i 40 proc. chłopców piło w ciągu ostatniego miesiąca. Klinika toksykologii gdańskiej Akademii Medycznej, gdzie trafiają najcięższe przypadki, rocznie przyjmuje na leczenie około setki dzieci w stanie upojenia alkoholowego. Wiek pacjentów to 11-16 lat. Z roku na rok liczba pijanych dzieci systematycznie wzrasta. (Polska - Dziennik Bałtycki)

Nikotyna jest dość silną toksyną działającą na układ nerwowy, i stosuje się ją m.in. w mieszankach z innymi związkami jako środek owadobójczy. Dawka LD50 to ok 50 mg. W niskich dawkach (1-3mg) wykazuje działanie stymulujące, co jest głównym powodem, że palenie papierosów sprawia przyjemność. Nikotyna działa na organizm człowieka na wiele różnych sposobów, gdyż wiąże się trwale i blokuje działanie kilkudziesięciu różnego rodzaju enzymów. W małych dawkach działa ona stymulująco, powodując wzmożone wydzielanie adrenaliny, co powoduje wszystkie związane z tym objawy (zanik bólu i głodu, przyspieszone bicie serca, rozszerzone źrenice itp). W większych dawkach powoduje trwałe zablokowanie działania układu nerwowego, gdyż wiąże się ona trwale z tzw. receptorami nikotynowymi w komórkach nerwowych zaburzając ich metabolizm.

Nikotyna działa przeciwzakrzepowo. W przypadku palenia papierosa nikotyna działa niemal natychmiast po zażyciu (ok. 7 sekund), ale utrzymuje się w organizmie bardzo długo (czas półtrwania wynosi 72 godziny). Wszystko to razem powoduje, że jest ona substancją silnie uzależniającą. Nikotyna uzależnia fizycznie. Jakkolwiek dawki pochłanianie przy paleniu są minimalne, gdyż większość obecnej w papierosach nikotyny ulega spaleniu, wystarczają one do szybkiego uzależnienia.

Nikotyna działa również na ilość dopaminy w mózgu. Jest to kolejny powód dlaczego nikotyna jest uzależniająca. Ludzie palą, aby utrzymać wysoki poziom dopaminy w mózgu. Badania dowiodły również, że nikotyna jest słabym inhibitorem MAO. Ciekawostką jest, że większość (75-90%) ludzi chorych na schizofrenię pali papierosy. Prawdopodobnie wynika to z powodu obniżonego poziomu dopaminy w mózgu schizofreników, którego przyczyną są leki przeciwpsychotyczne.

Cytat:

4live, no powiedziales pare madrych rzeczy:) no ale do wszystkiego sie nie zgadzam.



No to świetnie, tak wiem, że nie ze wszystkim, bo gdyby tak było zdziwiłbym się ;)

Cytat:

A dla mnie to nic innego jak próba wytłumaczenia sobie tego że jesteś nałogowcem. Ale to tylko moje zdanie.



Jak widać nie tylko twoje,a raczej opierające się na pewnego rodzaju stereotypie, z którego już teraz radzę Ci mnie wyłączyć Ok, więc nie tylko tobie rozjaśnię ową wątpliość, o którą raczyłeś mnie posądzić. Pomimo tego, że jestem palaczem=uzależnionym nałogowcem z rodowymi tradycjami, a moja postać unosi się 3 metry nad ziemią otoczona gęstym nieprzeniknionym i zabójczym dla ludzi z innej krainy dymem jestem w stanie z tym żyć wśród innych nawet niepalących, powiem więcej... palenie stało się częścią mojego zycia, swoistego rodzaju tajemniczym rytuałem, który odprawiam co rano gdy przy kubeczku parującej przyjemnie kawy zapalam swojego pierwszego po przebudzeniu papierosa, po którym od wielu już lat odczowam nieprzerwanie przyjemną błogość i satysfakcję dostępną przy tej okazji, a gdy nie daj boże zdaźy się tak, że nie mogę tego uczynić czuję się niekomfortowo, gdyż tak bardzo to lubię Odczówam podobną satysfakcję gdy po ciężkim stresującym zadaniu magicznym gestem sięgam do swej kieszeni by dobyć z niej paczkę 24 płatnych zabójców, z którymi żyję w swoistej symbiozie zawartej na podstawie osobistego paktu z diabłem, który ich zesłał na ziemię abym truł wszystkich nie poddających się tym diabelskim podszeptą oraz siebie z tej okazji najbardziej Coś za coś, jak to w życiu zwykle bywa Oczywiście jestem świadomy tego, że grzeszę, ale nie martwi mnie to, bo taki ukłąda bardzo mi pasuje, wiem że umrę prędzej(być może nawet niebawem, ale akurat ta zależnośc obowiązuje każdego ), ale to również mnie nie martwi, a nawet wciąż wydaje mi się, że to wałśnie niepalący najbardziej starają się mnie zwieść z tej ciemnej ścieżki kierując się chrześcijańską powinnośćią uświadamiania mi niedobra głupty, którą czynie, jednak jest ono dla mnie zbyt przyjemne abym z niego zrezygnował. Na zakończenie, prosiłbym o zachowanie jednak odrobinę zdrowego rozsądku przy porównywaniu palenia tytoniu do zażywania środków odużających typu narkotyki bądź alkohol. Palenie naprawde od 11 lat sprawia mi nieprzerwaną przyjemność i to z pewnością nie ono mnie zdegenerowało lol (palę paczkę dziennie)to raz, a dwa, że osoby nawet bardzo bliskie, z którymi przebywałem/przebywam po osiągnięciu stosownego rozwoju intelektualnego w młodym wieku obecnie są w stanie zaakceptować moje osobiste słabości gdyż takowe akurat posiadam.. . Ci co chcą rzucić palenie oczywiście mają absolutne przyzwolenie na tłumaczenie sobie tego w jakikolwiek sposób wliczając w to wspieranie się radami osób najbardziej obeznanych w temacie lol czyli niepalącymi, cóż ja moge im na to powiedzieć? życzę powodzenia na nowej drodze życia i pokaźnych wynikających z tego tytułu oszczęności wspomagających ich późniejsze chrześcijańskie samozadowalnie lol

Użytkownik "Pawel (Paleo)" <ppaleo@interia.pl> napisał w wiadomości
news:b1at6g$jr9$1@tryton.plocman.pl...
"Krystyna*Opty*" napisał(a):

Dieta optymalna jest dla ludzi mądrych

czyli dla nas ciemnoty (czyli tych ktorzy na DO odnotowali pogorszenie a
nie
poprawe ) nie ma zadnej szansy, nie mamy szans na zycie w szczesciu i bez
chorob; straszne, zalamalas mnie;


Dlaczego ustawiasz siebie w szeregu z ciemnotą? Przecież nie musisz być
ciemny, masz taki sam rozum i wolną wolę jak wszyscy inni, a jaki zrobisz
z tego użytek - to tylko od Ciebie już zależy i to nie jest wina innych.

chwala Bogu ze mi sie depresje skonczyly po rezygnacji z DO bo chyba bym
poszedl skoczyc z 10 pietra;


A propos depresji poczytaj sobie co się dzieje w tym temacie na świecie
i weź także pod uwagę, że ludzie z depresją omawiani w tym artykule raczej
NIE SĄ NA DIECIE OPTYMALNEJ :
http://kiosk.onet.pl/1102854,1,3,242,druk.html

i spróbuj sobie jeszcze raz dokładnie przeanalizować, skąd się bierze
depresja.

Jest taka reklama dr Aetkera: "Jest ci smutno? Zrób sobie budyń".
Jest też inny zalecany "sposób" na depresję: czekolada. Można też sobie
"golnąć jakąś flaszeczkę z procentami", a jeszcze inni aby zagłuszyć własne
psychiczne złe samopoczucie - sięgają po narkotyki. Bardziej "rozsądni" idą
do psychoterapeuty.
Jak widzisz, są różne sposoby na psychiczny makijaż poprawiający nastrój.
Ja swego czasu doświadczyłam i neurastenii, i depresji.
Od 4,5 roku doświadczam permanentnego dobrego samopoczucia i dobrego humoru.
Nawet przeciwności dnia codziennego mnie nie załamują, czarnowidztwo od
dawna jest mi obce, akiedyś płakałam z byle powodu, albo i bez powodu
i zapewniam Cię na podstawie moich własnych doświadczeń - moje obecne
samopoczucie ma ścisły związek z moją obecną dietą, a nie "lekami".
Na to jednak trzeba sobie zapracować: czyli najpierw dokładnie poznać zasady
DO, potem konsekwentnie ich się trzymać i cierpliwie czekać na efekty. Jeśli
po wystąpieniu kilku nieprzyjemnych objawów Ty zaraz się wycofujesz i znowu
zaczynasz sobie dogadzać węglowodanami, ulegając złudzeniu, że dzięki nim
depresja się cofnęła, to znaczy, że niewiele o swoim organizmie wiesz, czyli
za mało przeczytałeś tego, co J.Kwaśniewski do tej pory udostępnił w swoich
publikacjach.
Obawiam się, że Twoja psychika będzie ulegać wahnięciom raz w euforię, a
raz w depresję. Mam pytanie:
1. Jaka była przyczyna Twojego rozpoczęcia diety optymalnej?
2. Od kiedy i jak długo byłeś na DO?

Pozdrawiam
Krystyna

..

Nie wiele jest tam napisane, ale masz:

Pociąg ku śmierci

Leonard Orr upatruje wszystkich czynników destrukcyjnych, mechanizmów autodestrukcyjnych i zła, w tym co nazywa podświadomym pociągiem ku śmierci. Orr praktykując opracowaną przez siebie metode -rebirthing - zdołał się cofnąć pamięcią aż do okresu prenatalnego i okresu porodu, i jak się okazało to podczas porodu gdy dziecko przezywa traumatyczne przeżycia, często koduje się w jego podświadomości pociąg ku śmierci. Żeby to zrozumieć, trzeba zrozumieć najpierw czym jest podświadomość i w jaki sposób działa. Podświadomość koduje odpowiednie wzorce które wynikają z naszych przekonań i według nich prowadzi nas przez życie (można to porównać do wgranego programu komputerowego). Przy czym podświadomość zawsze kieruje się rzekomym naszym dobrem i troską o nas, jednak sama w sobie jest pozbawiona logicznego myślenia! To częśc nas która działa jak wgrany program komputerowy. Tym samym podczas porodu gdy dziecko doznaje niemiłych emocji – a jest to pierwszy jego kontakt ze światem – nabiera przekonania że swiat jest zły, „świat boli”, „świat to płacz i ból” ---- to przekonanie wgrywa się w podświadomość, i stanowi pierwszy program zgodnie z którym dalej człowiek będzie funkcjonował. Jak było źle, strasznie i bolało, to podświadomość może w trosce o nas chcieć nas stąd wyeliminować. Jak to? Ano tak --- skoro tu tyle bólu, to chce nas stąd ratować, uznając że materia to nie miejsce dla nas. Od tego czasu będzie chcieć nas w tym upewnić – materializując wokół nas wydarzenia potwierdzające program – że jest tu źle, że boli, że jest płacz – wszystko po to by przekonać nas że nie warto żyć! (cel: usunąć nas z tego nieprzyjaznego miejsca). To początek tego, co jest źródłem mechanizmów autodestrukcji w nas samych! Od tego czasu w naszym życiu pojawiać się będą co jakis czas- w zależności jak silna drzemie w nas chęć autodestrukcji i jak niską mamy samoocene – wydarzenia mające nas upewnić że nie warto żyć -ŕ każde takie wydarzenie dodatkowo wzmacnia nasze przeświadczenie że jednak naprawde nie warto i w ten sposób robi się zamknięte koło, z którego większość ludzi nie wychodzi już do końca życia. Każde następne nieszczęście lub niemiłe wydarzenie wzmacnia podświadomy program – a to co w podświadomości materializuje się w naszym życiu (zawsze!) ---ŕ to czego sobie nie uswiadomisz, materializuje się w Twoim życiu jako los. Gdy ktoś doświadcza niemiłych sytuacji, obniża się jego samoocena – w skrajnych przypadkach – że jest niegodny, niepotrzebny, nieudany, nielubiany – a to w co uwierzy staje się kolejnym programem w podświadomości – i jak myśli że jest np. nielubiany i niekochany to będzie przyciągał same takie sytuacje i takich ludzi którzy mu to potwierdzą. Powoduje to coraz większe niezadowolenie, niespełnienie i narastającą frustracje z życia, sięgamy po alkohol, narkotyki żeby się znieczulić, a w skrajnych przypadkach nie wytrzymujemy –popełniamy samobójstwo --ŕ wygrywa program z porodu – w końcu nam udowodnił że nie warto żyć!

Jednak naszym problemem nie jest tylko podświadomość, ale także niewiedza! Jak to mówią buddyści – to niewiedza jest przyczyną cierpienia i zła. Bo jak mamy już wiedze jak to wszystko funkcjonuje i jak funkcjonuje nasz umysł i jakie są naprawde jego powiązania z rzeczywistością, to potrafimy nim odpowiedni pokierować. Jak mamy wiedze, możemy przeprogramować negatywny program w podświadomości tkwiący tam od dzieciństwa, na pozytywny. To w co uwierzy podświadomość staje się programem, a to jak wygląda nasze życie – zależy od tego programu --- czy jestem bogaty czy biedny, czy zdrowy czy chory, czy lubiany czy nielubiany, czy odnosze sukcesy czy ich nie odnosze, czy mam pociąg ku śmierci czy go nie mam. Świadoma osoba nigdy nie krzywdzi siebie i innych. A świadoma to taka która ma wiedze.

Autor: Grundman.

Jak skończę pisać ja swoją część artykułu wrzucę tutaj cały tekst jego części(albo założe temat z całym art.).

Widzę, że temat pracuje i zmusza do przemyśleń :) To chyba dobrze, skoro to forum dyskusyjne? Pewnie nie uda mi się odnieść do wszystkich wypowiedzi, zatem spróbuje choć w paru słowach zareagować na te, które odbieram jako pytania do mnie.

...myślę, że powinno się znać to coś, o czym się mówi/pisze.


Jestem tego samego zdania :) Dam pod rozwagę takie pytanie: czy trzeba być chorym na serce, by być kardiologiem? Znam wielu terapeutów o ogromne wiedzy na temat narkotyków, choć nigdy ich nie używali. Sam fakt używania marihuany nie robi z nikogo znawcy tematu. Można wiedzieć wtedy, jak to jest być pod wpływem, ewentualnie: co czuje człowiek juz uzależniony. Pewnie takie „doświadczenie własne” może pomagać terapeucie w zrozumieniu pacjenta – ale na pewno nie może być powodem do uważania się za specjalistę. Nie odważyłbym się podawać za osobę kompetentną w tej dziedzinie na podstawie wyłącznie własnych doświadczeń.

Dlaczego marihuana właśnie stała się tym bardziej potępianym sposobem na regulacje nastroju i stresu?


Osobiście nie zauważam, by ktoś uznawał marihuanę za najbardziej potępiany sposób regulacji nastroju (co byłoby bezzasadne – bo istnieją sposoby bardziej destrukcyjne). Raczej mam wrażenie odwrotne – że wręcz niewiele się mówi o niebezpieczeństwach używania marihuany. Nie przypominam sobie ogólnopolskiej kampanii profilaktycznej, która by o marihuanę choć zahaczała. Może gdzieś lokalnie wygląda to inaczej – w woj. dolnośląskim gdzie mieszkam jednak też takich kampanii nie było – te co były traktowały głównie o alkoholu i o przemocy. Pewnie i słusznie, ale wiedza na temat marihuany wciąż jest u wielu młodych osób niepełna.

Czy Pana zdaniem, zażywanie narkotyków, będąc w pełni świadomym ich zagrożeń i nie popadając w uzależnienie, czy mogą one przynosić więcej korzyści dla używającego, niż ryzyka?


Tak, może tak być przez pewien czas, ale to ryzykowna sprawa, taki świadomy eksperyment na samym sobie. Warto docenić siłę mechanizmów uzależnienia. Nikt nie planuje być uzależniony. Znam wiele osób, które ufały, że przed pojawieniem się kłopotów uchroni je inteligencja czy siła woli – jednak uzależniły się. Kłopot w tym, że nie ma jakiegoś cudownego sposobu na używanie narkotyków w taki sposób, by uniknąć problemów. Ktoś, kto przez długi nawet czas używał narkotyków sporadycznie, może płynnie i niezauważalnie dla siebie przejść do kolejnego etapu: nadużywania czy używania szkodliwego i nałogowego. Nie da się przewidzieć np. w jakim czasie to się stanie, bo zbyt wiele czynników ma wpływ na rozwój nałogu (indywidualna konstrukcja psychiczna, przeszłość, stopień dojrzałości, aktualna sytuacja psycho-społeczna, traumatyczne przeżycia itp.). Podobnie z innymi niż uzależnienie problemami – czyli najczęściej kłopotami dotyczącymi psychiki. I one mogą się pojawić niespodziewanie nawet u chronicznych, „doświadczonych” palaczy. Odpowiem zatem tak: jest oczywiście możliwe, że ktoś w danej chwili ma z używania narkotyków więcej pożytku niż szkody. Natomiast sytuacja osoby podejmującej takie ryzyko nie jest stabilna, ale dynamiczna. Tempo tej dynamiki może być różne u różnych osób, gdyż zależy m.in. od wyżej wymienionych czynników. Nieprzewidywalność tego, jak sprawy sie potoczą, to ryzyko jakby wpisane w używanie narkotyków.

Zbiorczo odniosę się do poruszanej przez kilku forumowiczów kwestii legalności/nielegalności. Czy legalność spowodowałaby, że osób mających problemy z powodu używania marihuany by przybyło, czy ubyło? Nie umiem zgadnąć. Znam argumenty pro- i antylegalizacyjne. Obie strony wydają sie mieć swoje racje. Nie zajmuję się tym jednak i nie czuję jakiejś wielkiej potrzeby posiadania własnego zdania na ten temat. Dla mnie jako terapeuty istotny jest pacjent i to, jak mu pomoc. Dlatego temat legalności traktuje jako temat zastępczy. Ale rozumiem, że dla niektórych może być to temat główny :)

[ Dodano: Sro 29 Kwi, 2009 ]
Może jeszcze warto, bym się odniósł do jednej wypowiedzi:
Hm, dziwi mnie trochę podejście pana Jędrzeja, jakoby po narkotyki sięgało dno społeczne, osoby z problemami i skłonne do myśli depresyjnych itd. [...] Popalają raczej osoby wyżej sytuowane, studenci, osoby wykształcone...

Nie bardzo wiem skąd pomysł, że mam takie podejście? Prawda jest taka, że po narkotyki sięgają ludzie ze wszystkich warstw społecznych, bogaci i biedni, wykształceni i nie, inteligentni i niezbyt, zdrowi i chorzy, mający problemy i ci, którym się wiedzie. Natomiast są pewne przyczyny (tzw. deficyty rozwojowe), dla których niektórzy dość szybko mogą się uzależnić (co pogłębia te deficyty i upośledza rozwój człowieka, zwłaszcza młodego).

Czy delegalizacja marihuany nie godzi w przemysł np. farmaceutyczny czy papierniczy? Czy może jednak niewiele jest prawdy w opinii że konopie indyjskie są cennym surowcem dla przemysłu papierniczego i farmaceutycznego?


Jednak temat legalizacji jest mocno poruszany - może to wskazówka dla administratorów, by wziąć ten problem "na tapetę?" Ale tak jak mówiłem wcześniej - nie podejmę się roli eksperta w tej dziedzinie. Dodam tylko parę słów, bo w tych kilku pytaniach panuje pełne zamieszanie. Cennym surowcem dla przemysłu może być konopie siewne, uprawiane w Polsce od wieków. Co do wykorzystania marihuany dla celów farmaceutycznych - to ma to miejsce i dla tych celów uprawa konopi zawierających THC jest legalna (patrz: ustawa o zapobieganiu narkomanii).

Z racji swego zawodu ma Pan inklinacje do czynienia uogólnień... ponieważ do Pana trafiają osoby które już mają problemy z używaniem narkotyku, setki tysięcy które kłopotów nie mają umykają Pana uwadze.


To prawda, że zajmuje sie tymi, którzy maja kłopoty. Nie widze jednak w tym żadnego uogólnienia. Staram sie mówić i pisać o konkretach. Jeśli gdzieś uogólniłem - to dopiero wskazanie miejsca, w którym to zrobiłem, pomogłoby mi się odnieść do tego zdania.

- syndrom amotywacyjny jest tylko teorią, w dodatku umiarkowanie silnie umocowaną


To dość popularny pogląd na hyperrealu i podobnych miejscach w sieci. Jednak daleki od prawdy.

- istnienie klinicznie ważnego zespołu odstawienia nie jest udowodnione...


Myślę, że większość osób zmagających się z odstawieniem marihuany chętnie zapytała by o źródło takich "rewelacji". Nie wiem, jakie jest źródło tej pseudoinformacji - wystarczy jednak odwiedzić poradnię uzależnień i porozmawiać z osoba leczącą się z powodu uzależnienia od marihuany o to, jak wyglądały jej pierwsze dni po podjęciu abstynencji. Polecam też lekturę forum www.zielonyklopot.prv.pl

- jeśli chodzi o zwiększone ryzyko chorób psychicznych, to oczywiście ma Pan rację, występuje ono, tylko, że ryzyko zwiększa się z ułamka procenta do procenta. Wątpię, żeby było to ryzyko które realnie w życiu musimy rozważać.


Zupełnie nie potwierdza takiego myślenia moja wiedza - proponuje skonsultować ten pogląd z jakimkolwiek psychiatrą klinicznym. Na marginesie: warto wiedzieć, że już samo uzależnienie od marihuany podlega klasyfikacji zaburzeń psychicznych DSM-IV oraz ICD-10.

- inne zagrożenia jakie Pan wymienia, anhedonia, teoria eskalacji itd. wiązane są ze skrajnym nadużywaniem marihuany, które powinniśmy jednak rozróżnić od używania sporadycznego.


Ryzykowna sprawa z takim rozróżnieniem - część z problemów rzeczywiście występuje u chronicznych palaczy, część jednak może pojawić się bardzo szybko. W skrajnych przypadkach - po jednym paleniu. Co do teorii eskalacji - to nie jestem jej zwolennikiem. Jeśli taki wniosek ktoś wyciągnął z moich wypowiedzi - to widać byłem nieprecyzyjny.

Podsumowując, nie zarzucam Panu, iż pisze Pan nieprawdę, ale, że nie potrafi przedstawić zagrożeń w odpowiedniej proporcji.


Miło mi, że nie zarzuca mi się kłamstwa :) Nie sądzę, bym przesadzał w przedstawianiu zagrożenia, jakie niesie używanie marihuany.

Zażywanie środków psychoaktywnych wiąże się z szeregiem zagrożeń, które nie są łatwe do oszacowania ani w pełni przebadane, można jednak uznać za fakt, że marihuana jest relatywnie bardzo niegroźna.


W przypadku marihuany już istnieje wystarczający materiał dowodowy, by uznać jej używanie za ryzykowne. Określenie „relatywnie niegroźna” jest dość niejasnym sformułowaniem. Marihuana to nie heroina, ale jej używanie potrafi jednak mocno skomplikować życiorys, a wiedza jakie niesie jej używanie wg mnie jest wciąż zbyt mało powszechna. Popularne myślenie w stylu "Zioło to nie narkotyk...", Trawka uzależnia tak bardzo...", "Jak ktoś jara z głową, to nic mu nie grozi..." itp. jest właśnie powodem, że ludzie wpadają w problemy i są tym zaskoczeni. Wg mnie jeśli ktoś już chce sięgać po marihuanę - to powinien mieć pełen obraz ryzyka. Nie bez przyczyny powstają na świecie programy profilaktyczne dot. marihuany, takie jak angielski http://www.talktofrank.com/article.aspx?id=3233 amerykański http://health.howstuffworks.com/marijuana.htm czy holenderski http://www.jellinek.nl/zelfhulp/cannabis/

Ponieważ nie będę mógł kontynuować swej obecności na forum w rozpoczynającym się tygodniu - chciałbym podziękować wszystkim za aktywność i za kulturę wypowiedzi :) A administratorom forum - za pomoc i cierpliwość do mnie :D Pozdrawiam ciepło!

A ja mam to

Teoretycznie nikt z żyjących współcześnie nie powinien czuć się samotny. Mamy do dyspozycji najnowocześniejsze środki komunikacji, których pierwotnym celem jest porozumienie międzyludzkie. Czy jednak wirtualny świat jest w stanie zastąpić nam rzeczywistość?
Większość ludzi ucieka przed monitor komputera, ponieważ nie umie poradzić sobie w realnym życiu. Zwykle przyczyną tego bywają niepowodzenia, brak bliskiej osoby, nadmiar pracy, nieumiętnośc nawiązywania znajomości. Uciekamy w świat Internetu, gdy zaczyna brakować pewnych wartości. Tchórzymy, zamiast stanąć twarzą w twarz z problemem. Łatwiej jest zapomnieć, zajmując się życiem innych ludzi. Czytamy cudze blogi i angażujemy się emocjonalnie w sytuacje, przeżywane przez anonimowych ludzi, ponieważ straciliśmy wiarę w to, że nasze życie może nabrać nowych barw. Szukamy sensacji, propagandy, gdyż o wiele łatwiej przychodzi nam ocenianie czyjegoś postępowania, niż swojego. Zamiast podjąć wyzwanie naprawy relacji z innymi ludźmi, robimy wszystko, aby zapomnieć o dręczącej umysł samotności.
Skutkiem takiego zachowania bywają katastroficzne. Człowiek popada w coraz większe skrajności i choć próbuje z tym walczyć, ma za mało siły, by powrócić. W taki sposób swoją karierę rozpoczynają alkoholicy, erotomani, pedofile, narkomani. Przeciętny człowiek woli sprowadzić takich ludzi do rangi zwierząt, niż zastanowić się nad motywami upadku w uzależnienie. Przyczyna jest prosta- samotność. Samotność, ale postrzegana
W różnych kategoriach. Czasami człowiek z własnej woli chce być sam. Alienuje się od społeczeństwa i twierdzi, że nikt nie jest mu do niczego potrzebny. Zaprzecza samemu sobie, bo w głębi duszy pragnie tak, jak wszyscy miłości, akceptacji, zrozumienia, lecz nie ma odwagi przyjąć tych wartości, nawet jeśli ktoś wyciąga do niego pomocną dłoń.
Dlaczego człowiek ucieka i wybiera wirtualnych znajomych, wirtualną miłość, czy wirtualne? Prawdopodobnie dlatego, że w sieci nikt go nie będzie oceniał, nikt od niego nie będzie wymagał, nikt nie będzie zmuszał do robienia rzeczy, na które nie ma ochoty. W Internecie jesteśmy jednostkami, a nie częścią jakiejś grupy. Stajemy się anonimowi. Nie musimy podawać prawdziwych danych. Możemy wcielić się w postać dowolnej osoby i nikt nie sprawdzi, czy nasze cechy są adekwatne do rzeczywistości. Boimy się prawdy. W normalnym życiu codziennie stajemy przed obliczem prawdy. Prawdy konieczności zapłacenia jutro za prąd i gaz, prawdy znoszenia nieustannej krytyki ze strony osoby, która podobno kiedyś nas kochała, prawdy niesprawiedliwości polskiego rządu, prawdy pragnienia szacunku od osób, które nas otaczają.
Niestety marzenia nie zawsze pokrywają się z tym, co spotykamy w życiu. Internet zaś pozwala rozszerzać horyzont wyobraźni człowieka i sięgać po to, co wydaje się być nierealne dla przeciętnego obywatela. Nieumiejętność nawiązania porozumienia
z partnerem prowadzi do szukania wrażeń, które zaspokoją wewnętrzne potrzeby. Nie tylko dzieci stają się więc uzależnione od Internetu, ale w dużej mierze problem ten zaczyna dotykać ludzi w średnim wieku, którzy nie potrafią odnaleźć harmonii w trakcie swojej egzystencji. Dlatego powstało tak wiele stron, które oferują szybkie i łatwe znajomości w zależności od preferencji osoby. Jednak zwykle ogranicza się je do sfery intymnej.
W związku z powyższym następuje nieuchronny proces degradacji wartości niezbędnych do posiadania człowieczeństwa. Rozpadają się rodziny, w których zaczyna pojawiać się zdrada wśród małżonków, narkotyki i pornografia wśród dzieci. Podważana zaczyna być godność kobiety, której człowieczeństwo ogranicza się jedynie do ciała. Jej ciało staje się towarem nie tylko w wymiarze reklamowym, ale także w wymiarze usług dla mężczyzn. Upowszechnia się przemoc, wandalizm, nasilane pod wpływem masakrycznie brutalnych gier komputerowych, dostępnych na wielu stronach internetowych.
Nic dziwnego, że aktualnie najwięcej zarabiają psychologowie i lekarze, którym każdego dnia przybywa coraz więcej zdruzgotanych pacjentów. To jest efekt kapitalizmu, który nauczył społeczeństwa całego świata postawy konsumpcjonizmu oraz zarabiania ciężkich pieniędzy kosztem drugiego człowieka. Obniża się świadomość ludzka w dziedzinie zagrożenia, jakie niesie współczesna cywilizacja. Odpowiedzialne są za to korporacje, które wzbogacają się na naiwności współczesnych obywateli. Gdyby nagle wszyscy postanowili odrzucić to, co jest sprzeczne z naturą człowieka, czyli aborcję, antykoncepcję, pornografię, narkotyki, alkohol, papierosy i inne elementy, które niszczą nasze człowieczeństwo, firmy, które propagują wyżej wymienione rzeczy zbankrutowałyby do cna. Z tego powodu tak bardzo zależy im na reklamowaniu tych produktów. Szkoda, że ci, co stoją u szczytu mechanizmu zachęcania do porzucenia, w ich mniemaniu przestarzałych zasad, nie zastanawiają się, że powodują ogromną pustkę w życiu wielu grup społecznych, które nie mają siły bronić się przed atakiem powszechnego handlu ludzką godnością.

Marihuana jest furtką do kolejnych narkotyków.

To jest jeden z bardziej utartych mitów. Nie jest to normą. Czyli jest to nieprawdą. Marihuana może być taka furtką &#8211; owszem, ale równie dobrze można ją otworzyć bez sięgania po konopie. Wiele osób pali też tylko marihuanę i nie sięga po inne narkotyki a nawet to papierosy czy alkohol. Nie pomaga temu nielegalność trawki, przy zakupie na nielegalnym rynku powstają interakcje pomiędzy kupującym a sprzedawcą, któremu zależy przede wszystkim na zysku. Może on oferować darmowe próbki twardszych narkotyków, aby tak pozyskać kolejnego klienta. W tym miejscu należałoby przestrzec przed takim rozumowaniem, że eksperymentowanie z paleniem konopi, może powodować chęć przejścia na ciężkie narkotyki. Tak samo można powiedzieć o tytoniu (szczególnie, że się go przede wszystkim pali) a wiec kto pali papierosy, będzie sięgał także po marihuanę, a kto pije piwo skończy na denaturacie. Jest to tzw. teoria eskalacji. Marihuana może, choć nie musi prowadzić do sięgnięcia po inne, groźniejsze narkotyki ale rzadko dlatego, że palaczom przestają wystarczać doznania towarzyszące paleniu. Zwykle chęć sięgania po narkotyki nie odbywa się w progresywnej kolejności &#8211; marihuana &#8211; haszysz &#8211; amfetamina &#8211; opiaty itd., ale odbywa się to równocześnie lub też równolegle. Niedawne badania wykazują, że sięganie po marihuanę zwiększa w znacznym stopniu prawdopodobieństwo do sięgania po inne narkotyki w przyszłości. Jednak przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w prohibicji i jest to zagadnienie złożone. Dla przykładu można podać, że badania wskazują również, spożywanie alkoholu ma związek z konsumpcją tytoniu i marihuany. Rzeczywistym przykładem tego, co następuje gdy marihuana jest powszechnie dostępna, może być Holandia. Od 1970, kiedy częściowo zalegalizowano konopie użycie twardych narkotyków: heroiny i kokainy &#8211; stale malało. Obecnie jest to najniższy odsetek w Europie. Nauka i aktualne doświadczenia pokazują nam iż marihuana nie ma skłonności do bycia substytutem dla znacznie niebezpieczniejszych narkotyków, takich jak alkohol, nikotyna, kokaina i heroina.

Marihuana to nie narkotyk.

Mit, którego prawdziwość jest mimo wszystko dyskusyjna. Jeżeli THC zmienia świadomość i wprowadza w stan nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością a przy regularnym paleniu może uzależniać psychicznie trudno uznać, że nie jest to narkotyk. Jednak z drugiej strony jeżeli tak patrząc na problem uznajemy jednocześnie, że tytoń &#8211; choć uzależnia psychicznie i fizycznie, a jednocześnie w początkowej fazie chwilowo zmienia reakcje organizmu oraz już bezsprzecznie alkohol nie są uznawanie jako narkotyki to jest to niekonsekwencja. Dodatkowo jak wiemy szkodliwość marihuany w porównaniu z tytoniem i alkoholem jest mniejsza. Należy wiec zrównać te substancje w jednym mianowniku: albo uznać że wszystkie są narkotykami miękkimi albo że marihuana i jej przetwory narkotykami nie są a jedynie używką, tak jak alkohol i tytoń. Czy marihuana jest zatem narkotykiem? W moim odczuciu tak, choć jej niebezpieczeństwo wynika nie z popularności i aury niewinności, ale przede wszystkim głównie z podejścia do niej i braku rzetelnej informacji.

źródło: LINK<KLIK>

Nie ma bezpiecznych narkotyków (2003-11-13)

Przeprowadzone we Francji badania dotyczące skutków palenia haszyszu jednoznacznie dowodzą, że jest on groźnym narkotykiem. Zdaniem francuskich naukowców, mówienie o "miękkich" i bezpiecznych narkotykach, do których ich zwolennicy, w tym lewicowi politycy zaliczają haszysz, jest niebezpieczną manipulacją.

Sprawa okazuje się bardzo groźna, ponieważ wielu młodych ludzi sięga po haszysz w przekonaniu, że jest on używką, która niesie zagrożenia dla ludzkiego zdrowia nie większe niż papierosy. Aż 30 proc. młodych mężczyzn w wieku 19 lat i prawie 20 proc. kobiet w tym samym wieku pali haszysz co najmniej 10 razy w roku, a 16 proc. młodych mężczyzn i kobiet zażywa go częściej niż 10 razy w roku.

Przeprowadzone we Francji badania dowodzą, że haszysz palony nawet w małych ilościach powoduje zaburzenia pamięci, zakłócenia orientacji w czasie i przestrzeni, zaburzenia mowy, koordynacji ruchowej i wydłużenie czasu reakcji. Te właśnie zaburzenia są udziałem młodzieży szkolnej i akademickiej palącej haszysz, przedstawiany uparcie przez lewicowych ignorantów jako łagodny, a więc bezpieczny narkotyk. Palący haszysz narażają życie swoje i innych, siadając za kierownicą samochodu. Jest to bardzo niebezpieczne, bo zdaniem francuskich naukowców upojenie haszyszem jest dwa razy silniejsze od upojenia alkoholowego.

Spożywanie haszyszu powoduje także spadek motywacji, aktywności życiowej, jest przyczyną kryzysów, lęków i paranoicznych reakcji. Jego palenie sprzyja agresywnym zachowaniom, powoduje tendencje samobójcze i wynaturzenia seksualne.

W opinii francuskich lekarzy, największe niebezpieczeństwo palenia haszyszu polega jednak na jego bezpośrednim powiązaniu z występowaniem schizofrenii. Nie powoduje on wprawdzie tej choroby, ale znacznie zwiększa jej zaburzenia, przyśpieszając je, powodując częstsze kryzysy, spowodowane tym, że uzależnieni od haszyszu chorzy przestają zażywać leki.

Francuskie badania jasno pokazują, że aż 20 proc. młodych ludzi z tych, którzy np. z ciekawości spróbują haszyszu, uzależnia się od tego narkotyku. Według lekarzy, czynnikiem determinującym do sięgnięcia po narkotyki są często uwarunkowania środowiskowe i warunki, w jakich żyją młodzi ludzie. Z kolei czynniki psychologiczne determinują uzależnienie. Z badań wynika, że najbardziej narażeni na narkotykowe uzależnienie są ludzie wrażliwi oraz impulsywni i mający tendencje depresyjne. Zdaniem francuskich specjalistów, czynnikami, które bronią przed narkotykami, jest inteligencja, zdolność rozwiązywania trudności, pozytywna wizja własnej osoby i życie w stabilnej, kochającej się rodzinie.

Wyniki badań francuskich naukowców jednoznacznie więc przeczą lansowanym od lat przez libertyńskie środowiska tezom, jakoby haszysz był nieszkodliwą używką i z tej racji powinien być, podobnie jak stało się to w Holandii, zalegalizowany tak samo jak alkohol czy papierosy. Jednak decyzje podejmują politycy, którzy w swoich wyborach rzadko kiedy kierują się racjonalnymi przesłankami, łatwo ulegając naciskom różnych grup interesów.
Franciszek L. Ćwik, Paryż

zrodlo: www.epacjent.pl

w tekscie jest maly blad poniewaz w holandi narkotyki miekkie nie zostaly zalegalizowane, jak podaje hyperreal.info:

"FRANS KOOPMANS: Nigdy nie zalegalizowaliśmy w Holandii miękkich narkotyków. Władze postanowiły tylko, że ich spożywanie oraz sprzedaż w małych porcjach będzie tolerowana."

Fransem Koopmansem jest dyrektorem ośrodka odwykowego dla narkomanów De Hoop (Nadzieja) w Dodrechcie.

pozdrawiam

Justine:
Zrobiła to jednak. Jak widaćnie dobrze się to dla niej skończyło. Zrobila to "na Lewno", ale może gdyby było zlegalizowane, nie spróbowałaby raz tylko odrazu więcej. Co by wtedy bylo....

Czyl ijak widzisz wzieła pomimo delegalizacji. Co by było gdyby narkotyk był legalny? Nie wiesz, mozesz gdybać. Może w ogóle by nie wzieła bo nie miałoby smaczku zakazanego owocu?
A moze by nie miało aż takich złych skutków bo nikt by tam nie dosypał świństwa.

Tomasz Ptak
Nie za bardzo wyobrażam sobie Twoje obecne wyobrażenie, jak gangi, mafie, czy kto tam produkuje/rozprowadza narkotyki (najgorzej z rozprowadzaniem, bo nie sprowadzisz z zagranicy przecież nielegalnie wyprodukowanego narkotyku chociażby ze względu na politykę międzynarodową), a z natury przestępczej tych grup (przynajmniej częściowej), przed wejściem na legalny rynek, będzie musiał odbyć "karencję" (w najbliższym zakładzie karnym), nagle gdy mu zalegalizują to, co rozprowadza, przejdzie na rynek legalny.

Po pierwsze to jaka "karencja" ? Jesli mu udowodnią przestepstwo to OK. ale mafia ma też legalne interesy. Zresztą raczej nie wejdą na legalny rynek bo zysk za mały. Po prohibicji w USA raczej to nie mafiozi opanowali rynek alkoholu. Oni sie przerzucili na handel narkotykami (zdelegalizowany gdzies w tamtym czasie). Mafia ma dzieki czemu na czym zarabiać, a i FBI po zakończeniu prohibicji alkoholowej pracy nie straciło. wszysca sa zadowoleni, mozna robic iintratne interesy i brac kase za gonienie króliczka.

Justine, odpowiadam ci juz chyba ostatni raz bo nie mam cierpliwości. Przypominasz mi pewnego misia, co lubił miodek i miał bardzo ...khem ...
kradzież jest ingerencją swiadomą, zaś narkotyki utajoną, napisąlś,ze obie strony myślą,ze ubiły dobry interes. Od myślenia do pewności dluga droga. A pewność będize miał jeśli uda sie mu albo wciągnąc albo tego umiknąć.

"Utajona ingerencja", co jeszcze wymyślisz? Jak ktoś sprzedaje kawe to też robi "utajona ingerencje" bo picie kawy, szczególnie w dużych ilosciach jest mocno szkodliwe. A cukier? Ta "biała śmierć" ? Naprawde rozróżnij to. Ofiara kradziezy nie chce by ja okradać i nie zaprasza do siebie złodzieja, a ktoś kto chce przyćpać sam szuka dilera. Wyczuwasz tę subtelną róznice?
Odwyki etc, nie byloby potrzebne, by nie sięgano do tego

A jakby babcie miała wacsy to by dziadkiem była.
jeden taki malutki by nie lagizować czegoś co może stać sie przyczyną konsumpcji tym , którzy nie próbowali ( o czym pisąlm wcześniej) jaki i tych co już to robia by nie sięgali w większych ilościach. Od tego trzeba zacząć byłoby.

Alez kazdy moze spróbowac kiedy chce, TAK JAK TWOJA ZNAJOMA. Zaraz pod nosem masz przykald nieskuteczności delegalizacji, a dalej kłapiesz swoje. Bo nakotyki są powszechnie dostepne, przyjmij to do wiadomości. Jak chodziłem do podstawówki to jeszcze tak nie było, ale niektórzy wachali po prostu klej. Zdelegalizujesz kleje, farby, rozpuszczalniki, benzyne, syrop na kaszel, wchodzenie do lasu itd ?
I podobna sprawa. W Polsce wciaz legalne sa wysokie budynki !! O zgrozo, ktos ko jeszcze nie próbował skoku z wierzowca moze to zrobić !! Wszystkie budynki powinny byc parterowe, a wyzsze nalezy zdelegalizowac buy tego uniknąć. Jeśli uratuje to choć jednego człowieka to warto !!

1

Polacy i Patrioci, sami słyszeliście:
- Rozmowa o tobie jest naszą rozmową o Polsce - Tadzik rzekł myśląc o regionie judeopolonii w jEurokibucu.

- W mojej ocenie był pan największy w tej klasie - dodał bolek myśląc o TW z archiwum IPN.

Cała warszafka, cała koszerna polska, eee tam, cały jEurokibuc, cały glob i cała galaktyka pożegnała Bronka. Teraz starajcie się chronić świadków zamachu mercedesa na busa, którzy zeznawali w prokuraturze i złożyli politycznie niepoprawne zeznania, by im się gwałtownie nie pogorszyło zdrowie, co by oznaczało, że prawdę o zbrodni tego pirata drogowego wezmą szybko do groby. Tego kierowcę busa też chrońcie i otoczcie modlitewną intencją, ale łącznie z jego rodziną, której mogą przysługiwać duże odszkodowania, a to może być dla nich bardzo niebezpieczne uprawnienie i szkodzące zdrowiu.
**************************

U króla Arturka pląsawica:

Do przodu, do tyłu...

Rządząca partia robi tego samego dnia kroki naprzód i wstecz. Krokiem naprzód jest spełnieniem dawnej obietnicy o projekcie zniesienia przymusowego i budżetowego finansowania partii politycznych. Wedle Dziennika PO zgłasza projekt dobrowolnego i obywatelskiego finansowania poprzez 1-procentowy odpis podatkowy. Mam sentyment do tego projektu, bo walnie się doń przyczyniłem. Autorem konceptu jest Marek Jurek, ja zaś współpracowałem z moim zaprzyjaźnionym prawnikiem, który napisał ustawę. Po wyborach przekazaliśmy ją Platformie, a ona (co prawda, po miesiącach zwłoki) przedkłada ustawę jako swój projekt. Niezależnie od dalszych losów (trzy pozostałe partie parlamentarne sa przeciw) jest to kroczek w dobrym kierunku.

Więc u nas do przodu i do tyłu, a Duch Święty wieje tylko do przodu. Benedykt XVI w Australii, a u nas niektórzy na "polskim Sydney". Wyborcza cytuje arcybiskupa Hosera, który mówi: "ważnym owocem działalności Ducha Świętego w życiu społecznym jest, gdy ludzie choleryczni staja sie cierpliwi". Wiem, jak jest i nie zaprzeczam.

No więc przejawem charakteru cholerycznego jest dzisiejsza scenka z pogrzebu Bronisława Geremka, gdy prezydent Kaczyński nie podaje ręki prezydentowi Wałęsie na znak pokoju. Oczywiście domyślam się stanu uczuć obecnego prezydenta, ale myslał, że kogo spotka na tym pogrzebie w pierwszym rzędzie?! A tak w ogóle to zmarły profesor okazał się farbowanym ateistą i agnostykiem, bo pogrzeb sprawił sobie katolicki...

Zobaczymy też, jak poradzą sobie nowi choleryczni sojusznicy. Główny temat na pierwszej stronie GazWybu to konieczność energetyki atomowej w Polsce. Do tej pory wielkim orędownikiem tej sprawy był ex-premier Kaczyński. Co oni teraz wszyscy zrobią, gdy razem z Michnikami będą musieli bronic tej samej sprawy? Która ze stron jako pierwsza odwoła swe poglądy?

Ale w Europie też do tyłu i do przodu. Do tyłu, bo we Włoszech zwiększa się ilość tzw. niedziel handlowych z 14stu do 28miu rocznie. Jednak do przodu, bo Chorwacja (Hrvatska!) wprowadza włąśnie ustawę chroniącą niedzielny odpoczynek. Wedle relacji Naszego Dziennika (mała notka zamiast pierwszej strony) wygląda na podobną do niemieckiej, czyli dobrze skrojoną. Brawo!

W Naszym Dzienniku za to znowu trochę o Lewicy bez Cenzury. Jest tam niedopatrzenie, bo cytując zacnego posła Piętę zaznacza się jego PiSowską przynależność, ale cytując radnego wojewódzkiego Piotra Strzembosza nie podaje się, iż jest warszawskim pełnomocnikiem Prawicy Rzeczypospolitej (przejął funkcję po moim przejściu do rezerwy).

Rzepa opisuje pijaństwo młodzieży w Niemczech, ale wyraźnie zaznacza, iz dzieje się to kosztem narkotyków. "Karierę robi binge drinking, czyli picie do nieprzytomności (...) liczba nastolatków sięgających po marihuanę zmniejszyła się czterokrotnie". Co mówi niemiecka prawica? Deputowany Kastner z CDU: "Piwo i wino są tradycyjnie niemieckimi napojami i stanowią częśc naszej kultury". Miły gość...

Grzybki pod lupę

Jerzy Wójcik 2008-06-27, aktualizacja: 2008-06-27 18:47:53

Naukowcy z Politechniki badają "halucynki". Opiszą odmiany i ustalą, jak je wykryć we krwi.

Chemicy z Politechniki Wrocławskiej właśnie rozpoczęli badania nad grzybami halucynogennymi i zawartymi w nich substancjami. Kilkunastoosobowy zespół pod kierownictwem prof. Pawła Kafarskiego chce opisać i usystematyzować najpowszechniej występujące w Polsce gatunki. Badacze ustalą także, jak groźne dla człowieka są występujące w nich substancje oraz stworzą szybki i możliwie prosty sposób wykrywania ich obecności we krwi.

- Nie będzie to proste, bo wiedza o grzybach halucynogennych występujących w naszym kraju jest bardzo ograniczona - wyjaśnia prof. Kafarski. - Ponieważ nie ma skutecznych sposobów identyfikowania substancji w nich zawartych, nie ma nawet jasności, które gatunki należy zaliczyć do halucynogennych, a które nie. Chcemy wyciągnąć ten temat na światło dzienne i spróbować odpowiedzieć na najważniejsze pytania.

Naukowcy planują wydać specjalną książkę - przewodnik po grzybach halucynogennych i opracować metodę ich wykrywania w organizmie. Być może będzie ona podobna do testów paskowych, za pomocą których można określić obecność marihuany czy haszyszu w moczu. Dziś szybkie ustalenie obecności substancji pochodzących z grzybów halucynogennych jest praktycznie niemożliwe.

- Co prawda są dwa laboratoria w Polsce, gdzie można prowadzić takie badania, ale nikt nie wysyła próbek, bo na wynik czeka się kilka tygodni - twierdzi prof. Kafarski. - A my chcemy, by nasza metoda sprawdzała się w praktyce i mogli z niej skorzystać np. policjanci zatrzymujący kierowcę do kontroli - tłumaczy.

Problem grzybów halucynogennych na Dolnym Śląsku jest poważny. Młodzież szczególnie chętnie zbiera je w Kotlinie Kłodzkiej i okolicach Karkonoszy, nazywając magicznymi grzybkami lub grzybkami-halucynkami. Spośród około pięciu tysięcy wszystkich opisanych grzybów, tych halucynogennych jest około 80. Właśnie po zjedzeniu tych gatunków dochodzi do omamów słuchowych, ruchowych i zaburzeń wzroku.

Zdaniem ekspertów, grzyby halucynogenne to większe zagrożenie niż narkotyki. Są bardzo tanie, na czarnym rynku kosztują po kilkadziesiąt groszy za sztukę. Wielu młodych ludzi, którzy po nie sięgają, fascynuje się opowieściami o przeżyciach szamanów wprowadzających się nimi w magiczny trans. Nie wiedzą, że zawarte w nich substancje mogą doprowadzić do nieodwracalnych zmian w mózgu.
Wrocławianie prowadzą swoje badania razem z naukowcami z Uniwersytetu Opolskiego i opolską policją. Liczą, że ich wyniki przyczynią się do poprawienia stanu wiedzy i pomogą policji i innym służbom w rozwiązywaniu tego problemu.

http://polskatimes.pl/gazetawroclawska/ ... .html.html

1

Przejrzałam sobie szybko wasze wypowiedzi, większość (tu zastrzegam, że nią nie jestem bynajmniej nie z powodu innego zdania,IFYKWIM) albo mówi, że narkotyki to shit, którego nie tykają albo, że marihuana jest „kul” i że wszystko jest ok i mają nad wszystkim kontrolę - nie chcę tego oceniać, bo podejrzewam, że nawet bym nie umiała. Pozostawiam ten temat do rozmyślań dla samych zainteresowanych. Niewielu z was poruszyło natomiast problem, który dotyczy każdego, kto kiedykolwiek wyszedł na ulice „naszego pięknego miasta”. Tak, zgadza się, mam na myśli fanklub Adasia Małysza, który choć z Wisły, to bliski naszym „dworzanom”. Nigdy nie paliłam (browna też), więc nie wiem jak to jest, niektórzy zarzucają mi to podczas rozmów, ale trudno, własne zdanie mieć mogę. Każdy już na pewno miał styczność z „tymi” ludźmi, ale założę się, że niewielu z was próbowało im pomóc, mówimy „sami tego chcieli, nikt im nie kazał zaczynać”, ale chyba nie tak powinno być. Zapominamy, że to kiedyś byli ludzie tacy jak my, tyle, że im się nie udało, ich „hamulce” zawiodły (tu ukłon w stronę tych wszystkich, którzy uważają, że nad wszystkim panują i, że tak zostanie). To trochę żałosne, że my, którzy uważamy się za lepszych (gdyby tak nie było, to czy odwracalibyśmy obojętnie wzrok od rzeczonych narciarzy?) przechodząc obok leżącego w swoim upojeniu, czy to alkoholowym, czy narkotycznym, jak by nie było, człowieka, mówimy tylko „chyba nie tak nas uczyli na PO...”??? Odpowiedź na to pytanie jest prosta, ale problem pozostaje nawet po jej udzieleniu... Wszystko to piękne słowa, które, niestety niczego nie zmienią, bo szczerze wątpię, czy ktoś z nas pobiegnie zaraz do Kotana, radośnie krzycząc „pomóżmy tym zbłąkanym duszyczkom wrócić do normalnego(?) życia”... W takim razie zostaje jedynie prewencja. No tak, ale gdzie? W szkole? Hehee. W telewizji? Buahhaaha. Na ulicy? Hmm. A może w domu? To ostatnie zdaje się być najśmieszniejsze, bo, kiedy już rozmawiamy z rodzicami, co samo w sobie zdarza się rzadko, to sami możemy ich wiele nauczyć... Ale mniejsza o większość. Sami wiecie, że nikt nie zwraca uwagi na to, co mówią w tv, przypominam programy typu Pedał Błażeja itd. - z reguły oglądają je i tak ludzie, którzy o problemie wiedzą już dużo i mają wyrobioną opinię (nie wykluczam oczywiście, że zdarzy się jakiś wyjątek i akurat taki, a nie inny program odwiedzie go od wzięcia po raz kolejny). Przechodząc ulicą, kiedy widzimy jakiś wielki plakat, z którego czarno na białym widać, że „zażywasz - przegrywasz”, no co wtedy robimy? Patrzymy na dwóch upalonych sk8 -ów, którzy stoją obok i to właśnie może nam pomóc albo również mamy kupę śmiechu, bo przypominamy sobie szalone historie naszych zachwyconych gandą kolegów oraz ich doświadczenia typu „palę od pięciu lat i cały czas nie poszedłem dalej”. Trudno jest wtedy powiedzieć „tak, oni mają rację, narkotyki to gówno”, bo przecież taki laik jak ja nie może podważyć zdania eksperta, którym w tym momencie okazuje się być nasz kolega(?). Co by nie mówić, to do środowiska należy ostatnie słowo i to ono nas kreuje. To zostaje szkoła, a w szkole - sami wiecie jak to wygląda, dyskretna pani pedagog, której w zasadzie i tak nie obchodzą Twoje problemy, bo ma swoje i w ogóle, najlepiej, żeby jej nie zawracać głowy. A kiedy już chce Cię wysłuchac, to w momencie, w którym dowiaduje się, że robisz coś nielegalnego, że masz kontakt z z a k a z a n y m i owocami, to, oczywiście w dobrej wierze, biegnie do kochanej pani dyrektor i wysyła Cię na warsztaty do ośrodka wiadomego gatunku - rzecz jasna cholernie to pomaga i stajesz się diametralnie innym człowiekiem, o niebo lepszym i w ogóle. W rezultacie i tak nikt nie wnika w przyczyny Twoich problemów i jeżeli są one naprawdę poważne, to za jakiś czas będzie Cię można spotkać na Głównym, względnie, gdzieś tam się powiesisz, złoty strzalik, te sprawy... dobra, trochę to wyolbrzymiłam, ale...i o takich przypadkach słyszałam. Dlatego właśnie wkrowiam się, kiedy ktoś pali tylko po to, żeby spróbować, zaszpanować, żeby nie być gorszym itd. Mówię o paleniu, bo to się zdarza najczęściej i od tego zaczynają najsłabsi - najsłabsi, bo to oni sięgają po więcej, nie, nie speedy, mówię o naprawdę więcej. Reasumując narkomani to ludzie i o tym pamiętajmy, uważajmy na to, aby nie skończyć tak jak oni i to będzie najlepszym lekarstwem na to zjawisko - już słyszeliście na pewno, żeby zaczynać naprawianie świata od siebie - konkluzja prosta, wcale nie muszą nas obchodzić ci „odrażający nieudacznicy”, aby było chociaż trochę lepiej, a przynajmniej nie gorzej. Pozdrawiam.